Skocz do zawartości

Razor1902

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    4
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralny

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Razor1902

    Razor

    --------------------------------------------------------------------------------- "Czas jest jeno trwogą dla umysłów pochłoniętych życiem". --------------------------------------------------------------------------------- ------------------------------------------------------------ <Zakurzony dziennik Razora, mający tyle lat ile zapewne on sam... skrywa wiele historii i tajemnic sprzed lat>. ------------------------------------------------------------ Także, ten! W tymże dzienniku postanowiłem spisywać swe dokonania, a może i normalne, satysfakcjonujące życie człowieka, który dostrzega w nim nie tylko dar, lecz także sposobność do odnalezienia swej istoty, a i czasem przygód pełnych złota. Myślałbym nad jego treścią wieki, lecz żem stwierdził, że warto będzie spisywać tutaj me spontaniczne refleksjie i domyślunki na tematy te i owe. Ma historia zaczyna się w ponurych ostępach nordmarskiej puszczy, mateczka z pochodzenia Myrtanka, wydała na świat przy współudziale mego dobrej pamięci ojculka mnie, braci i siostrę, o której mam tyleż pojęcia co o żylakach na rzyci kretoszczura. Wracając, mateczka porodziła nas w burzliwą noc, nieopodal Klanu Wilka z którego pochodził mój ojciec. Już od maleńkości żem widział, iż wojem to ja raczej zostać mogę, ale tylko w myślunku. Bracia nauczeni sztuki wojny i bitki wiedzieli co robić, ja za to żem czytał stare pergaminy wysuszone przez suche i lodowate powietrze, obgryzałem paznokiety ucząc się o wielu niezwykłych rzeczach, których te małe łby pojąć nie umiały, ale kocham ich! Całym sobą! Ojciec nauczył mnie bitki mieczyskami i toporami jakże mi już pierwszy włos pod pachą rósł, wiedziałem, to znak, wchodzę w dorosłość i za niedługo postrzyżyn czas nastanie. Wtem też po nich wiedziałem, iż swe włosie oznaką wolności traktuję, dlatego dzisiaj mam kudły jakie mam, ale wiem jak o nie dbać! Nie to co mieszkańcy wysp na skraju wszechwód. Wiele lat żem podróżował, zwiedziłem bodaj cały kontynent znany ludziom, na ziemiach orkowych gościłem nie raz, traktując ich jako naszych braci, braci większych oczywiście. Wtem przygarnęła mnie piracka brać, u której z samiutką przyjemnością spędziłem parę wiosen, tam i też nauczon zostałem, przez mego przyjaciela, dobrej sławy pirata Samuela destylacji rumu, a i wojaczkę polubiłem, kiedyż na sposobności rabowaliśmy statki wszelakie. W tymże czasie, nauczon zostałem również alkoholu powijaków, wiedząc bowiem, iż on ojcem wszechrzeczy jest, sztuk alchemicznych z napitkiem związanych uczyłem się od najznamienitszych alchemików (pijaków) południa, gdzie kilka lat spędziłem na odkrywaniu zmian aur poprzez spożycie napitków z wszelakich roślin. Moim Magnum Opus stał się ekstrakt z szyszynki zębaczej, gdziem odkrył głębinę duszy boskiej, nie w magii powijakach, lecz w alkoholu tkwi sekret do opuszczenia duchowego naszego świata, nie chcym być jak człek zwyczajny, zostający tu na zawsze, bo jak wiemy, na zawsze zostają tu tylko trupy! Po tymże odkryciu i udokumentowaniu go w annałach pirackich pieśni, począłem opuścić mą wspaniałą kompanije, w podróż powrotną do Myrtany wyruszywszy, aby pod wpływem kreatywności znamienitej wydać księgę opisującą spis alkoholi wszelakich, bowiem pisma nauczył mnie ojciec! Ksiengija wydana nie została, zdaniem urzędniczej burżuazji herezją nazwana, w akcie zemsty urzędnik plugawy skonał z mej szabli sprawy. Lata spędziłem w podróży, przemierzając po tym frywolnym akcie bezkres wodny. Wróciłem do mych braci z pirackiej młodości, gdziem cupnął i huknął od wielkiej rumu i nordmarskiej starki przywiezionej przeze mnie ilości. Miesiące spędzone na przyjemnych wyprawach i rabunkach minęły, a ja głodny przygody życia postanowił wzruszony, iż wybieram się w dalekie lądy, z przygody szukania zamiarem! Łajbę swą zabrałem, baryłki rumu wziąłem, czas na podróż zakląłem i odpłynąłem! Archolos, perła błękitu jak poczęli nazywać ją moi druhowie, to wyspa pełna niezapomnianych doznań, i dziewek wielu schronienie! Czuję na kościach swych, iż przepastne księgi spisane tu będą, egzotycznych alkoholi czuć smak, a i bryza nowinek daje o sobie też znać. Ukrywszy swe północne i pirackie, szlachetne rysy przybywam na archipelag pod osłoną habitu od wiedźmy Sagitty uszytego! Pod którym, ochronne wdzianeczko swe skrywam, aby mnie zębole, zębaczami zwane nie pogryzły do nieprzytomności! Bo żem już raz przez jednego prawie oko stracił! Dziw sprawił, iż dopłynąwszy do wysp wypiłem cały swój rum! Czyżby to był znak, iż ma prawdziwa historija zaczątek swój będzie miała tu? Kto wie, kto wie! O niczym nowszym i dawniejszym pisać nie będę, bo przeszłość mam we łbie i dobrze mi tak! A przyszłości czas nadejdzie wraz z dobrymi duchami!
  2. Właśnie zbierałem garść pęków Serafisu na zupkę i stwierdziłem że się przywitam, ot tak o. Elo, siema, מה חדש?
  3. O cholera! Witaj zdrów mości Panie!
  4. Razor1902

    Czółko

    Niech mnie oczy kole, toż to sam Kobold wypłynął z czeluści piekieł! Witaj na pokładzie!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...