Skocz do zawartości

Kaan

Zasłużony
  • Liczba zawartości

    24
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

57 Neutralny

7 obserwujących

O Kaan

  • Urodziny 21.01.1997

Ostatnie wizyty

481 wyświetleń profilu
  1. Kaan

    Wysłannicy Beliara

    Potęga czy zguba wysłanników Beliara? Jak każdy wie, Adanos - bóg równowagi, starający się o pokój na ziemi, Beliar - bóg śmierci i zniszczenia, Innos - bóg sprawiedliwości, który zaczął tworzyć świat, lecz nie zdołał go dokończyć. Bóstwa, które są chwalone przez różne ugrupowania, a ich oddanie wierze sięga najwyższego szczebla - oddanie życia ku czci króli niebios. Niektórych można nazwać fanatykami, zacięcie broniących swych racji, niektórych tolerancyjnymi, którzy akceptują odmienną wiarę i nie starają się zmieniać ich poglądów. Wydawać się może, że na ziemi panuje pokój, a jedyną obawą są zawistni ludzie, żądnych krwi czy też władzy, która z czasem może ich zaślepić. W Khorinis największym utrapieniem stało się zrzeszenie orków, napadających na wioski, mordujących każdego na swojej drodze. Nic ani nikt ich nie powstrzyma do dążenia o władzę i zajęcie terytorium Swego wroga. Archolos prawie to dotknęło, lecz w porę zostało to stłumione poprzez pozbycie się orkowych zwiadowców. Można pomyśleć, że wyspę ominęło zagrożenie bądź jeszcze nie dosięgło, ale to zwykłe pozory. Niebezpieczeństwem stał się sam Beliar, który obrał za swój cel Archolos. Bez opamiętania wysyła coraz to potężniejszych wojów oraz stwory, nawiedzających wyspę. W wielu miejscach można napotkać szkielety dawnych ludzi, ożywieńców, którzy za sprawą ciemnej mocy powstali z grobów, by niepokoić mieszkańców oraz pozbawiać ich życia. Dusze, przechodzące na mroczną stronę, coraz to więcej istot, przejmujących połacie wyspy, gdzie wstąpienie grozi natychmiastową śmiercią bądź opętaniem. W tych sferach wybór jest prosty - “Żyj i głoś Me nauki lub giń w czeluściach piekielnych, a twoja dusza zostanie przeklęta wiecznie, po kres mych rządów”. U zarania dziejów, gdy ziemia była młoda i dopiero zasiedlona, ludzki wymiar Adanosa mocno łączył się z jeszcze innym wymiarem. Tym drugim planem egzystencji jednak nie okazał się pełen władczych, ognistych istot wymiar Innosa, a zarządzane przez Beliara zaświaty, gdzie siedzibę swą miały zarówno zmarłe dusze, jak i wszelkie demony i inne plugastwa zaprzysiężone bogu ciemności. Słudzy nieprzyjaciela siały spustoszenie na ziemi, a ludzkość nie mogła na to wiele zaradzić. Wojownicy Innosa aktywnie stawali naprzeciw demonicznym istotom, aczkolwiek i oni z czasem zaczęli ulegać potędze Zła. Po latach konfliktu w końcu nastał pokój - Człowiek pokonał Bestię, a ta wróciła do królestwa Beliara. Wybraniec naznaczony przez boga ognia odniósł zwycięstwo nad siłami ciemności, a ludzki wymiar egzystencji otoczony został kosmiczną barierą, która sukcesywnie opierała się demonicznym wypadom. Upojona wiktorią ludzkość świętowała, jednak najmądrzejsi już wtedy wiedzieli, że bariera kiedyś osłabnie. Że konstelacje Wołu i Wojownika staną ramię w ramię na nieboskłonie, a wtedy więź między światami osłabnie ponownie - demony wkroczą do naszej rzeczywistości, a Bestia raz jeszcze wystąpi z królestwa Beliara. Czy wtedy ponownie znajdzie się wśród nas Wybraniec? Hansen & Kaan
  2. Kaan

