Skocz do zawartości

Pasiorson

Okres próbny
  • Liczba zawartości

    67
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

100 Pomocny

3 obserwujących

O Pasiorson

  • Urodziny 1 Października

Ostatnie wizyty

477 wyświetleń profilu
  1. Vasarjottun - Młot Angira Mimo nazwy nawiązującej jednoznacznie do Przodka-Kowala, klan ten nie gromadzi pod swoimi skrzydłami wyłącznie tych, którzy pracują przy kuźni. W mieście nazwano by ich pewnie Gildią lub Stowarzyszeniem. Vasarzy - bo tak zwracają się do nich mieszkańcy twierdzy - skupiają w swoich szeregach wszystkich związanych z rzemiosłem, handlem czy po prostu gospodarowaniem dobrami Undabaru. Jest to luźna organizacja oparta na wspólnej pomocy i jednolitym zasadom odnośnie tego co, komu i w jakich cenach sprzedawać. Nie ma ona ustalonej hierarchii - o wszelkich zasadach decyduje zgromadzenie, które zwołać może każdy z członków. Jednakże, dla zachowania porządku obrad czy rozwiązywaniu sporów, spośród członków grupy wyznaczany jest Starszy Vasar - pełniący rolę najwyższego sędziego, prowadzącego spotkania oraz tego, który ma ostateczny głos w sprawach Vasarjottun. Młot Angira powstał w pierwszych miesiącach powstania osady w Undabarze. Rzemieślnicy tamtego okresu zorganizowali się, aby ustabilizować swoją sytuację w czasie ciężkich początków na wyspie. Dzięki temu nie tylko zapewnili twierdzy materiały i towary potrzebne do rozwoju, ale także sam ów rozwój znacznie prowadzili. To pod ich kierownictwem powstały pierwsze domy i mury. Dziełem dawnych Vasarów jest także ogromny posąg w centrum osady. Było to największe z ich dzieł, jako że wymagało nie tylko rąk rzeźbiarzy, ale także narzędzi, zaopatrzenia i materiałów dostarczanych przez najróżniejszych rzemieślników. Wiele jednak zmieniło się od tamtego czasu. Vasarjottun na przeciągu lat za bardzo uzależnili się od Miasta, prowadząc z nim ożywiony handel nie tylko towarem, ale też umiejętnościami i samymi rzemieślnikami. To właśnie to związanie z Wiltmarkiem doprowadziło Vasarów do rozpadu w czasach, gdy doszło do pogorszenia stosunków między frakcjami. Dopiero po wielu latach jeden z rzemieślników Undabaru, Płatnerz Henksel zwany Nieumarłym, ponownie powołał klan do życia, zostając Starszym Vasarem i prowadząc pierwsze zgromadzenia. (Grupa jest opcjonalną organizacją dla wszelkich postaci rzemieślników w Undabarze. Jeżeli posiadasz jakąś profesję skryptową, możesz dołączyć w szeregi rzemieślników. Zapraszamy do wspólnej gry różne organizacje z miasta, które chciałyby mieć większy udział w zespalaniu naszych gospodarek)
  2. Pasiorson

    komenda sprobuj

    W tym formacie chodzi o to że komenda "/sproboj TREŚĆ" która pojawiała się już na tej platformie ma wygląd wyjściowy: **NAZWA POSTACI odnósł sukces próbując TREŚĆ**
  3. Pasiorson

