Skocz do zawartości

Przenieś

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    4
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

12 Neutralny

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. * z uwagi na fakt, że troszkę mnie poniosło (przy przypływie flow) podczas aplikowania na biznes, to kontynuuję historię opowiedzianą w tym temacie: https://elisium-roleplay.pl/forum/index.php?/topic/243-editkarczma-łeb-hydry-na-miejscu-chaty-cavalorna/ *** Mężczyźni popatrzyli po sobie. Wyższy wyszeptał - na Innosa, cóż to za odór. Niższy, bardziej krępy szepnął mu nad ucho - spokojnie, wiesz po co tutaj jesteśmy - po czym rozejrzał się po karczmie. Przy barze zauważył brodatego chłopa, wydawało mu się, że skądś go kojarzy - czy to nie aby jeden z moich pracowników? - zapytał siebie w myślach. Wyższy z mężczyzn podszedł do karczmarza i powiedział: - My do Pana Gabryjela. - A na czyje zaproszenie? - Zapytał nieufnie karczmarz. Niższy z mężczyzn drżącą ręką wyjął zapieczętowaną kartkę, którą podał karczmarzowi. Po odczytaniu jej treści karczmarz powiedział: - Do końca sali i w lewo przejściem, list okazać strażnikowi. w następnym pomieszczeniu prosto do drzwi na przeciwko, oto klucz, proszę tam wejść i poczekać. Mężczyźni postąpili zgodnie z instrukcją karczmarza. Drugie z pomieszczeń było całe czerwone, chyba, bo Niższy z mężczyzn ze stresu nie potrafił się skupić i zapamiętać szczegółów. Gdy już znaleźli się w zamkniętym pomieszczeniu wyższy zapytał: - Co ty wiesz o tym Gabryjelu? - Same pogłoski, nigdy w życiu nie miałem z nim do czynienia - odpowiedział niższy - słyszałem tylko, że jest o ponad głowę wyższy od Ciebie, szerszy od strażnika którego mijaliśmy w gospodzie. Jego twarz podobno przypomina łuskową zbroję, takie ma plamy po odrze. Pogłoski chodzą, że był jednym z magnatów w Górniczej Dolinie, inne mówią, że walczył na wojnie z orkami. Niektórzy twierdzą, że to zbiegły mag wody, który miał dość ascetycznego życia. Po chwili przerwy ciągnął dalej - chodzą plotki, że zna każdego, ale i takie że tak naprawdę nie zna nikogo, słyszałem również pogłoski, że był zwykłym farmerem. A Ty coś o nim wiesz? - Większość plotek się powtarza, ale jedna nie daje mi spokoju. Podobno tak naprawdę jeszcze jakiś czas temu był nikim, wyrzutkiem którzy wkręcił się do jakiejś organizacji przestępczej. Stopniowo awansował, aż w końcu zabił jej przywódcę, a pozostałych jej członków sprzedał straży miejskiej. Za otrzymane złoto wykupił tę ruderę, wykorzystał swoje znajomości żeby świadczyć usługi które tutaj świadczy. Przy tym zrobił sobie wielu wrogów.- powiedział wysoki rozglądając się na boki. - Haha, ta plotka jest moją ulubioną - powiedział niski, szczupły mężczyzna wyłaniając się z cienia. Mimo, że był szczupły, a wręcz chudy, to dało się zauważyć zarys mięśni przez obcisły kaftan. Mężczyzna miał ciepły głos i bystre, zielone oczy, prosty nos. Długie włosy ciemnego blondu miejscami przepruszała już siwizna, choć on sam emanował wigorem. Z całego opisu jaki rysował się mężczyznom pasowały tylko blizny po ospie, które próbował zakryć nierównym zarostem. - Bardzo mi miło panowie, że zechcieliście przybyć w moje skromne progi, kupcy z Wiltmarku nieczęsto się tutaj pojawiają. Nie przejmujcie się, nie podsłuchiwałem was, dla mnie dyskrecja jest cnotą. Powiedzcie proszę co was tutaj sprowadza, że za spotkanie z wami ręczy sam kapitan Wiltmarkskiej straży miejskiej? - zapytał Gabryjel uważnie przypatrując się kupcom. Jego postać nie wzbudzała strachu, czuło się do niego nawet pewnego rodzaju sympatię, chociaż było i miejsce na szacunek. - P-panie Gabryjelu - zaczął nieśmiele wyższy z kupców - bo to trochę delikatna sprawa - zawahał się przez chwilę - jest w mieście taki obwoźny kupiec, który to prowadzi handel godzący w nasz, hmm... "monopol". - Wasz? To