    L'Hivier Texture pack

    Niby ładne, ale te paskudne przejścia między nową trawą i starą (widoczne na pierwszym screenie, ale to już wina naszej tekstury ścieżki) sprawiają, że moje usta robią "grrr".
  3. Żaden człowiek nigdy nie ośmielił ogłosić się panem Nordmaru, wszyscy wiedzieli bowiem, że w tej krainie władała tylko jedna siła. Pośród ośnieżonych szczytów panowała niezmącona od lat cisza. Dla wielu był to najlepszy możliwy władca, w żaden sposób nie ingerujący w żywoty swoich poddanych, jednak towarzyszący im na każdym kroku. Cisza była dla wielu źródłem spokoju pośród pokrytych bielą gór, dając im poczucie izolacji i przestrzeń do zebrania myśli. Dla innych cisza okazała się najrzetelniejszym towarzyszem podczas samotnych wędrówek, bo mogłeś wyczuć, gdy jej obecność stawała się nienaturalna, gdy zagrożenie było blisko. Cisza była dla mieszkańców Nordmaru odwiecznym, surowym towarzyszem. Temu władcy można było przypisać wiele, jednak nikt nigdy nie nazwał go miłościwym. Wielu nieprzywykłych do ciszy wędrowców straciło swe żywoty wśród skał zakrytych przez śnieg - jednych wykończyło poczucie izolacji, inni nie potrafili usłyszeć ostrzeżeń od króla, po którego ziemiach kroczyli. Pewnego dnia nordmarską ciszę rozdarł przepełniony zwycięstwem okrzyk. Na górskiej polanie dogorywał włochaty jelonek, pokrywając białe podłoże w swojej szkarłatnej jusze, która sączyła się z rany na szyi - rany, z której wystawała długa strzała o błękitnej lotce. Trzy figury idące w pewnej odległości od siebie poczęły zbliżać się do umierającego stworzenia, kroki stawiając pewne, okolicę mierząc wzrokiem czujnym. Wszystkie odziane były w futrzane pancerze z metalowymi elementami. Najwyższa osoba - potężny i brodaty mężczyzna - przykucnął przy jeleniu, dobywając sztyletu i wprawnym ruchem kończąc cierpienia zwierzaka. Pozostała dwójka to były jego dzieci, z czego jedno właśnie wzięło udział w swoim pierwszym polowaniu. Młodsza siostra ściskała w dłoni łuk, ze zgrozą przyglądając się czynom swego ojca, do którego owa broń należała. Starszy brat uśmiechnął się do dziewczyny, klepiąc ją po ramieniu. To on wydał mącący ciszę krzyk, zadowolony z udanego strzału swej siostry, za co został prędko skarcony przez swego rodziciela. Thyri zadowoliła dzisiaj przodków, a rodzina będzie miała co jeść. Yorlaf, syn Torlana, rzucił okiem na swoje dzieciaki, wpuszczając na popękane usta mimowolny uśmieszek. Wyrwał strzałę z szyi jelenia, sapnął i począł unosić truchło, by po chwili przestać, gdy w jego głowie zrodził się pomysł, a uśmiech poszerzał. Poprosił swego syna, by ten użyczył mu trochę swojej siły. Varyan ścisnął ramię siostry i podreptał w kierunku ojca, kiwając przy tym ochoczo głową. Nie był już dzieckiem, jak sam uważał. Wiedział, że ojciec chce jedynie połechtać jego ego, na co jednak z radością przystał. Uniósł dłoń, by podrapać się po pokrytym delikatnymi włosami podbródku, gdy nagle nastąpiła odpowiedź za zakłócenie ciszy. Za Yorlafem rozległ się potężny ryk, na polanę wpadły dwa ogromne kształty błyskające wielkimi kłami. Ciężkie łapy zagłębiły się w śnieg, a zwierzęce ślepka szablozębów wwiercały się w swe najnowsze ofiary. Ostatnią rzeczą, jaką dwójka dzieciaków pamiętała z zajścia, był ich ojciec dobywający topora i krzyczący, by ci uciekali do wioski. Wiele lat później wspomnienie o tym wydarzeniu wciąż ciążyło na umysłach tych, którzy wzięli w nim udział. O ile Thyri opuściła Nordmar dawno temu, by szukać szczęścia w szerokim świecie, tak Varyan pozostał, próbując uczcić pamięć swego ojca. Znał opowieści o dalekim Undabarze i swoim dziadku, Torlanie. Yorlaf zawsze powtarzał, że dumą jego rodziny winna być pamięć o przodkach i ich osiągnięciach. Czy istnieje lepszy sposób na ich zadowolenie niż podążenie tą samą drogą? Takie myśli i wiele podobnych krążyło po głowie Varyana, gdy jego łódź odbijała od nordmarskiego brzegu. U szczytu Undabaru znajdowała się okazała hala biesiadna. Akurat tak się trafiło, że dzisiaj w oknach majaczył ciepły blask, uszu zaś dobiegały pijackie okrzyki i śmiechy - biesiada trwała w najlepsze. Znudzeni strażnicy stali na murach, na halę patrząc z tęsknotą, nie dane im było bowiem dołączyć do ucztujących i raczyć się starką. Powoli zapadała noc, jednak biesiadników czekało jeszcze sporo zabawy. Winne pola w Undabarze zaszeleściły, gdy między liściami przemknął wieczorny wiaterek. Światło pochodni zamigotało, ujawniając zniekształconą sylwetkę opartą o pobliskie drzewo. Odziana w płaszcz figura odbiła się od pnia, unosząc zarękawiczoną dłoń, by móc pozbyć się kaptura kryjącego do tej pory jej lico. W chłodnych, błękitnoszarych oczach odbijały się roztańczone płomienie pobliskiej żagwi. Mężczyzna uniósł głowę, by zatrzymać swój wzok na okazałej budowli, a pośród jego brody błysnął pewny siebie uśmieszek. Do odgłosów odległej uczty i szeleszczących liści dołączył syk metalu ocierającego się o skórę - w dłoni mężczyzny pojawiła się klinga, on sam zaś ruszył, by zapewnić ludziom zabawy na resztę wieczoru...
  4. Kaan

