Skocz do zawartości

Madbowski

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

17 Neutralny

O Madbowski

  • Urodziny 20.05.1999

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Madbowski

    Hotgar Szczapowaty

    Właściwie to nie chciałem wrzucać filmików tylko samo mp3 dla klimatu. Zmienię jak znajdę chwilkę.
  2. Wprowadzenie Hotgar urodził się w królestwie Archolos, w osadzie nordmarczyków-Undabarze. Wychowywał się pośród najlepszych wojowników oraz wyśmienitych rzemieślników. Od najmłodszych lat poznawał sztukę wojenną,rzemiosła oraz przede wszystkim uczył się jak ważna jest społeczność ,w której dorastał przez cały okres życia. Wpojono mu ,że ma kierować się lojalnością i szacunkiem wobec swoich pobratymców. Hotgar był niespełnionym marzycielem. Różnił się znacznie od reszty rówieśników. Kierował się on własnymi pobudkami nie bacząc na to ,że może przez to popaść w kłopoty. Fascynowała go przyroda i natura. Mógł spędzać całe godziny na wpatrywaniu się w lasy,łąki oraz złociste kłosy zbóż,rozciągające się aż po horyzont. Nie zważając na upodobania Hotgara ,na których spędzał mnóstwo czasu,dościgał chłopaków w swoim wieku umiejętnościami w walce jednoręcznym jak i dwuręcznym orężem i drzewcami. Potrafił posługiwać się każdą z tych broni,lecz nie wyróżniał się od innych adeptów. Nie trawił natomiast łuków,toteż trzymał się od nich z daleka. Każdemu z młodzików pokazywano wszystkie sztuki rzemiosła. Każdy z nich musiał obrać sobie jedną profesję,w której musiał by się doskonalić. Hotgar ku zdziwieniu każdego osadnika,okazał szczególne zainteresowanie sztuką gotowania. Było to pospolite i nie przynoszące chluby zajęcie. Nikt nie wiedział dlaczego wybrał takową ścieżkę. Niektórzy żartowali z tego wyboru ponieważ Hotgar był chudym i żylastym chłopakiem,miał wystające kości policzkowe a gdy napiął się można było ujrzeć wszystkie jego żyły na rękach. A stereotypem było ,że kucharzem zostaję chłop co lubi sobie porządnie podjeść. Ot co było przyczyną drwin... Przyszły kucharz nie przejmował się zbytnio opinią innych. Był znany z tego ,że bagatelizował każdy problem i podchodził do wszystkiego lekceważąco. Lata nauki mijały jeden po drugim,nawet nie zauważył ,że osiągnął wiek ,w którym wkroczy na ścieżkę wojownika tak zwanego tarczownika. Pewnego dnia Hotgar dokonał tego, do czego się szkolił przez całe swoje życie. Młody wojownik zdał test pozytywnie. Otrzymał miano pełnoprawnego osadnika Undabaru. Dostał także pancerz,broń i hołdy. Od awansu w nordmarskiej społeczności Hotgar stawał się co raz bardziej leniwy i zaczynał odpływać coraz częściej. Nie miał za grosz wyczucia oraz taktu. Uważany był za dziwaka w całej wiosce Undabaru. Nie zważając na jego wady wielu ludzi objawiało troskę i przyjaźń wobec Hotgara. Także i jeden z najbardziej szanowanych osadników Yngvar zauważył w nim potencjał i zaprosił go do wejścia w swoje szeregi,grupy o nazwie "Krwawe Topory" Yngvar prowadził biznes karczemny i potrzebował obsadzić godnego na nim szynkarza a jak wiadomo mało kto chciał zostać takowym. Tę fuchę zaproponował nikomu innemu jak Hotgarowi. Młody kucharz od razu zgodził się na propozycję jednego z wielkich tanów Undabaru i objął stanowisko mu przydzielone bez najmniejszych problemów. Nie bacząc na odpowiedzialność jaką dostał od Yngvara pielęgnował dalej swoje umiejętności w walce wręcz i zawsze znajdował czas by wpatrywać się na piękne widoki natury,które relaksowały lekkomyślnego nordmarczyka. Jeden dzień z życia młodego nordmarczyka Obudziłem się wcześnie rano, przetarłem oczy,ubrałem i się