Skocz do zawartości

MONOLITH

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    22
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

82 Neutralny

Ostatnie wizyty

192 wyświetleń profilu
  1. Wydarzenia minionych tygodni mocno odbiły się na sprzedaży lokalnej, nieopodatkowanej gorzały. Ciągłe problemy w zaopatrzeniu, a także trudności w przemycaniu kontrabandy do miasta praktycznie uniemożliwiły swobodny przepływ nielegalnego samogonu wprost do kufli spragnionych konsumentów. Desperackie próby przekupienia strażników również nie przynosiły skutków, a sami karczmarze, którzy do tej pory z szerokim uśmiechem na twarzy odbierali kolejne dostawy zewu, niezbyt skorzy byli do współpracy. Sytuacja była beznadziejna i nic nie wskazywało na to, że zmieni się to w najbliższej przyszłości. Prawdziwym gwoździem do trumny było jednak sprytnie zagranie właścicieli "Winiarni Rycerskiej", którzy w celu zabezpieczenia swojego interesu i wyparcia samogonu z miasta, zaczęli co jakiś czas zaopatrywać właścicieli oberży w drogie, długo leżakowane wina, całkowicie za darmo. Był to bez wątpienia sabotaż, zgrabnie wprowadzony w życie, pod byle pretekstem podbudowania pozytywnych relacji między producentem, a dystrybutorem, który dla przestępczej działalności był żelazną kulą u nogi. Nie było innego wyjścia, Zew Undabaru musiał zniknąć z miasta do momentu, aż wszystko wróci do normy, a gawiedź, mimo utęsknienia, przestanie rozsiewać wici niepewności na temat pochodzenia tego magicznego eliksiru. [. . .] Niewygodne, przesiąknięte wilgocią słomiane łoże po raz kolejny dawało się we znaki. Niesprzyjające warunki był czymś normalnym w dzielnicy biedoty, będącej drugą stroną medalu dobrze prosperującego miasta. Kręciły się tam największe szumowiny, skutecznie odgradzane od cywilizowanego świata przez straż miejską. Biedni żyli obok bogatych, nie było to co prawda czymś nadzwyczajnym, ale w tym mieście, obie te grupy znajdowały się na jednym, małym skrawku ziemi, odgrodzone murem, niczym zasłoną dymną rzuconą przez dygnitarzy, którzy chcieli pozostać ślepi na ludzkie krzywdy i niepowodzenia. Miejsce, do którego trafiło dwóch młodocianych bandziorów nie należało do takich, o jakim zawsze marzyli, ale wspominając ostatnie wydarzenia i szum, jaki ich produkt spowodował, pokornie przyjęli los rzucony im pod nogi. Jak każdego poprzedniego dnia, odsłaniając pnącza, zagłębili się w odmęty podmiejskiej metropolii, rozciągającej się na wszystkie strony plątaninie korytarzy i zaciemnionych przejść, w których co krok czuć oddech śmierci na karku. Widok tych samych, przygnębionych i na swój sposób podejrzanych twarzy przyprawiał człowieka o dreszcze, ale dawał też poczucie wspólnoty, której pozazdrościć mogli wszyscy mieszkańcy górnej strefy, wygodnie gnieżdżący się w swoich nieskazitelnych gniazdach. W pewnym momencie coś przykuło uwagę Yngvara, zdawać by się mogło, że ogarnia go uczucie zagubienia, uczucie którego wcześniej nie dostrzegał, przecież już nie raz szedł tą drogą do swojej ulubionej części tuneli. Tutaj było inaczej, wiedział o tym, tak jakby pomimo spędzonego tu czasu, w tym konkretnym miejscu był po raz pierwszy. Pomieszczenie sprawiało