    Zbugowane Rośliny

    Dostawanie nic to typowa sprawa bo na drop jest szana %. Dostawanie innej rośliny to już chyba błąd
  4. Problem samego G2O niestety. Nic nie poradzisz, znika tylko po relogu.
  5. Dwa mocniejsze ruchy nożem i figurka przybrała pożądany wygląd. Henksel zdmuchnął z kolan wióry, powoli wstając. Rozejrzał się po placu przed jego chatą. Było południe, ludzie chodzili za swoimi sprawami, część rozmawiała w cieniu Posągu. Raz po raz ktoś rzucił pozdrowienie w kierunku starca, który odpowiadał uśmiechem, machnięciem ręką i mrugnięciem widzącego okiem. Słońce wiszące wysoko na niebie nie grzało zbytnio, tu i ówdzie zalegały śnieżne pagórki. Henksel przeciągnął się, napinając wydatne mięśnie torsu. Ubrany był w futrzane spodnie, na plecy zarzuciwszy ledwie krótką pelerynę ze skóry. Miał już chować się wewnątrz swojej pracowni, gdy usłyszał swoje imię wykrzyknięte przez nadbiegającego młodzieniaszka dzierżącego pod pachą duży pakunek. - Henkselu! Poczekaj! Starzec odwrócił się i uśmiechnął serdecznie do znajomego. - Witaj chłopcze. - bruknął swoim basem starzec - Czego potrzeba? - Jarl mnie przysłał. Pancerz do naprawy? - Ach tak? Ciekawe jak go zepsuł tym razem. Henksel machnął ręką i wszedł do pracowni, a młody posłaniec niepewnie ruszył w jego ślady. Wnętrze było zagracone - każdą wolną przestrzeń zajmowały różne ozdoby - drewniane figurki, zdobione puchary, ryte płytki z metalu i kości. Starzec znany był ze swoich artystycznych zapędów, które chętnie przenosił nawet na tworzone przez siebie pancerze. Każdy z nich był wyjątkowy, ręcznie przezeń ozdobiony i wykonany z najwyższą starannością. Henksel nie cierpiał niedoskonałości, dlatego wśród gratów zgromadzonych w jego zakładzie mnóstwo było niedopracowanych elementów pancerzy. Pęknięty naramiennik, krzywo wyryta sprzączka do pasa czy nawet słabo wygarbowana skóra - to wszystko, co odnajdywało oko starca. Młodzieniec przyglądał się zbiorom z nieukrywaną ciekawością, co stary płatnerz szybko zauważył. - Co? Podoba się? - wyciągnął z rąk posłańca pancerz i rozłożył na blacie warsztatu - Tak! Są piękne. - Piękne? Trzymam te śmieci, żeby przypominały mi jakie popełniłem błędy. Dzięki temu widzę na własne oczy co może się stać przez moje lenistwo czy szukanie drogi na skróty. Starzec odwrócił się i zaczął wodzić wzrokiem po zbiorze, raz na jakiś czas wskazując coś palcem i mówiąc: - Ten naramiennik nie wytrzymał wilczych kłów. Myśliwy, który go nosił mógł zginąć. Tamta sprzączka puściła w trakcie walki, a noszący ją wojownik zaplątał się w luźny materiał. - Nie szkoda wam tego wszystkiego? Przecież to naprawdę mistrzowska robota. Nie możecie ich jakoś naprawić i wykorzystać ponownie? - Nie da się naprawić popełnionego błędu. - Henksel znowu skupił uwagę na pancerzu, przeglądając go i obmacując w poszukiwaniu uszkodzeń - Można jedynie upewnić się, że to ostatni raz jak się go popełniło. Jak ci na imię? - Dalegor - odpowiedział posłaniec po chwili wahania - Nie szukasz może pracy? Dźwięk rwanego materiału rozszedł się po pracowni. Henksel rzucił resztki stroju na podłogę i kontynuował krzyk. - Jeszcze raz tak spartolisz prostą robotę, to nie ręczę za siebie! Dalegor patrzył z niedowierzaniem jak owoc jego dwutygodniowej pracy leży w strzępach u jego stóp. Nie mógł uwierzyć, nie chciał uwierzyć w arogancje i głupotę starca. Próbował się powstrzymać, ale na próżno. Wybuchnął w końcu. - Po co to niszczysz?! Tyle materiałów i pracy! Henksel tylko odwrócił się od czeladnika i sięgnął po coś ze stołu. Zimne powietrze wtargnęło przez drzwi z nagłym podmuchem wiatru. Strzępy skór i materiału szurnęły cicho po podłodze. Dalegor wzdrygnął się nieco, rozluźnił zaciśnięte wcześniej pięści i poprawił gruby płaszcz. Zima szła coraz większymi krokami, a starzec nie zmieniał ubioru. Tak jakby specjalnie chciał się