    Undabar

    Undabar Pole bitwy jest dla undabarczyka niczym suto zastawiony stół dla biedaka, oczywiście jeśli przodkowie postawią go po właściwej, czyli wygranej stronie. Gdy w dyskusji pada wzmianka o 'barbarzyńcy', jaki pierwszy obraz wpadnie słuchaczowi do głowy? Dwumetrowy i półnagi kolos z potężną siekierą zarzuconą na ramię? Na jego twarzy maniakalny uśmiech, broda zaś nieodgadnionego koloru, bo cała przesiąknięta krwią? Jeżeli o jakiejkolwiek kulturze zamieszkującej Archolos krążą niedomówienia, to właśnie o mieszkańcach położonego u podnóży gór Undabaru. W większości wypadków dłuższa styczność z undabarczykiem rujnuje koncept dzikusa, jaki powstaje w wielu wiltmarskich głowach. Fizycznie przeciętny undabarczyk bowiem jest takim samym człowiekiem, jak typowy obywatel miasta Wiltmark – tak samo krwawi, płacze, śmieje się i leje się z niego strumieniami, jeżeli wpakować weń zbyt wiele starki. Różnica pojawia się dopiero w ideologii, wychowaniu, wierze i zasadach, czyli w szerokopojętym określeniu kultury. W porównaniu do wiltmarczyków, undabarczycy są ludem znacznie bardziej surowym, zahartowanym przez przyzwyczajony do pracy tryb życia, a także o większym przywiązaniu do otaczającej ich natury. Żaden szanujący się undabarczyk nie podniesie ręki na gościa w swym domu, tak samo żaden nie odmówi miejsca przy ogniu dla strudzonego wędrowca. Nigdy nie okryje hańbą imienia swego przodka i nie splugawi sakralności świętych rytuałów. Undabar przetrwał, bo jest spójnym społeczeństwem i każdy szanujący się mieszkaniec osady dopilnuje, by tak pozostało, nie wdając się w konflikty z sąsiadami, wielu bowiem z nich dorastało razem i nierzadko związani są braterskimi i siostrzanymi więziami. Historia Wiele, wiele lat temu, gdy jeszcze pamięć o Snorre z Klanu Wilka była młoda, ów Klan zamieszkiwał pewien młodzian o interesującym, rzecz jasna jak na nordmarskie standardy, światopoglądzie. Godny podziwu wojownik, a także niezgorszy myśliwy, umysł młodego nordmarczyka nie zaprzątało następne polowanie czy pysk ostatniego uśmierconego orka. Ciekawy świata Ahearn – bo tak zwał się jegomość – myślał głównie o tym, jakie cuda znajdują się po drugiej stronie góry, co spoczywa na dnie jaskini, a nawet jakie krainy leżą za morzem, które w bezchmurne dni dojrzeć można było ze szczytów, kiedy blask słońca migotał na leniwych falach. Lata później chłopak wyruszył w morską podróż, zabierając ze sobą zaufaną drużynę, na zawsze zostawiając za sobą pokryte śniegiem szczyty Nordmaru. Wiatry poniosły łódź Ahearna daleko na wschód, do brzegów krainy, której nie nawiedził do tej pory żaden nordmarczyk. Archolos okazało się ziemią urodzajną i piękną, a jego mieszkańcy wyciągnęli do podróżujących barbarzyńców przyjazną dłoń. Żeglarze, mimo wstępnego braku zaufania, przyjęcli pomoc tubylców, zapoznając się z rozkwitającym miastem Wiltmarku i pobliskimi terenami, po krótkim czasie udając się w głąb lądu. U podnóża góry powstała pierwsza i jedyna osada nordmarczyków poza ich ojczyzną – Undabar, Nordmar z dala od Nordmaru. Pomimo trudnych początków i wstępnych problemów z przystosowaniem się do nowego miejsca, klimatu, a przede wszystkim do braku więzi z przodkami, undabarczycy hardo wzięli życie za rogi i podporządkowali swój kawałek krainy pod swoją kontrolę, zapożyczając od wiltmarskich sąsiadów parę technik pielęgnacji winnego grona, dodając je do swych alkoholi. Od czasów Ahearna przeminęło wielu jarlów, a z każdym pokoleniem undabarczycy coraz bardziej upodabniali się do mieszkańców nizin, nie mając już orków za sąsiadów, skupili się na rzeczach innych, niż wojaczka – uprawa roli, polowania, nauka – wszystko zakropione odpowiednią ilością starki. Jednak w dumnym ludzie z gór pozostało wiele z ich nordmarskich kuzynów, jak choćby dość specyficzne podejście