włożyłem za pas toporek. Na wychodne z domu chwyciłem za wiadro po czym ruszyłem w stronę jeziora. Był dopiero brzask, toteż większość mieszkańców siedziała jeszcze w swoich chatach. Przeszedłem powolnym krokiem obok cechu myśliwych, zerknąłem na budynek wypatrując jakiegoś ruchu. Przecież o tej porze zazwyczaj wyruszali już na polowania. Usłyszałem tylko niewyraźna rozmowę, uszedłem czym prędzej dalej wzdłuż bitej dróżki. Minąłem tego starego skurczybyka,płatnerza o imieniu Henksel. Przygotowywał się powoli do pracy. Pozdrowiłem go z uśmiechem po czym od razu odwróciłem głowę. -Witaj Henkselu! Widzę ,że będziesz miał dzisiaj ręce pełne roboty,toż gotujesz się już od samego rana!-Powiedział z uśmiechem na twarzy. -Czołem Hotgarze! Tyle roboty jak każdego dnia...-Odburknął płatnerz. Nie przepadałem za nim, myślę że ze wzajemnością. Nerwus był z tego starca, znał się na rzeczy ale był starą cholerą. Powoli zbliżałem się do jeziora, wyszedłem za pagórka po czym oślepiło mnie słońce odbijające się od tafli wody. Stanąłem na przeciwko niej, wyprostowany i wziąłem głęboki oddech relaksując się przy tym. Wszedłem do jeziora po kolana po czym nabrałem do wiadra świeżej źródlanej wody i skierowałem się w stronę osady. Z jeziora zazwyczaj wracałem dłuższą drogą przez pola i łąki.Uwielbiam tamtędy przechodzić lecz tym razem coś mnie po drodze zaskoczyło. Zauważyłem jak dwóch ludzi napadło na jednego z naszych zbieraczy Hadvara. Bez zastanowienia chwyciłem za swój topór i ruszyłem w stronę przeciwników. -Hej wy! Zostawcie go! Aaargh!-wykrzyczał jak opętany,pędząc w stronę przeciwników. Bandyci od razu zorientowali się że biegnę w ich stronę. Wyjęli broń i jeden z nich zamachnął się na mnie z góry. Zablokowałem i sparowałem cios,sprowadzając jego oręż do ziemi na lewo,następnie uderzyłem oponenta w głowę i szybko podciąłem go by stracił równowagę. Udało się! Niestety był tam również drugi rabuś.Gdy jeden z nich leżał już na ziemi,drugi natychmiast ruszył na mnie i wyprowadził szybkie pchnięcie w moją stronę. Sztychem chybił lecz gdy wracał dłonią,zaciął głownią miecza lewą stronę mego torsu. Jedną ręką złapałem się za ranę natomiast druga uderzyłem mocno w przeciwnika z prawej strony. Chybiłem i oberwałem z pięści w twarz po czym upadłem na ziemię. Bandzior,którego wcześniej wywróciłem,wstał i rozpędził się w moją stronę atakując z prawej pełnym zamaszystym cięciem. Postanowiłem wbiec w niego, zablokowałem jego cios toporkiem po czym wbiłem mu żeleziec w kark a następnie wyszarpnąłem go. Facet upadł na ziemię,uchwyciwszy się wcześniej za ranę. Drugi przeciwnik wyprowadził sekwencje ciosów na prawo i lewo. Ledwo udało mi się zablokować jego potężne uderzenia po czym bez zastanowienia,resztkami sił przeszedłem do kontrataku. Przypomniały mi się w tym momencie wskazówki dotyczące walki. Pierwszą i najważniejszą,którą zapamiętałem brzmiała następująco: "Chcesz wygrać? Musisz napierać! Ta zasada definiuję walkę w zupełności. Kluczem do wygranej jest walka psychiczna. Pomyślałem wtedy ,że muszę wykorzystać tę zasadę i tak też zrobiłem. Zacząłem napierać na przeciwnika. Po dwóch atakach zrobiłem zwód po czym uderzyłem go od góry z całej siły wbijając mu mój topór w czaszkę. Upadłem po czym zemdlałem ze zmęczenia i bólu. Obudziłem się dopiero w swojej chacie. Opiekowała się mną Igna,jedna z kobiet ,która wiedziała co robić w przypadku ran. Gdy wstałem z łoża wyczerpany ostatnią batalią, stanąłem w progu swej chaty i spojrzałem na dom Jarla. Odbywała się tam jakaś narada. Domyślałem się jedynie że może chodzić o dzisiejszy incydent