Skocz do zawartości

KurczaczekXD

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

2 Neutralny

O KurczaczekXD

  • Urodziny 04.04.2003

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jest tu też wzmianka o arenie
  2. Fabuła Leonard na Archolos zawędrował z samej Myrtany, a dokładniej z Trelis, gdzie w skład jego majątku wchodziły takie miejsca jak arena oraz targowisko. Trzeba jednak przyznać, że mężczyzna zdecydowanie większą uwagą darzył arenę, na której zresztą preferował przebywać, miast tracić czas w zgiełku zakupów i handlarzy. Inną ciekawostką był fakt, iż Leonardowi zdarzało się przenosić pertraktacje handlowe na teren areny.. tak bardzo preferował miejsce dostarczające terlisyjczykom rozrywki. Jak zwykł mawiać: "Pojedynek to sztuka. Sztuka, którą nie sposób wycenić! Bitwa to sztuka, której wartość jest tak wielka jak skala składających się na nią pojedynków! Zaś wojna to sztuka bezcenna – warta tyle, ile w złocie ważą obie strony konfliktu!". Leonard nie był jednak myrtańskiej krwi. Pochodził z szanowanego wiltmarskiego rodu, z Archolos. W dzieciństwie wysłuchał wielu historii o swym dziedzictwie i rodzimej tradycji, marząc by kiedyś również przywdziać pancerz w szlachetnych barwach klanu Harpii. Póki żyli, sporadycznie odwiedzał z rodzicami Wiltmark, z którego się wywodzili. Pewnego dnia mężczyzna dostał tajemniczy list, z którego dowiedział się, że jedna z jego archolskich krewnych, ciotka stryjeczna z klanu wiltmarskich Harpii, niejaka Scorpia, zmarła, pozostawiając Leonardowi w spadku część rodowych klejnotów i tradycyjny, rodzinny miecz. Mężczyzna kojarzył kobietę jak przez mgłę, tak samo jej syna, swego dalekiego kuzyna, odkładał więc ewentualne odwiedziny i korespondencję z Archolos, nigdy jednak nie zapominając o tajemniczym liście. Aż w końcu, po latach, zaskoczyły go odwiedziny wiltmarskiego krewnego, w portowym mieście Myrtany. Oto osobiście odwiedził go niejaki Malakai, wiltmarski dziedzic. Stryjeczny kuzyn drugiego stopnia pojawił się, bowiem stracił całą najbliższą rodzinę na Archolos i nawiedzał oddalonych członków rodu. Mężczyźni spędzili razem wiele dni na rozmowach, polowaniach oraz oglądaniu spektakli na arenie, aż wreszcie kuzynowi przyszło wracać na wyspy wschodnie. Wiedziony instynktownym impulsem, Leonard spieniężył tę część interesów, które nigdy nie porywały go za serce w takiej mierze jak walki, a z pomocą nagromadzonej kwoty dołączył do dalekiego krewnego w wyprawie na wschód. Leonard postanowił odwiedzić kolebkę swego rodu oraz odebrać spadek po zmarłej Scorpii. Gdy przypłynął na Archolos był zachwycony, a zadowolenie błyszczało w jego oczach całymi dniami. Nie tylko odwiedzał miasto i miejsce pochodzenia rodziny, którego nie widział przez wiele, wiele lat.. mógł też, z nowo odzyskaną rodziną, spędzać ciepłe, archolskie wieczory, pić wyśmienite wino, rozmawiając o tradycji i sekretach pędzenia rubinowego trunku, a także dysputować o najbardziej fascynujących Leonarda tematach fechtunku oraz sztuki miecza. Lądując na Archolos, wciąż dysponował funduszami na tyle dostatnimi, aby się ustatkować, aczkolwiek nie dość dużymi, aby siedzieć na dupie popijając wino. Dlatego też, po dostarczeniu do wiltmarskiej posiadłości ostatnich skrzyń, nasz smakosz sztuki wojennej postanowił rozkręcić interes. Z każdym dniem coraz bardziej czując, że Wiltmark staje się jego domem, mężczyzna sprzedał wszystkie interesy, wraz z domostwem w Trelis, przenosząc cały majątek na Archolos. Chciał wzbogacić miasto o nowe miejsce rozrywki, bliższe jego sercu niż handel towarami. Wykupił więc wiltmarską arenę, która bez właściciela marnowała swój potencjał i najpewniej zostałaby zburzona aby zrobić miejsce na kilka nowych przybytków w biednym dolnym mieście... Parę słów o Leonardzie Średniego wzrostu, krępy mężczyzna, o karnacji godnej Varrantczyka – jego krew nie jest czysta... Chociaż osiedlili się w Myrtanie, ojciec pochodził z Archolos, a matka z Varrantu. Leonard posiada niezwykłe, charakterystyczne, żółte źrenice, których kolor nie ma wyjaśnienia – po prostu urodził się z tą niecodzienną osobliwością. Jego ciało zdobi nie jedna blizna ale cóż to za pasjonat sztuki miecza, który nie nosi śladów miłości, do tego bitewnego tańca ostrzy, pospolicie zwanym „pojedynkiem”. Leonard jest członkiem odgałęzienia rodu Harpii, a także wyznawcą Adanosa. Trzeci z boskich braci dba o równowagę na świecie, a zdaniem mężczyzny porządek i prawość potrzebują domieszki twórczego chaosu! Trelisyjczyk jest dość upartym człowiekiem, potrafiącym często działać pod wpływem emocji. Nic też nie porusza go tak jak widok biedoty. I nie chodzi tutaj o to, że czuje względem gorzej usytuowanych pogardę albo uraz – widok bezdomnych, żebraków, czy głębokiego ubóstwa szczerze rani jego, w gruncie rzeczy dobre, serce i popycha go do różnorodnych aktów pomocy.
  3. KurczaczekXD