do życia i powierzanie swych losów siłom zgoła innym od boskiej trójcy. Wiara Innos ma swe duchowieństwo w ozdobnych szatach i monumentalnych klasztorach. Słudzy Adanosa przemierzają dzikie ostępy i pogrążone w ruinie świątynie. Undabar ma swoich szamanów – duchowych przewodników dla prostego ludu, pokrzepienie dla strapionych i inspiracja dla wojowników. Jako jedni z najbardziej wykształconych przedstawicieli społeczeństwa, dbają o intelektualny i kulturowy rozwój na pozór barbarzyńskiego plemienia. Silnie połączeni z naturą znawcy ziół służą jako medycy, ci z obszerniejszą wiedzą alchemiczną sprawdzają się jako aptekarze. Są obecni podczas najważniejszych uroczystości i ceremonii, głównie będąc ich prowadzącymi czy mistrzami. Oni przepisują księgi i żłobią runy na kamieniach przodków, a dla najmłodszych i tych najbardziej skorych do nauki poświęcają się jako nauczyciele. To, co najbardziej odróżnia szamana od przeciętnego śmiertelnika, to silna więź z przodkami i niezwykły kontakt z naturą. Sprawują pieczę nad miejscami pochówku, a podczas samego pogrzebu dbają o sakralność wydarzenia. W końcu to oni są przewodnikami dla dusz, które dopiero co opuściły śmiertelne ciało i chętnie wskazują drogę w zaświaty. Niech ignorantów nie zmyli prosta szata i nierzadko stoicki spokój, nie każdy szaman jest czarodziejem, niektórzy pozostali przy ścieżce wojaczki i chętniej chwycą za topór czy łuk. Niech jednak nikogo nie zmyli powierzchownie pogańska wiara undabarczyków. Żaden nigdy nie odmówi boskiej trójcy istnienia i ich wpływów na ten świat, jednak z racji bycia bardziej przyziemnym i surowym ludem, undabarczycy wolą pokładać swą wiarę w bytach znacznie bliższych do ich własnych – w duchach swoich przodków. Jarlowie Bardzo łatwo wywnioskować, oczywiście uprzednio znając historię powstania Undabaru, że pierwszym jego jarlem był Ahearn, który przywiódł tutaj nordmarski lud zza morza. Panowanie Ahearna okazało się długie i spokojne, poświęcone głównie pielęgnacji relacji między sąsiadującymi osadami i zabezpieczaniu surowców naturalnych. Nie obyło się oczywiście bez okazjonalnych przelewów krwi, jednak całe szczęście undabarski gniew był skierowany głównie w kierunku wszelakich banitów i różnorakich grup, które zagrażały wiosce. Drugim jarlem okazał się Torlan, syn Ahearna i Solveig, którego rządy zostały przedwcześnie zakończone przez zbłąkany pocisk z kuszy podczas wspólnej obławy Undabaru i Wiltmarku przeciwko bandyckiemu powstaniu. Wielu dociekało prawdy, kto tak naprawdę wystrzelił ten bełt, chociaż oficjalne stanowisko obu stron głosiło, że został wystrzelony z banickiej kuszy. Torlan dorobił się potomka, jednak nie objął on władzy po swoim ojcu... Jarlowie, którzy nastąpili po Torlanie, nie pochodzili z linii Ahearna, będąc głównie tanami, którzy siłą demokracji dobrali się do władzy. Pierwszym był Skarn, zaś niedługo po nim przyszedł Ugo Bezzębny. Obaj przyczynili się do oziębienia stosunków z Wiltmarkiem, traktując wschodniego sąsiada po nordmarsku - z wyższością i nieufnie, chętniej witając wiltmarczyka dłonią ułożoną na trzonku topora, aniżeli skinięciem głowy i uśmiechem. Kolejnym panującym jarlem był Iorund, również spoza linii Ahearna, pielęgnujący chłodne zwyczaje zapoczątkowane przez jego ostatnich poprzedników. Iorunda pokonał w walce Varyan i objął po nim władzę w Undabarze. Opuścił osadę, gdy jej mieszkańcy zaczęli tworzyć własne tradycje i powracać do swych żądnych krwi nawyków. Ostatnim był Godbrand, który poległ w bitwie w walce z nieumarłymi. Zawsze trzymał się tradycji i opierał się o mądrość szamanów. Obecnym jarlem jest Eivar Dziki, który przyniósł iskrę nadziei w mrocznym okresie Undabaru. Dopiero okaże się, czy zdolny będzie unieść na swych barkach ciężar przywództwa.
  5. Najwyraźniej halama setu valiroom. : - )