z bandytami. W tamtym momencie nie przejmowałem się konsekwencjami lecz byłem bardzo ciekaw co z tego wyniknie. Po kilku monotonnych godzinach spędzonych w chacie, przyszedł do mnie człowiek jarla. Władca osady kazał mi się stawić i zdać raport z tego co się wydarzyło. Bez wahania wypełniłem rozkaz wielkiego rządcy i opowiedziałem o całym incydencie. Ludzie nie gratulowali mi ani nie obdarowali mnie darami. W końcu każdy mieszkaniec osady zrobiłby to samo na moim miejscu. Dodatkowo nie jestem pieprzonym bohaterem tylko zwykłym tarczownikiem. To mój obowiązek stawać w obronie słabszych! Od tamtego momentu wiedziałem jedno... Wiedziałem na co było mnie stać! Była to moja pierwsza samotna potyczka ,w której mogłem stracić życie. Wiele od tego dnia się zmieniło. Większą uwagę zacząłem skupiać na treningach i doszkalaniu się w walce niż na zbijaniu bąków po kątach. Uzyskałem również tego dnia przydomek,a był on ważny dla każdego nordmarczyka. Opisywał czyny albo wygląd. Mi trafiło się to drugie-mniej wspaniałe lecz byłem z tego rad i zamierzałem się odnosić dumnie z mym nowym mianem. Od tamtej chwili nazywałem się Hotgar Szczapowaty. Świetnie odnosiło się to do mojej budowy ciała. W końcu byłem najchudszy w całym Undabarze,a niektórzy mówili nawet ,że tak chudy jak szczapa drewna.
  3. Ja, (Fafnir) wyrażam chęć gry w projekcie, a także zgadzam się na ewentualne FCK mojej postaci
  4. Madbowski

    ✅[Karczma/Gospoda] Zgon

    Po jakimś czasie właściciel karczmy "Zgon" Sejki postanowił ,że odpocznie od tego miejsca i od miasta. Wyruszył więc w podróż daleko stąd. Nie zdradził gdzie wyrusza lecz powiedział ,że prędko nie wróci. Sejki powierzył pieczę nad karczmą Gerduinowi,który jako jeden z niewielu trwał przy nim do końca, wspierając go w trudnych momentach oraz pomagając mu zarządzać przybytkiem. Rdzawobrody, po odejściu poprzedniego właściciela zabrał się od razu za tawernę. Najpierw wyrzucił pracowników ,których zatrudnił Sejki, to też brali oni za dużo pieniędzy,byli mało produktywni a Gerduin nawet ich nie lubił, tym bardziej im nie ufał. Następnie zwołał kilku swoich dobrych i godnych zaufania znajomych. Nie byli to może wykwintni i majętni ludzie lecz wiedział ,że takich mu potrzeba. Zatrudnił kilku w karczmie jako ochroniarzy a jednego z nich wrzucił na stanowisko szynkarza. Znał ich możliwości i zdolności. Potrzebował twardych ludzi ,którzy nie będą bali się maczać palców w machlojkach i tym podobnych rzeczach. Nowy właściciel powoli wprowadzał swoje modernizacje oberży w życie, bowiem chciał zmienić kompletnie obliczę karczmy "Zgon". Teraz jego jedynym celem nie był już powrót do ojczyzny ,z której pochodzi ale wzbogacenie się na tyle ile to możliwe i osiedlenie się w Wiltmark na stałe, skąd mógłby zarządzać swym przybytkiem. Pod wpływem czasu Gerduin stał się pazerny i chciwy. Był wszędzie tam gdzie można było coś zarobić/dostać. Najważniejszą rzeczą, jak i celem dla Rdzawobrodego stały się pieniądze. Był w stanie nawet zejść na drogę przestępczą by wpadło do jego sakwy kilka nowych złotych monet. Wraz ze swoją nową brygadą dążył przede wszystkim do tego by karczma "Zgon" stała się centrum dolnego miasta. Chciał on zdobyć wpływy i władzę w biedniejszej części aglomeracji, by to on i jego ekipa nieoficjalnie mieli prawo głosu w ważnych sprawach dla społeczności plebejuszy, ludzi mniej majętnych,prostaków i innych tego typu degeneratów. Chciał pobawić się w "króla" biedoty, spróbować nowych smaczków. Z obłąkanego i zdezorientowanego człowieka zmienił się w totalnego ciemiężcę, despotę bez skrupułów.