wrażenie ogromnej sali, wysoki strop podtrzymywany na kamiennych kolumnach, na których wisiało kilka na wpół wypalonych pochodni, obok wyryty w skałach balkon ze zręcznie dobudowaną drabiną, po której bez problemu można wejść na wyższy poziom wielkiej sali. Charakteru dodawały również wszędzie walające się śmieci, strzępki ubrań i zaschnięta już dawno krew, połyskująca rdzawym kolorem na wilgotnych ścianach tuneli. Zmęczonymi oczami Yngvar rozejrzał się raz jeszcze po pomieszczeniu, wpatrzył wzrok w jeden punkt i jakby zamarł, zdając sobie właśnie sprawę z tego, iż znalazł się w miejscu, którego szukał od dawna. Prace ruszyły natychmiastowo, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Zarobione wcześniej pieniądze przydały się przy negocjacjach z lokalną społecznością kanałów, która za kilka złotych monet ochoczo wzięła się do pracy nad nowym, przestępczym przedsięwzięciem. Poczęto od rozpalenia ognisk i całkowitego osuszenia pomieszczenia, a także uprzątnięcia wszystkiego, co mogłoby zaburzać idealną harmonię tego podziemnego kompleksu. Krew na ścianach zniknęła, popękane, kamienne kolumny zostały sprawnie odrestaurowane na tyle, na ile było to możliwe, a ponure, wręcz martwe pomieszczenie zaczęło wypełniać przyjemne ciepło i kojący odgłos tlącego się ognia. Wyrazistości dodawały również sklecone na boku drewniane stoły i krzesła, a także szynkwas, sprytnie umiejscowiony w centralnej części wielkiej sali. Pod osłoną nocy, wraz z kilkoma oprychami z dzielnicy biedoty, Yngvar wraz ze Svenem przemycili, kawałek po kawałku, całą aparaturę, która teraz została zamontowana w samym centrum podziemnej biesiady, słusznie nazwanej, w oparciu o dźwięk wydobywający się z miedzianych kotłów destylarni - Tunelowy Bulgot. Od wznowienia działalności destylarni nie trzeba było długo czekać, aż sytuacja potoczy się tak, jak zaplanował to Yngvar. Zew Undabaru wrócił do łask, skutecznie omijając barierę w postaci murów miejskich. Znalazł on szczególne upodobanie wśród częstych bywalców podziemnej gospody, którzy zaczęli hucznie gromadzić się w zagospodarowanej do tego celu kamiennej sali. Różnorodność bywalców, picie bez opamiętania, częste bójki, kłótnie, walne zgromadzenia czy potajemne spiskowanie było codziennością, która dodawała uroku temu zapomnianemu przez Boga miejscu, którego nie sposób było nie zauważyć zgłębiając tajemnice podmiejskich katakumb. Naprędce zagospodarowano balkon, który służył teraz jako dodatkowe miejsce do biesiadowania, a także zaopatrzono się we wszelakie piece czy prowizoryczne kuchnie obozowe, które zaspokajały głodne podniebienia, często już podchmielonej klienteli Tunelowego Bulgotu. Serwowano wszystko, co akurat udało się zdobyć kłusownikom, zapuszczającym się w najdalsze zakątki krainy w poszukiwaniu zwierzyny do upolowania, wybór był ogromny, a sami klienci nie zwykli narzekać na jakość przygotowywanej strawy. Biesiada stała się głównym punktem tranzytowym, miejscem zbornym paserów, przemytników czy najróżniejszych zbirów, ale jej głównym założeniem, tak jak od samego początku, pozostał element spajający całą tę podziemną układankę - Zew Undabaru. "Najciemniej pod latarnią" [. . .]
  2. MONOLITH