  6. Kaan

    [Serwer]Mordrag Ban

    Ban był na 24 godziny, po tym czasie wygaśnie i będziesz mógł ponownie nawiedzić serwer. Jeżeli faktycznie planujesz poprawę, jutro będziesz miał ku temu szansę. Temat zamykam.
  7. Skarga nie została napisana według wzoru, temat zamykam.
  8. Kaan

    Dzień dobry

    Pamiętam takiego Larsa, co był fanem mleka. To ty?
  9. Kaan

    Cześć :)

    Po wielu miesiącach odpowiadania na natarczywe pytania zadawane przez Lexę, rzecz jasna na temat startu Elisium, jestem pierwszą osobą, jaka cię powita. No więc witam. Cześć!
  10. Kaan

    Celowanie łuk/kusza

    Bawiłem się tym swobodnym celowaniem i mogę dość pewnie stwierdzić, że zsynchronizowanie tego będzie niemożliwe. Nie dość, że strzały pozostają w miejscu, z którego dokonywany był strzał, to w najlepszym przypadku polecą w kierunku, w który skierowana była postać w momencie rozpoczęcia celowania. Idealną opcją byłoby zastosowanie sugestii Pasiora, o ile skrypty na to pozwolą.
  11. Kaan

    Witam

    Hej, zachęciła mnie reklama od Red Bulla.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...