chyba raczej duopol - rzucił Gabryjel ironicznie - panowie, nie wiecie, że szerszy dostęp do usług wszelakiego rodzaju napędza gospodarkę miasta i dobrobyt mieszkańców? Czym Wy tam handlujecie, skoro na całe miasto jesteście jedynymi sprzedawcami? - zapytał podejrzliwie. - Szanowny panie, raczy pan wybaczyć ale to nasza sprawa - zagrzmiał niższy - w pańskie sprawy się nie wpychamy, za to nie zgadzamy na to by ktoś godził w nasze interesy! - Spokojnie, bo panu serce stanie, przy pańskiej wadze stres jest niewskazany - odparł ze spokojem właściciel karczmy - wnosząc po państwa stroju i poręczenia samego pana kapitana, wnioskuję, że panów kontakty są wystarczające do załatwienie tej sprawy. - Nooo, jakby... - zaczął niepewnie wyższy - nie bardzo. - Co to znaczy nie bardzo? - zapytał z nieskrywanym rozbawieniem Gabryjel. - Ten kupiec zna sekretarza - rzucił przez zaciśnięte wargi grubszy z kupców - więc tutaj nasza moc sprawcza się kończy. Na ułamek sekundy powietrze zgęstniało i zapadła grobowa cisza. - To zmienia postać rzeczy, panowie oczywiście zrobię wszystko byście mogli rozwiązać swój problem, cena to 1000 sztuk złota, nie podlega negocjacjom - mina Gabryjela zastygła bez wyrazu - kwota ta stanowi 10% które pobieram za skorzystanie przez panów z usługi, cała usługa płatna będzie po wykonaniu, koszt 9000 sztuk złota, jeżeli usługa nie zostanie zrealizowana zwracam panom połowę kwoty, czy zgadzają się panowie na te warunki? - I... ile? - zapytał mniejszy z kupców cały blady - a... a jaką daje pan gwarancję? - Żadnej nie daję, muszę znaleźć człowieka który gotów będzie zadrzeć z jedną z najbardziej wpływowych osób na tej wyspie. Nikt panu nie da gwarancji, ale za mną przemawia najwięcej argumentów - odrzekł gniewnie właściciel karczmy - panowie, albo podpisujemy umowę albo uważam tę rozmowę za niebyłą, a zaproszenie anuluję. - Oczywiście, podpiszemy - odrzekł wyższy. - Proszę oczekiwać dalszych instrukcji, znajdę panów. Proszę oddać również klucz. Kupcy złożyli podpisy pod umową, zapłacili i opuścili karczmę bez słowa. Gdy Gabryjel został sam w pomieszczeniu powiedział: - wyjdź Sancho, musisz dostarczyć wiadomość do odpowiedniej osoby - zza ciemnej kotary wyłonił się młody chłopak, miał nie więcej niż 18 lat - znajdź proszę Vito i zaproś go do mnie. - W dniu dzisiejszym na Vito została nałożona ponowna kara, został wyproszony na 3 tygodnie - wyrecytował szybko młody chłopak. - ma bystry umysł - pomyślał Gabryjel - szkoda, że ucieka na kontynent. - Zapłacił chociaż? - Jak zawsze, proszę Pana. - Dobra, muszę pomyśleć jak to rozwiązać, w międzyczasie myślałem o tym jak znaleźć zastępstwo na Twoje miejsce, na pewno nie chcesz zostać? - Ja tak nie mogę, jak ojczyzna krwawi, ja muszę ... - zająknął się chłopak. - Ojczyzna, tfu - splunął Gabryjel - zginiesz tam i po co ci to? Przecież obiecałem twojej matce, że się tobą zajmę. - pomyślał właściciel po czym powiedział na głos - zamówiłem ci prezent, odbierz go od płatnerza jak będziesz w mieście, idź również do kowala, tam też coś na Ciebie czeka. Weź te listy, rozdaj je wśród tych wszystkich uchodźców, najlepiej młodych, wybierz komu je chcesz wręczyć, ufam Ci. Jak znajdą do mnie drogę i przejdą selekcję to będę miał zastępstwo na Twoje miejsce. Nie trać czasu, idź... - Dziękuję - rzucił niepewnie chłopak, schował listy do torby i wyszedł. - Ehh, zginiesz ty chłopcze, zginiesz... - pomyślał Gabryjel *art zapożyczony z internetów ***