    Zew Undabaru

    "Nikt nie był w stanie przewidzieć tego co nadejdzie. Pomimo przelanej krwi i pamiętnych wydarzeń, które wspominane były przez wszystkich wojowników, nieopisany żal i uczucie bezradności musiały wziąć górę nad zdrowym rozsądkiem i obietnicami złożonymi przez każdą ze skłóconych stron." Interes szedł w najlepsze i raczej nikt nie przypuszczał, że cokolwiek mogłoby zachwiać idealną równowagę miejsca stworzonego przez Yngvara razem ze swoim towarzyszem Svenem. Zew Undabaru płynął złotym potokiem wprost do kufli spragnionych obywateli, którzy z ochoczym spojrzeniem przekazywali karczmarzowi zarobione wcześniej, brzęczące monety. Układ był prosty, a sam gospodarz kalkulując zyski zgodził się na niego bez potrzeby zapoznawania go bliżej z naostrzoną klingą jednego z oprychów sprawujących pieczę nad dystrybucją Zewu - pieniądz miał się zgadzać. Monety zaczęły spływać do łapczywych rąk przestępców, a nieokiełznany wcześniej, wręcz bestialski pociąg do gotówki dawał się we znaki wszystkim, którzy mieli styczność z tym nielegalnym przedsięwzięciem. Pomimo ogólnego zamętu i częstych awantur na tle ekonomicznym, nic nie wskazywało na to, że interes zostanie zamknięty, a studnia pełna miejskich kosztowności wyschnie i pozostawi swoich twórców w stanie totalnej beznadziei i braku perspektyw, rzecz jasna, do czasu. Niewyjaśnione wcześniej spory, zażegnane prostym, wręcz prymitywnym paktem musiały jednak prędzej czy później wrócić do tych, którzy je między sobą toczyli. Każdy dokonany wybór, a także każda podjęta decyzja zawsze wróci do swojego właściciela z konsekwencjami, których i on sam nie był w stanie sobie nawet wyobrazić, tak też było i tym razem. Doszło do konfliktu między dwiema grupami, które stanowiły trzon Klanu Niedźwiedziego Kła, zażarta kłótnia o prawa i wpływy nie doszła jednak do skutku, wtem w ruch poszły miecze, topory, a nawet zastawa stołowa, której zawsze przy takich okazjach nie brakowało. Nie była to jednak zwykła uczta, jakiej każdy z jej uczestników sobie życzył, podstępny plan obalenia Jarla przerodził się w istną rzeź, bratobójczą i niemiłosiernie krwawą. Cienka linia, napięta do granic możliwości narastającą agresją każdej ze stron w końcu wystrzeliła, uwalniając na świat wszystkie okropieństwa, które skrywała w swoich najdalszych zakamarkach. Ponowny widok martwych ciał swych braci, porozbijanych czaszek i konających towarzyszy broni przyprawiał o mdłości, widok ten, pomimo tego, iż nie był on pierwszym takim doznaniem, powodował ogromny smutek, który całą siłą uderzał w człowieka pozbawiając go chęci do istnienia. Yngvar wraz Svenem, widząc ten obraz beznadziei, ranni, podtrzymując jeden drugiego, schowali się w pobliskim lesie, gdzie tułając się po niesprzyjających terenach, opatrywali swe rany. Czas mijał, a zrabowany na chwilę przed ucieczką mały zapas monet zaczął topnieć, sytuacja wydawała się mocno patowa głównie za sprawą tego, że w bratobójczych bojach została uszkodzona stara aparatura, która w niczym już nie przypominała tej, sprzed krwawej rzezi w obozie klanu. Ochoczy zapał powoli powracał, a wizja płynnego złota, butelkowanego w leśnych zakamarkach dodawała otuchy strudzonym wędrowcom, którzy każdego dnia przywracali aparaturę do życia, aby jak najszybciej wznowić produkcje Zewu Undabaru. Wiedząc o potencjale, który drzemał w rurach miedzianej konstrukcji, Yngvar i Sven rozpoczęli przestępczy proceder na nowo, niestety nigdy już nie byli w stanie przywrócić swojego przedsięwzięcia na taką skalę, jakim było przed wielkim rozłamem.
  3. MONOLITH