  5. Przykładowe ss z mojej ulubionej gierki
  6. Madbowski

    ✅[Karczma/Gospoda] Zgon

    Gerduin Rdzawobrody Po ocknięciu się na plaży Gerduin ruszył w głąb lądu, by dowiedzieć się co to za miejsce. Po kilku godzinach doszedł do pewnej wsi. Dowiedział się od jednego z rolników, że idąc dalej na północ, dotrze do miasta, więc tak zrobił. Po pewnym czasie pojawiło się przed nim miasteczko z murami obronnymi, wieżami i innymi umocnieniami. A miasto nazywało się Wiltmark. Przemknął niezauważenie do środka przez bramę, po czym pokierował się w jedyne miejsce, które chodziło mu po głowie od dawna. Mianowicie ruszył w stronę karczmy. Wszyscy polecali oberżę pod nazwą „Zgon”. Gerduin pomyślał, że jeśli wszyscy ją polecają, to muszą sprzedawać tam nawet niezłe trunki. Gdy Rdzawobrody dotarł do celu, wzbudził zainteresowanie tamtejszego właściciela, który podszedł do niego i nawiązał z nim krótką rozmowę. Jako, że gospodarz słynął ze swej dobroci i ważniejsze dla niego było dobro innych, a nie pieniądze, nie wziął on od Gerduina zapłaty za alkohol, a nawet zapronował mu pracę w swym przybytku. Wyczerpany wiking po chwili namysłu zgodził się na jego ofertę, po czym zadowolony wychylił swój kufel wypijając z niego całą zawartość. Następnego dnia po odpoczynku i doprowadzeniu się do ładu Gerduin wrócił do karczmy „Zgon”, by rozpocząć swoją pracę. Właściciel dał mu wskazówki, co ma robić i w jaki sposób by klienci byli zadowoleni. Rdzawobrody zaczął więc robotę, patrząc rządnie na piwo, które musi od dziś polewać innym, sam nie mogąc go skosztować. Stojąc za ladą, gapi się tępym wzrokiem na innych ludzi, wykonuję swoją pracę powolnie i monotonie nie bacząc na docinki innych. Gerduin wygląda na osobę neutralną. Nie bije od niego ani wściekłość, ani miłość. Rdzawobrody ceni sobie bardziej niż pieniądze wolność (chce wydostać się z Archolos czym prędzej) oraz grabieże (chce wrócić do poprzedniego życia i znów palić, zabijać, plądrować). Od czasu sztormu, który wyrzucił go na brzeg Archolos, czasami rozmawia sam ze sobą. Jest dosyć chudy, przez co nie jest mocarzem, lecz potrafi postawić na swoim i tego bronić. Lubi różnego typu mordobicia nawet jak nie ma z tego zysku. Gerduin jest wysoki, sięga nawet metra siedemdziesiąt pięć, co na te czasy jest bardzo dużo. Ma rudą, długą brodę sięgającą mu do klatki piersiowej, natomiast na głowie nie ma żadnego owłosienia. Jego prawe oko jest uszkodzone, wydaje się w połowie zamknięte. Jest dosyć chudy, przez co nie jest mocarzem, lecz potrafi postawić na swoim i tego bronić. U Gerduina widać większość żył na rękach oraz wystające kości policzkowe. Wygląda młodo, na dwadzieścia siedem lat. W rzeczywistości ma ponad trzydzieści. Gerduin zna podstawy walki mieczem, toporem oraz włócznią i obrony tarczą. Potrafi sprawnie żeglować i nawigować bez większych trudności. Ma świetną orientację w terenie. Umie czytać, natomiast jeśli chodzi o pisanie, to potrafi jedynie wykreślić pojedyncze słowa. Potrafi wprawnie poruszać się po całym budynku i dokładnie wie co, gdzie się znajduję. Nauczył się, że pracuje w miejscu, gdzie łatwo dostać w pysk za byle co, więc trzyma się na dystans, próbując jednocześnie zapoznać jak najwięcej ludzi. Dowiedział się, że na tym kontynencie ważniejsze od złota mogą okazać się informację, więc stara się dowiadywać jak najwięcej. Świetnie potrafi przygotowywać potrawkę z podstawowych składników takich jak mięso. Nie lubi przyrządzać nie wiadomo jak wykwintnych trunków. Uwielbia za to nalewać i czuć zapach zimnego browaru.