zmagać z temperaturą. - To. To jest praca. Płatnerz odwrócił się w końcu, w jednej dłoni trzymając figurkę z drewna i kości, a w drugiej ciemny ryngraf z wyrytymi zdobieniami. Dalegor poznał te rzeczy, były to jego jedyne dzieła, których starzec nie zniszczył na jego oczach. Nie pochwalił go za nie, po prostu skinął głową i odebrał je od niego. Figurka przestawiała łódź, jaką wedle legend ich przodkowie przybyli na wyspę. Młodzieniec bez słowa wyciągnął ją z ręki Henksela i przyjrzał się jej z uwagą. Tak, była to z pewnością jego robota. Poznał wszystkie małe zmiany, które wprowadzał po tym jak starzec wrzucał do ognia jej poprzedniczki. - To jest praca. I to się liczy. - powtórzył starzec, przecierając ryngraf z wyobrażeniem wielkiego drzewa i jego korzeni wijących się jak węże - Myślę, że to koniec. Weź te rzeczy na pamiątkę. - Ale... Mistrzu! - Żadnych ale... Od teraz jestem dla ciebie Henksel. Tyle. Bez tytułów, bez obowiązków, bez krzyków i nerwów. Mówił zimnym, surowym niczym stal tonem. Dalegor opuścił na chwilę głowę, ściskając w dłoni figurkę. Starzec odsunął się na bok, odsłaniając mu drogę do drzwi i wyciągając w jego kierunku dłoń z ryngrafem. Chwilę tak stali w ciszy, mistrz i uczeń. Ogień i lód. Jeden miotany przez uczucia, drugi niewzruszony jak skała. - Co mam zrobić, żeby udowodnić ci swoją wartość? - powiedział w końcu Dalegor, wyraźnie tłumiąc w sobie gniew i smutek - Co mam zrobić? - To czego mi się nie udało. Zgiń dobrą śmiercią. - odpowiedział chłodno starzec Młodzieniec zastygł na moment, po czym ruszył ku drzwi, wytrącając ramieniem ryngraf z ręki starca. Nie odwrócił się, nie zawahał. Szybko zniknął z oczu Henksela, który z resztą nie wodził za nim wzrokiem. Płatnerz pochylił się, uniósł ryngraf i przetarł go dłonią. - To już prawie cały sezon jak nie wrócił. Wojownik rzucił od niechcenia po czym odgryzł kawałek suszonego mięsa, który przekąszał obserwując prace płatnerza. Henksel milczał, skupiając się na pracy. Dopiero po wbiciu ostatniego ćwieka uniósł głowę. - Pewnie nie żyje. - Kompletnie cie to nie rusza, co? Henksel przerzucił pancerz na drugą stronę, przełożył pas który miał utrzymać strój w całości i zaczął mocować sprzączkę. - Ani trochę. To był jego wybór. Wojownik tylko pokiwał głową i wychylił się bardziej za próg domu. Południowe słońce grzało przyjemnie, chociaż nie zdołało do końca rozpuścić górskich śniegów. Mimo to, dało się słyszeć stały szum wody spływającej z wyższych szczytów i przelewającej się przez wioskę. Henksel uporawszy się z mocowaniem ostatnich elementów, zawołał do środka wojownika. Pomógł mu założyć pancerz i obejrzał go z każdej strony. Tu i ówdzie dodał ćwiek albo szew, lub po prostu ściągnął skórzany pas. Zadowolony ze swojego dzieła odsunął się i pokiwał z zadowoleniem głową. Wojownik wyszczerzył zęby, przekręcając się i samemu oglądając pracę płatnerza. - Idealne. Nie to co te stare szmaty. Nie dziwię się, że mówią na ciebie "Mistrz" - Pamiętaj rzucić o mnie słowo Jarlowi. Nie chce gnić w wiosce, kiedy wy ruszycie na jakąś wyprawę! - Pewien jesteś? - wojownik drwiąco uniósł brew - Nie jesteś na to... Za stary? Henksel machnął ręką i odwrócił się. Zaczął krzątać się po izbie, zbierając z podłogi luźne paski i odcięte kawałki skór czy metalowe blaszki. Sprzątając rzucił w stronę gościa. - Zdziwiłbyś się. Żyję tak długo przez swoje szczęście, nie ukrywanie się. Albo może lepiej powiedzieć - nieszczęście. - Tak? Skoro taki z ciebie wojownik, to czemu siedzisz tutaj, zamiast ruszyć na miasto? Starzec uśmiechnął się pod nosem, przerzucił ostatnie graty i wyprostował się. - Jeśli nie pisane mi zginąć w czasie walki, upewnię się żadnego z was to też nie spotka! Otarł ręce i zaśmiał się potężnym basem, odchylając się w tył. Przy tym geście ryngraf, który nosił na piersi podskoczył parę razy.
  6. Pasiorson