    Opętania i co dalej

    Grywalny jest Undabar jak i Wiltmark Nie? Może stosunki są chłodne to i tak nikt nie chce wojny... Jakby chociaż było to ważne... Wiltmark ma wywalone na przodków a Undabar ma wywalone na Wiltmarczyków Gorszego pomysłu nie było? Nie po to powstał grywalny Undabar aby nagle każdy szedł do Wiltmarku I na koniec:
  4. KurczaczekXD

    Mini wydarzenia.

    Ten pan dobrze mówi! Polać mu! A dodam że mógłby taki handlarz sprzedawać też pospolite przedmioty bo nawet o takie trudno w Wiltmarku
  5. 1. Tak napisałeś czy jestem gotów na bana. 2. Pokaż mi gdzie jest napisane że mob powoduje CK 3. Czy Pio jest administratorem że decyduje za ciebie?
  6. Nick z gry/forum/discorda: Tom Kto nałożył karę: Tego nie wiem (miał niebieski nick) Powód i data nałożenia kary: 15 kwietnia 2020 Wyjaśnienie: Poszedłem zwyzywać właściciela kopalni, wezwał straż i mnie zaatakował gdy pisałem, potem znowu go zwyzywałem i uciekłem (wiem że ranny nie powinienem biec) a ten mnie gonił i wtedy przez przypadek wpadłem na moba (kretoszczura). Oczywiście tepnięto mnie potem z powrotem do kopalni gdzie był właściciel kopalni i ten admin którego nie znam. Jak mnie tepnięto to nie wiedziałem o co im chodzi i admin powiedział "Gotowy na bana?" oczywiście zapytałem o co chodzi i chodziło o sytuacje o której pisałem wcześniej. Oczywiście przeprosiłem i powiedziałem że tego więcej nie zrobię. Więc admin powiedział że dostane ostrzeżenie a jak to zrobię jeszcze raz to dostane bana. Zgodziłem się ale właściciel kopalni uparł się na CK. Według mnie to jest dziwne że inny gracz ustala kare, sam powiedziałem że wole warna od CK a admin na prośbę Pio dał mi CK. Wiem że zrobiłem źle ale serio wolałbym warna od CK postaci na której mi zależy, dlatego jeśli cofnięte będzie CK to z chęcią wezmę to ostrzeżenie i obiecuję że tak więcej nie zrobię Dowody uniewinniające: Niestety screenów nie robiłem :c
×
×
  • Dodaj nową pozycję...