  7. Takoż powszechnie utarta jako Oberża u Sejkiego... Oberża była zbudowana niezajmująco, z przodu wyglądała jak bandera a z tyłu jak świątynia, a w prawdziwości niemożebna niczym stodoła. Strzechę miała wysoką, zrobioną ze słomy. Na wierzchu miała rezolutnie zrobione ornamentyki. W środku austeria była podzielona jak w gmachu szkolnym, jedna transza była zrobiona dla pań i panów podróżnych. Drugi segment został urzeczywistniony jako bezbrzeżne pomieszczenie, w którym przy każdej ścianie tkwiły bezkresne drewniane ławy i stoliki. Tę gospodę prowadził arkadyjski jegomość o harmonijnym imieniu - Sejki. Niemożebnie dobrze grał na lutni i też nad wyraz dobrze śpiewał. Spotkać tu można praktycznie każdego, a i trunku można się tutaj również napić każdego. Gospodarz zna się na sprawach i angażuje się w cały ten biznes, praktycznie mieszkając w lokalu i dopomagając swoim pracownikom przez połowę dnia. Nie trudno tutaj zresztą o alkohol, który pozyskiwany jest z tutejszych winnic, najlepszych jak dotąd przyszło nam widzieć. Jeśli ktoś by chciał spróbować innego rodzaju trunku, to wystarczy zamienić się z przyjezdnym. Mieszane tutaj trunki słyną jako jedne z lepszych w całym Wiltmark, a szyld wywieszony od roku 806 cieszy się niesłychaną renomą. Wcześniej budynek służył jako wielki blok mieszkalny, gdy jeszcze miasto nie było, aż tak rozwinięte. Odremontowany budynek wyglądał w końcu dobrze, a nieco przyozdobiony skutecznie zachęcał podróżnych, jak i tutejszych na wstąpienie do środka, ażeby napić się kulturalnie lampki wina, a po zmierzchu potocznie zachlać ryja i zapomnieć o bożym świecie. Z boku budynku znajduje się mała stadnina, w której można dać wytchnąć zmęczonemu wierzchowcowi, jest zamykana i posiada trzy duże boksy, więc nie ma się o co martwić. Głównym założeniem przy tworzeniu oberży była opcja zapomnienia o przytłaczającej codzienności i ciepłe powitanie przyjezdnych, aby poprawić relacje ludzi spoza Wiltmark z tutejszymi. Sejki od zawsze lubił jednać ze sobą ludzi, nawet niekoniecznie za pomocą alkoholu. Chciał on w ten sposób jeszcze bardziej rozwinąć miasto, w którym przystało mu żyć. Wierzył, że jeśli miasto będzie miało się lepiej, to i jemu będzie lepiej. Całą działalność widział przez pozytywny pryzmat, sądził że jest w stanie to udźwignąć i udaje mu się, to już od trzech lat, od kiedy ubłagał aby oddano mu stary budynek, w którym już nikt nie mieszkał. Włożył w to całe serce, ażeby całość przystępnie wyglądała i przyciągała do siebie ludzi. Chciał również być szanowany wśród obywateli i rozpoznawany, choć wiedział że do polityki, ani niczego innego się nie nadaje. Trochę wprawy i samozaparcia dało mu możliwość otworzenia jednego z lepszych lokali w Wiltmark. Podstawowym celem działalności gospodarczej był wynajem pokoju każdemu, kto tylko potrzebował i nie miał się gdzie schronić, istniała możliwość zaciągania długów u Sejkiego, a i czasem przymykał oko, jeśli ktoś pilnie potrzebował przenocować dwie noce dłużej, a został z niczym po nocy z kurtyzaną. Przy okazji, z racji iż miejsca było za