    Julian

    Prosiłbym o zamknięcie tematu i archiwizację, jako że postać zostaje zawieszona
  7. Pasiorson

    Głosy Baldr'a

    Zbliżają się... Uniosłem głowę i wyrwałem zza pasa topór. Śnieg wokół trzaskał cicho, wiatr wył między łysymi gałęziami drzew. Poza nimi nie widziałem żadnego ruchu. Przetarłem oczy dłonią i poprawiłem futro na ramionach. Wróciłem do oprawiania zwierzyny. Mróz tego sezonu skuł jezioro lodem wcześnie i od tego momentu nie odpuszczał ani na chwilę. Nam to nie przeszkadzało, gorzej mieli ludzie z Miasta. Mordercy. Rabusie. Idą po ciebie! Na dźwięk szeptów znowu podniosłem wzrok. Ujrzałem ich. Dwie postaci idące w moim kierunku. Krew ze zwierzęcia trysnęła mi na twarz, gdy cofając nóż przeciąłem niedawno jeszcze pełną żyłę. Powoli zacząłem się cofać, ściskając mocniej topór w garści. - Hej! Nie bój się! My też polujemy! Polują na ciebie... Daj im podejść, myśliwy nie rzuca się na bezbronne zwierzę, za to drapieżnika zabije z daleka. Dłoń w której dzierżyłem broń wepchnąłem pod śnieg, aby jakkolwiek ją ukryć. Zwinąłem się, zapierając nogami o podłoże. Byłem gotów skoczyć w każdej chwili, jak wilk szykujący się do ataku. Czekałem tak a nieznajomi zbliżali się. Jeden z nich miał na sobie grube ubranie i krótki łuk przewieszony przez plecy, który wystawał zza długiego, ciemnego płaszcza. Drugi z nich ubrany był grube spodnie, tors owinięty miał nieoprawionymi skórami. Nie sięgali do broni. Ich pierwszy błąd. - Jesteś łowcą? Łowcą głów. Jeśli tak, to widzę, że ci się powiodło. Ja i mój czeladnik nie mieliśmy tyle szczęścia. Nie widzę twego łuku? Broń tchórzy, co boją się prawdziwej walki. Czyżbyście tego jeszcze nie wynaleźli? Zaśmiał się po tych słowach i poprawił swój łuk. Wspomniany czeladnik zatrzymał się i skrzyżował ręce na piersi. Nie podchodził bliżej. Łowczy zauważył to i obrócił się do niego. - Chodź! Nie chcesz chyba obrazić przyjaciela? - To dzikus - czeladnik splunął Czekaj... Myśliwy podchodził bliżej, patrząc dalej na swojego towarzysza. Czekaj. Ścisnąłem mocniej topór skryty pod śniegiem, spiąłem się w sobie. Wiedziałem, że po tego drugiego będę musiał dobiec, ale miałem nadzieję, że w szoku nie zdąży ucieć. TERAZ! Akurat gdy myśliwy obracał się w moją stronę, wyskoczyłem ze śniegu. Wbiłem topór w jego twarz, jednocześnie uderzając w niego całym ciałem. Przewrócił się oczywiście, a ja siłą natarcia wbiłem tylko ostrze głębiej. KREW ZA KREW! Uniosłem się by zobaczyć moją drugą ofiarę. Stał wytrzeszczając na mnie swoje duże, brązowe oczy. Wstałem powoli, szybkim szarpnięciem wyrwałem topór. Czeladnik próbował się wycofać, przewrócił się jednak i zaczął tarzać w śniegu. Zaplątał się w nieoprawione skóry. Podszedłem i przycisnąłem go do ziemi nogą. Zakwilił jak ranny dzik, ale przestał się wić. Chwyciłem skóry i paroma szybkimi ruchami zerwałem je z niego. Leżał teraz twarzą w śniegu, dysząc. Patrzyłem na jego umięśnione plecy, unoszące się w nieregularnym rytmie. Zabijali niewinnych. Czemu się powstrzymujesz? - Nie ma broni. Ilu z nas nie miało broni, gdy oni atakowali. Ilu zginęło nie z toporem czy mieczem, a motyką w dłoni. To mordercy. Wypuścisz go teraz, powróci uzbrojony i zabije cie bez wahania. - Czemu mam stawać się taki jak oni? Nie było odpowiedzi. Mężczyzna pod moją stopą zaczął dyszeć szybciej. Prawdopodobnie pomyślał, że musiałem mieć towarzyszy czających się pośród śniegu. Obróciłem głowę, patrząc na dwie moje ofiary dzisiejszego dnia. Wilk, którego nie zdążyłem nawet oprawić, patrzył się teraz na