  2. Gwiazdy leniwie zaczęły pokrywać ciemnoniebieskie niebo, na zachodzie pomarańczowa łuna znikała za horyzontem, sowy leniwie pohukiwały. Ogień jął powoli kolejne suche patyki dorzucane co jakiś czas przez Grubasa. Było zimno, za zimno jak na tę porę roku - będzie przymrozek - pomyślał Dziad. Dziad miał za sobą więcej jak połowę wieku, resztki siwych włosów pokrywały łysą jak kolano głowę. Nad prawym uchem znajdowała się blizna, prawdopodobnie po kamieniu. - Pewnie dzieciaki w niego rzucały - pomyślała młoda matka patrząc na otulone niemowlę - taki dziwak i bajkopisarz, a dzieciaki się psocą, jak to dzieciaki. Przy ognisku przed głównym wejściem do miasta Wiltmark wieczorami zbierali się uchodźcy z kontynentu dla których zabrakło miejsca w mieście, a dokładnie ci, którym zabrakło pieniędzy na to miejsce. Tu, przed bramą, było bezpiecznie mimo, że staż wyglądała zza bramy sporadycznie, to w razie potrzeby szybko rozprawiali się z awanturnikami. Bogatym mieszczanom nie w smak były burdy tuż pod murami i woleli dopłacać strażnikom za pilnowanie tam porządku, przecież tak taniej siły roboczej nigdzie indziej nie znajdą. Nie wiedzieć czemu ani skąd pewnego wieczoru przy głównym ognisku zjawił się Dziad i zaczął opowiadać o wyspie Archolos, wplatając w swoje opowieści nutkę legend i tajemnic. Był dla tych uchodźców niczym księga pełna informacji. - Dziadu, a gdzie tutaj można się czego napić, jak nam zamknęli na noc bramy, chciało by się ogrzać przy łyczku gorzały? - zapytał Dziada brodaty cieśla. - Gorzały mówisz? A nie boisz się wyjść spod miejskich bram nocą, hę? - Dziad spojrzał wnikliwe na brodacza. - Dziadku, ja mało czego się boję, a już najmniej ciemności! - odparł hardo cieśla. - Odważny! He he he, to słuchcej mnie uważnie, synek. Na zachód do miasta leży taka jedna gospoda, chociaż właściwie to bardziej przybytek, Łeb Hydry. - A co to za durna nazwa? - rzucił z pogardą młodzieniaszek o pucołowatej twarzy. - Nikt do końca nie wie skąd wzięła się ta nazwa, ale i nikogo to też za bardzo nie obchodziło, liczą się usługi, których próżno było szukać gdzie indziej. Panienki lekkich obyczajów i łatwy dostęp do bagiennego ziela. Dużo, oj dużo tam typów spod ciemnej gwiazdy bywało, prawych mężów tam nie uświadczysz. Ludzie powiadają, że tam spotykają się przestępcy, mordercy i krętacze, którzy chcą prowadzić swoje szemrane interesy. Jedną z nielicznych zasad właściciela karczmy Gabryjela jest "poufność i dyskrecja w każdym znaczeniu tego słowa"... Karczma " Łeb Hydry" to miejsce owiane złą sławą na całym Archolos. Oferuje szerokie spektrum usług specjalnych, dostępnych tylko dla do posiadaczy głębokiej sakiewki: prostytucja, narkotyki, płatni mordercy i najlepszy alkohol. Każdy bogaty kupiec prowadził tutaj kiedyś interesy, każdy zamach stanu był tutaj omawiany. Jest to też miejsce neutralne, tutaj spotykają się ci ludzie szeroko pojętego interesu, niezależnie od tego po której stronie się znajdują. Obowiązują tutaj trzy podstawowe zasady: 1. Żadnej broni. 2. 10% każdego interesu zostaje w kasie karczmy. 3. Za dyskrecję ręczy Gabryjel. Jeżeli wiesz czego szukasz to zapraszam... ~Gabryjel *** Z gęstej mgły wyłaniał się zarys wysokiego budynku, widać było, że ma przynajmniej parter i jedno piętro, a może i nawet poddasze. Cieśla nie widział, był jeszcze zbyt szaro, a gęsta mgła i tak utrudniała widzenie. Poranek był wyjątkowo paskudny. Cholera, jak zimno - pomyślał cieśla. Wilgoć doszczętnie przeniknęła jego buty. Było cicho, za cicho jak na fakt, że miał przed sobą karczmę. W Khorinis nad ranem przy karczmie zawsze było głośno, i tłoczno - przypomniał sobie z ciepłem w brzuchu brodacz. Z zamysłu wyrwał go idący z naprzeciwka człowiek. Utrudnione warunki pogodowe nie pozwoliły przyjrzeć się jego twarzy, ale sylwetka budziła respekt. Minął cieślę bez słowa, nawet na niego nie spojrzał, jego wzrok wskazywał, że był w innym świecie. Sama karczma niczym w zasadzie się nie wyróżniała, poza tym, że była duża, dużo większa niż te miejskie, które cieśla oglądał gdy mijał je w drodze do pracy dla bogatych mieszczan w Wiltmarku. Przed wejściem znajdowała się ławeczka, pusta, nigdzie nie czuć było szczyn i rzygowin, wyglądała na taką w