Skocz do zawartości

Danazes

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralny

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Danazes

    ✅ NOMADA

    Koczownik, wędrowiec, nomada, członek grupy ludzi nieposiadającej stałego miejsca zamieszkania, przemieszczającej się z miejsca na miejsce z najróżniejszych względów. Najczęściej w poszukiwaniu żywności, wody, opału albo pastwisk dla zwierząt hodowlanych. Wielu też z naszych braci pragnie prawdziwej przygody owianej skokami adrenaliny, szczęścia, hucznej zabawy, namiętnej miłości i przypadkowego seksu. Nomada to również obfity utarg, kramarstwo, dilerstwo i drobny handelek. Pobudki są różne. Wiara, kultura, bogactwo, biedota, niespełnione marzenia, ale przede wszystkim sacrum - odnalezienie swojego uświęconego miejsca w świecie. Niewiarygodnie ciężko takowe znaleźć. To główny powód, dla którego stworzyliśmy własny - świat przestępczy. Dantero - Niech Was nie zwiedzie moja miłość do półświatka i kanałów, lubię też wypić zimne piwo w karczmie i pospacerować ze szlachtą po przystrzyżonej trawce, a co! Kiedyś wiodłem dostatnie życie. Większość czasu prowadziłem raczej koczowniczy tryb życia, a jeśli już gdzieś się zatrzymywałem na dłużej, to głównie przez ewentualne trudności wynikające ze specyfiki mej pracy... Na co dzień byłem porządnym kupcem, ale to tylko przykrywka. Prawdziwe profity czerpałem z roli szpiega i skrytobójcy. Pracowałem dla wielu wysoko postawionych rangą obywateli miast, władców i organizacji, choć cele, jakie mi zlecano, mierzyły nierzadko wyżej, niż mogłem sobie wyobrazić. Od zawsze cechowałem się dużym szczęściem oraz sprytem i nieraz udawało mi się znaleźć wyjście z najgorszego bagna. Niestety, parę lat temu zostałem uwięziony pod kopułą bariery, w Kolonii Karnej, kiedy to wraz z mym przyjacielem Comrebirthem zostaliśmy wykryci podczas wykonywania zlecenia, jakim miało być ciche zabójstwo lokalnego władcy...Alzara. Otrzymałem to zadanie od tajemniczego człowieka, który planował przejąć rządy w mieście. Oferował dużo, dlatego nie pytałem o zbyt wiele. Zresztą wiedział, kim jestem. Gdyby nie ten nieudacznik Comre, bo tak na niego mawiam od czasu tego bagna, wszystko poszłoby jak po maśle, ale wysyłając go na czaty, zostaliśmy przyłapani raz na dobre. Na początku ciężko było się odnaleźć w nowym środowisku, ale przynajmniej z druhem, z którym wzajemnie się wspieraliśmy w każdej trudnej sytuacji. Po niecałym roku spędzonym w niejakim Starym Obozie doszedłem do stanu, w którym z łatwością mogłem powiedzieć, iż nie było tak źle, jak mogłoby się wydawać. Mój pobyt pod tą zasraną barierą wyglądał normalnie, żyłem i pracowałem, zarabiałem dość marnie, zresztą jak każdy szanujący się kopacz. Jednak, żeby nie było za prosto, po jakimś czasie rzecz jasna odezwały się we mnie moje stare nawyki. Wieloletnie doświadczenie w branży szmuglerskiej, płatnych zabójstwach i szpiegostwie swój złoty okres przeżyły właśnie w zasranej Kolonii. Wraz z Comre chętnie dzieliliśmy się pozyskanymi informacjami z potrzebującymi... znaczy, z tymi, którzy mogli dać coś w zamian. Znałem się z większością kopaczy i członkami Obozu. Posiadałem wtyki w magnaterii i straży - ci ludzie zawsze czegoś potrzebują. Noo dobra... koniec z przechwalaniem się. Swe kontakty od zawsze trzymam w tajemnicy. Doświadczenia spod bariery nauczyły mnie sprawnej obrony i wychodzenia z opresji nawet w sytuacji wysokiego ryzyka. Od zawsze cechowałem się dużym szczęściem, które najwidoczniej pomaga mi w niespodziewanych chwilach - niestety, to często wzbudza kontrowersje w otoczeniu. Jak już wspomniałem na początku, nieznane mi stałe