dużo, a chętnych na nocleg było niewiele, postawiono ladę, parę win, a z czasem przychodziło napić się coraz więcej ludzi, każdy z innym życzeniem odnośnie trunku. Z głosem tłumu noclegownia zamieniła się w oberżę, którą właściciel ozwał "Zgon" - bowiem można było się tam zapić do utraty przytomności. Organizacyjnie karczma sprawuje się bardzo dobrze, jest tam wystarczająco pracowników, tyle na ile pozwala budżet, bowiem właściciel nie ceni sobie dóbr ziemskich, zależy mu na tym aby jego działalność prosperowała, a sam nie czerpie z nich większych korzyści, bowiem prawie wszystko inwestuje w podstawowe potrzeby i lokal. Zawsze znajdzie się coś do naprawy, remontu, albo trunek, którego dotychczas nie było na półkach. Mały procent jest standardowo odprowadzany władzom miasta w podzięce za bezinteresowne odstąpienie budynku, choć same władze nie wymuszają takiego podatku, to sumienność karczmarza nie pozwoliłaby nie podarować mieszka monet w zamian, że może coś robić... Coś, do czego nie zostanie przymuszony, tak jak kiedyś gdy przymusowo pracował przy obróbce drzewa. Właścicielem działalności jest Sejki, który odszedł z niewiadomych przyczyn od rodzimych stron, do których już nigdy nie wracał. Jego pełne imię i nazwisko brzmi Sei Ki, choć wszyscy to wymawiają tak, jak się zapisuje na każdym papierku i tak już pozostało. Nikt nie wie rzeczywiście jaka jego przeszłość była, choć wnioskując czasem po jego zachowaniu, musiały być to traumatyczne przeżycia. Zaraz po przyjechaniu do tego miasta myślał co by mógł zrobić, żeby jakkolwiek przydać się społeczeństwu... Chciał być użyteczny. Może miało to związek z jego przeszłością? Już na pierwszy rzut oka widać, że jest on spokojny i małomówny, jednakże nie znaczy to, że nie ma nic do powiedzenia. Woli milczeć i odzywać się jedynie wtedy, kiedy rzeczywiście będzie mógł coś konkretnego wnieść do konwersacji. Jest jednak w stanie prowadzić puste konwersacje, które prowadzą donikąd, ażeby umilić czas gościom. Słowa mają dla niego znaczenie drugorzędne, na pierwszym miejscu są czyny. Niewiele jest takich rzeczy, które są w stanie zainteresować go na dłuższy okres czasu, a co za tym idzie, takiego człowieka trudno zadowolić. Cóż tu dużo rzec, jest po prostu konkretny. Można dodać, że sprawia wrażenie niewzruszonego i pewnego siebie. W rzeczywistości ma silne poczucie sprawiedliwości. Niegdyś bardzo cenił sobie rodzinę i przyjaciół. Wracając do jego poczucia sprawiedliwości, nie bardzo zależy mu na walucie. W mieście można zauważyć wiele karteczek przybitych w różnych miejscach z poniższą treścią i ilustracją: Na szyldzie Oberży widnieje taka ilustracja wyryta w tarczy, widać iż jest została starannie wykonana przez stolarza. Zespół: Sejki Madbowski Myeshko1