której rzadko kto bywał. Po wejściu do środka cieślę uderzył w nozdrza gryzący zapach bagiennego ziela i innych specyfików od niego pochodzących. Ku*wa, takiego świństwa to ja jeszcze w życiu nie czułem - zaklął w duchu. Karczma składała się z raczej umiarkowanie dużej izby, proste meble, obskurny kominek i schody na wyższe piętro stanowiły jedyne jej wyposażenie. Był jeszcze bar, raczej ten z mniej eleganckich oraz zaplecze kuchenne. Z zewnątrz karczma wydawała się być większa - pomyślał w duchu cieśla. Po chwili zauważył, że w rogu karczmy stał barczysty mężczyzna i pilnował jakiegoś wejścia. No tak, druga izba - wydedukował. Prześwitywało z niej czerwone światło i słychać było kobiece głosy. Cieśla rozejrzał się po obecnych w karczmie gościach, niewielu, ale każdy z nich ewidentnie był zajęty swoimisprawami. W kącie gdzie kłębił się zielony dym, cieśla mógłby przysiąc, że dostrzegł mundur straży miejskiej, ale fatalne światło z pochodni nie pozwalało tego potwierdzić. Zajął miejsce przy barze i zapytał karczmarza: - Co tutaj takie pustki? Karczmarz popatrzył na niego spode łba i zapytał: - podać coś? - Piwa, nie ryżówki, za dobrą ryżówkę dam się pokroić - stwierdził cieśla z nutką nostalgii w głosie. - Da się załatwić, przyjacielu - dobiegł go metaliczny głos zza pleców. Pod oknem siedział odziany w skórzaną pikę mężczyzna, który wyjął nóż i zaczął się ostentacyjnie nim bawić - w sensie, że pokroić, hahaha. W jednej chwili pojawił się przy nim barczysty mężczyzna i przemówił tubalnym basem - Vito, znasz zasady, wypie*dalaj stąd albo ci pomogę, a tego byś nie chciał - rzucił krótko ale to wystarczyło, mężczyzna imieniem Vito wstał, na stole zostawił worek pełen monet i podszedł do drzwi - oto moja kaucja, jak tylko zejdzie moja kara to wrócę. - na wyjściu rzucił tylko chłodnym spojrzeniem na cieślę - do zobaczenia, przyjacielu - po czym wyszedł. - Najmocniej pana przepraszam za zaistniałą sytuację, to się więcej nie powtórzy - rzekł tubalnie szeroki mężczyzna, po czym wrócił do pilnowania przejścia. Cieśla dopiero teraz zauważył, że miał ciemny odcień skóry, może dlatego nie zauważył go od razu. - Pan się nie przejmuje tym, Vito tak często, on pana nie zabije, proszę się nie obrazić, ale za mało jest pan wart - rzucił karczmarz - proszę oto ryżówka. - Ahhh, a co to za kaucja i jaka kara? - zapytał zaciekawiony i i trochę zaniepokojony, ta sytuacja sprawiła, że momentalnie wyschły jego buty. Karczmarz wskazał na tablicę, która znajdowała się na ścianie za barem, widniały tam następujące słowa: "1. Żadnej broni. 2. 10% każdego interesu zostaje w kasie karczmy. 3. Za dyskrecję ręczy Gabryjel." - Zasady, trzeba ich tutaj przestrzegać, za wyciągniecie broni płaci się tutaj kaucję w wysokości 100 złotych monet, trzeba opuścić karczmę i odczekać zanim zejdzie kara, cały dzień, czasem dwa, zależy od ilości przewinień, dla Vito to będą ze trzy tygodnie, panu Gabryjelowi się to nie spodoba... - rzekł karczmarz wycierając szklanki. - A tam, za przejściem, co tam jest? - zapytał cieśla wskazując na barczystego, ciemnoskórego mężczyznę. - Tam to trzeba zostać zaproszonym... - uciął krótko karczmarz po czym wrócił do czyszczenia kufli. Cieśla westchnął i powrócił do kieliszka Z głębszej zadumy wyrwali go po chwili dwaj elegancko ubrani mężczyźni, którzy weszli do karczmy...
  3. Przenieś

    Czołem

    Prozaiczna, pochodzi od nazwiska :C ALE! w zamian muszę się bardziej postarać przy tworzeniu historii Awatara mojego. Pozdrawiam i trzymajcie się cieplutko w te chłodne dni i wieczory
  4. Przenieś

    Czołem

    Cześć wszystkim, projekt mnie niezwykle zaciekawił, mam nadzieję, że społeczność nie zawiedzie (postaram się dołożyć do tego swoją małą cegiełkę), do zobaczenie w świecie gry. Dla wszystkich ogromne 5! Pozdrawiam, Przenieś
×
×
  • Dodaj nową pozycję...