    Zew Undabaru

    Od samego początku zagospodarowania przez Yngvara ziemi pod produkcję alkoholu, przygotowania do gorzelniczego przedsięwzięcia zaczęły spędzać sen z powiek większości członków Klanu. Sam Yngvar po uczciwej walce na pięści zdołał wygrać niewolnika, którego od razu zaprzęgnął do pracy przy zbieraniu roślin czy rozkładaniu potrzebnego sprzętu. Przygotowania idą powoli ze względu na ciężki dostęp surowców, których lwia część musi być skupowana bezpośrednio z miasta, a to niesie ze sobą szereg konsekwencji. Niemniej jednak wszystko układa się po myśli Yngvara, który już wkrótce ma zamiar wypuścić na lokalny rynek swój nowy produkt, w kompletnie nowej odsłonie w oparciu o tygodnie prób i eksperymentów z przeróżnymi roślinami znalezionymi w lesie.
  4. Sam motyw graficzny craftingu jest moim zdaniem genialny. Bardzo czytelny i prosty w zrozumieniu.
  5. MONOLITH

    Pożyjemy, poczekamy.

    odkąd gram na rp to nigdy nie brałem żadnego upływu czasu pod uwagę i nie przeszkadzało mi to w normalnej grze tak więc nie mam zdania, essa
  6. MONOLITH

    Celowanie łuk/kusza

    Nie da się tego zaimplementować do GO
  7. Wydaje mi się, że można zrobić to w formie zadania pobocznego co skłoniło by graczy do wspólnej gierki w celu osiągnięcia wspólnego dobra #komunizm przyjemne z pożytecznym
  8. MONOLITH

    Kilka słów o nienawiści ...

    W sumie jest w tym sporo racji, nauczony doświadczeniem już zacząłem po prostu mieć wywalone na wszystkie konflikty w świecie wirtualnym i traktowałem je bardziej jako formę żartu aniżeli poważny konflikt, który miał powodować u mnie wrogość wobec kogoś albo całej grupy. Tak czy inaczej, tak jak napisał kolega wyżej, takie zachowanie, szczególnie przewalające się ostatnimi czasy na forum są odstraszaczem dla pewnej grupy odbiorców, którym się to po prostu nie podoba i uważają to za toksyczne zachowanie, ponieważ takim ono właśnie jest, nieważne jak bardzo byśmy sobie to tłumaczyli. Bardzo dobrze, że ktoś w końcu zwrócił na to uwagę, biznes.
  9. Wydaje mi się, że od tego służyłby dział "wydarzenia", musiały zostać jedynie wprowadzony przymus opisywania w nim dokonanych przestępstw, szczególnie na terenie miasta i jego okolic.
  10. Ale to kompletnie nie ma żadnego sensu bo donos straży nie jest powodem żeby uśmiercać komuś postać, już bez przesady. Nigdy nie było sensu pytania się kogoś o zgodę bo po pierwsze, jest to po prostu idiotyczne, a po drugie powoduje niepotrzebne spięcie jeden i drugiej strony. Chcesz kogoś uśmiercić to piszesz stosowny wniosek, a nie gnoisz kogoś byleby tylko zobaczyć jak komunikat o jego śmierci wyświetla się na czacie. Otóż to, odstępstwa od zasady wniosku to też akurat prosta sprawa, tak jak napisałeś - "nie gwiazdorzysz, nie umierasz"
  11. Pytanie się kogokolwiek o zgodę na uśmiercenie postaci nigdy nie miało sensu i racji bytu. Powinno być to, tak jak napisałeś, poparte odpowiednim wnioskiem, który administracja akceptuje lub nie, jeżeli tak, żadna zgoda nie jest potrzebna, proste. Nie powinno się robić na kogoś zasadzki tylko po to żeby potem myśleć, ze ktoś swoją postać uśmierci. Od czegoś takiego właśnie najczęściej wynikały kłótnie bo ktoś nie miał zamiaru uśmiercać postaci, wołany był supporter i przez następne pół godziny był krzyk i lament jednej i drugiej strony bo nikt nie chciał odpuścić, wiem z autopsji hehe
×
×
  • Dodaj nową pozycję...