  8. NARODZINY Gerduin, zwany później Rdzawobrodym urodził się na jednej z wysp położonych na północ od Archolos. Jego ojcem był jeden z wojowników jarla natomiast matką była zwykła kobieta zajmująca się chatą i gospodarstwem. Jego lud zamieszkiwał osadę Menegroth, tam też się wychował i żył przez długi okres czasu. DORASTANIE Jako młody wiking po osiągnięciu dwunastu wiosen przechodził rytuał. Był to rytuał polegający na wejściu w kolejny etap życia. Od tamtej pory szkolono Gerduina w walce mieczem, rzemiośle, nawigacji, żeglowaniu oraz w innych rzeczach ułatwiających przeżycie. Chłopak nie wyróżniał się niczym charakterystycznym z grupy, był zwykłym młodzieńcem ,który fascynował się przyrodą, łodziami oraz sztuką kowalstwa. Dzień przed osiemnastymi urodzinami każdego młodego wikinga przygotowywanego i szkolonego przez te kilka ostatnich lat poddawano próbie. Każdy wiking miał inny test, który odbywał się innego dnia. Charakter próby układała rada starszych na czele ,której stał jarl. Jako ,że Gerduin uwielbiał przyrodę, łodzie i kowalstwo poddano go próbie związanej z tymi rzeczami. Wysłano chłopaka w dzikie ostępy gdzie miał przeżyć tydzień. Po powrocie miał wybrać sobie jedną łódź i przepłynąć do sąsiedniej osady. Tam miał znaleźć kowala, zatrudnić się u niego po czym wykuć swój pierwszy miecz. Po kilku dniach Gerduin wrócił do wioski gdzie przyjęto go jako pełnoprawnego mieszkańca, wojownika. WIEK DOROSŁY Gerduin jako dorosły mężczyzna zaczął wypływać z drużynami wojów w dalekie regiony by grabić,plądrować i brać swych wrogów w niewolę. Zdobywał coraz to większe doświadczenie w posługiwaniu się bronią białą oraz w żegludze i nawigacji. Podczas jednej z bitew ruszył w stronę wrogów wraz ze swymi kompanami siekąc ,rąbiąc nie bacząc czy był to wojownik czy bezbronny wieśniak. Wtedy to pod koniec rzezi,kiedy kurz bitewny opadł ludzie zobaczywszy Gerduina dali mu przydomek Rdzawobrody ponieważ miał całą twarz we krwi, która spływała mu po brodzie zabarwiając ją. Po powrocie do domu Gerduin zaproponował kolejną wyprawę. Tym razem nie na północ a na południe. Chciał popłynąć w nieznane i zdobyć nowe bogactwa i sławę. Nie znalazł on chętnych na taką podróż więc przekupił kilku mieszkańców osady, wziął małą łódź i popłynął z nimi na otwarte wody kierując się na południe. Po kilku dniach żeglugi wszyscy byli wyczerpani. Nie widzieli bowiem żadnego lądu a zapasy żywności i słodkiej wody zaczęły się kurczyć. Postanowiono ,że powróci się w te regiony innego dnia. Podczas powrotu nastał sztorm. Fale były tak wysokie ,że bez większego problemu wywróciły łódź a załoga poszła na dno. Następnego dnia Gerduin Rdzawobrody na wpół nagi,wyczerpany ocknął się na plaży. Nie wiedział gdzie jest ale wiedział ,że musi się dowiedzieć co to za miejsce... OOC Siema. Z tej strony Madbowski. Chciałbym w pierwszej kolejności napisać ,że to będzie mój pierwszy raz jeśli chodzi o rp z gothic, niemniej jednak mam doświadczenie z rp. Chciałbym wam zaprezentować powyższą biografię jako coś oryginalnego. Będę wrzucał tutaj ss z gry z opisami i rozmowami z innymi graczami. Mógłbym wymyślić dłuższą biografię mojej postaci lecz wolę by takowa historia układała się podczas gry. Nie wiem czym będę chciał się tu zajmował. Wszystko wyjdzie w grze. Tak więc do zobaczenia w in game
  9. W komentarzu pod jakimś filmikiem nie związanym z gothic
×
×
  • Dodaj nową pozycję...