miejsce zamieszkania, i z tego też powodu wcale nie zdziwiłem się, gdy po upadku tej zasranej bariery oboje z Comre trafiliśmy na Wschodni Archipelag, do miasta uchodźców, Wiltmarku. Przechodząc przez bramę, ponownie poczułem przypływ adrenaliny i wspomnień, które ogarnęły moją cyniczną głowę. Taaak... nowe perspektywy. Jak to mówią... nowe miejsce, nowa grabież... Comrebirth - Moje życie nigdy nie było usłane różami. Przeszłość często jest bezwzględna. Długo by opowiadać. Kolonia Karna stanęła dla mnie otworem kilka lat temu, kiedy przez tego niewdzięcznika Dantero zostałem skazany na ciężkie tyranie w gównie po uszy. Obiecał mi duży zarobek na zabójstwie lokalnego władcy - przedstawiał plany i twierdził, że wszystko się uda... Oczywiście nie przewidział obecności straży i stojąc na czatach, nieco się zdziwiłem, jak poczułem zimne ostrze na mojej krtani. Mimo wszystko mam tylko go i nie wyobrażam sobie przetrwania w Kolonii, ani nigdzie indziej bez jego obecności. Na szczęście mój spryt i ambicja pozwala mi na szybkie zaklimatyzowanie się w nowych warunkach. Pomimo ciągłego nadzoru przez strażników w Starym Obozie, na przestrzeni całego pobytu udało mi się poznać kilka ciekawych osób mających wpływy w Kolonii. W większości to także byli kopacze, ale wolałem nie pytać skąd znali ludzi wyższych rangą. O niektóre rzeczy po prostu lepiej nie pytać... W Kolonii udało nam się odnieść niemały sukces w relacjach międzyludzkich. Można by rzec, iż stanowiliśmy jeden z kilku najlepszych ośrodków informacji o osobach przebywających w Obozie i kopalni. Poznaliśmy wiele sekretów i wielu ludzi nam zaufało. To nie zmienia jednak faktu, że część osób doskonale zdawało sobie sprawę z tego, że w każdej chwili możemy użyć tej wiedzy przeciwko nim. Dlatego też, z obawy o zamach na moją osobę nieco szkoliłem się w walce i dzięki temu aktualnie sprawniej posługuję się nie tylko kilofem, ale także pałką czy mieczem. Taaak, to się nazywa idealny relaks spędzony pod jaskrawymi pobłyskami magicznej bariery. Nie mogłem sobie wyobrazić lepszych wakacji. No a teraz? Teraz czeka nas kolejna przygoda... Tym razem zadomowimy się przez jakąś chwilę w mieście Wiltmark. Słyszałem, że mają tutaj niczego sobie arenę. Czas, rozruszać kości... NOMADA Jesteśmy prawie jak bracia. Dantero i Comre... pasuje, co nie? Wraz z przeniesieniem się do miasta Wiltmark powiedziano nam tu i ówdzie, iż dostępna stoi tu ogromna arena zrzeszająca najznamienitszych wojaków... Bzdura! Prawda jest taka, że uchodźców się naroiło tyle, że szefostwo tej cytadeli nawet ich dobrze nie zliczy, a już wskakują kolejni. Jasne, zdarzają się porządni ludzie, którzy przybyli tu tylko popracować i grzecznie wypić piwko przy szynkwasie. Wierzymy jednak, że są tu i tacy, co chcieliby trochę zarobić... no i poobijać się po pyskach, rzecz jasna! Chwała ludziom dobrej woli, którzy zechcą wraz z nami wziąć sprawy w swoje ręce, to znaczy swą pięść, sztylet, topór czy szpadę i odważnie zawalczyć na hmm... nazwijmy to... półlegalnych zawodach szermierki. Z jakiś niewyjaśnionych nam przyczyn władze tego miasta nie zezwalają na walki umieszczone na ich pięknej arenie. Z tego powodu jesteśmy zmuszeni zaprosić każdego śmiałka na walki w kanałach! Oferujemy ciekawe zakłady oraz sporo zabójczej zabawy! Mile widziany jest każdy, kto odważy się zaszaleć i odrobinę nagiąć panujące regulaminy. Jednak nie łudźcie się, nie każdy półmrok będzie do nas należeć. Informacji o naszych zabawach szukajcie na słupach i tablicach. Sprawdzonych informacji udzieli pewnie także jakiś miły karczmarz, kto wie!?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...