mnie pustymi oczyma. Szczerzył kły. Krew wokół niego rysowała przeróżne symbole i runy, z których próbowałem odczytać wskazówkę. Na próżno. Myśliwy też nie był skory do pomocy. Leżał rozciągnięty na ziemi, a śnieg wokół niego zaczął coraz szerzej pokrywać się czerwienią. Ostatecznie spojrzałem w górę. Niebo było zasłonięte szarą ścianą chmur, które powoli acz nieubłaganie przewalały się z zachodu na wschód. Wtem natchnęło mnie. Usłyszałem wpośród tego wszystkiego muzykę, jakby delikatne szarpanie strun lutni i ciche, rytmiczne uderzenia w bębny. Zacząłem się śmiać na cały głos. To takie oczywiste. Przecież, że oczywiste... - Przecież... Rzekłem i zatopiłem topór w czaszce czeladnika, urywając tym jego szybki, nierytmiczny oddech. Oddech śmierci... Ściągnąłem z ramienia torbę i położyłem na ławie, a obok rozciągnąłem płaszcz z nieoprawionych futer. Rozgarnąłem popiół w palenisku i dołożyłem na wierzch parę suchych drew, które po chwili się zajęły. Zacząłem się rozbierać ze spoconych i zabrudzonych ubrań. Przyjrzałem się nowym ranom, o które przysporzył mnie wilk, przy okazji przeglądając kolekcję blizn. Oznaka prawdziwego wojownika. Nie cofasz się przed wrogiem czy zwierzem. Jesteś wielki. Jesteś godny. Z torby wyrwałem parę kawałków świeżego, krwistego mięsa i nabiłem na ruszt nad paleniskiem. Czekając na strawę, przebrałem się i rozłożyłem resztę trofeów na odpowiednie miejsca. Robił mi się już spory zapas, na zimę mniej ludzi potrzebowało moich dóbr. Głównie skupowali mięso i skóry, tak potrzebne do przeżycia. Uważaj! Wzdrygnąłem się na dźwięk pukania do drzwi. Szybko doskoczyłem do torby i wyrwałem z niej nóż do oprawiania zwierzyny. Z bronią w ręku, zrzuciłem belkę, która blokowałem drzwi i odsunąłem się. Przy framudze pojawiła się nikła szpara, a wraz z nią zimne, białe światło zarysowało się cienką linią po podłodze. - Wódz cię wzywa. Znaleziono ciała... Rozluźniłem się słysząc znajomy głos. Przyjaciel. Dobry człowiek, lepszy wojownik. Wcisnąłem nóż za pas i mruknąłem przytakująco. Na ten dźwięk, drzwi rozchyliły się bardziej. Nie widziałem twarzy stojącego w nich wojownika, ale znałem ją dobrze i bez tego. Wiedziałem jak mnie właśnie obserwuje. Wiedziałem, że osądza, że boi się czy go nie zaatakuje. Martwi się. On nie jest wrogiem, nie chce cie skrzywdzić. - Nie chce wiedzieć o co poszło. Prędzej chodzi mu o to kto to był i co tu robił. Czyżby zwiadowcy? Tak! - Nie. Myśliwi... - Zaatakowali cię? Tak, tak! - Nie. Uderzyłem pierwszy. Chwila ciszy. Zarówno w mojej głowie jak i w domu. Wsłuchałem się w skwierczące mięso i trzaskające drewno, lizane ciepłymi językami ognia. Coś się jednak zmieniło. Ogień przestał ogrzewać, a zaczął parzyć. Drewno nie trzaskało cicho, a pękało z hukiem na tysiące kawałków. Światło z zewnątrz wydało mi się nagle zbyt zimne i zbyt jasne. Zasłoniłem oczy ręką. - Wybacz. Drzwi zamknęły się. Widzisz, to przyjaciel. Nie odchodź. Zostań. - Wyjdź... Proszę... Chwila ciszy. Ciche kroki i dźwięk zamykania drzwi. Wyszedł. Nie idź tam! Głosy - nie, krzyki! Niczym stado kruków przepędzone z pola, krzyki ludzi niosące się po górach. Przestałem słyszeć głosy, zamiast tego był jeden ciągły, wielogłosowy krzyk. Ogień zaczął trawić nie tylko drewno na palenisku, ale też ściany i sufit. Jego długie, krwistoczerwone języki sięgały coraz dalej, otaczały mnie, muskały po krańcach palców wyciągniętych w górę, przepalając się przez skórę i mięso, aż do kości, nie białej - a czarnej jak węgiel. WRÓĆ! Ocknąłem się. Izbę wypełniał zapach smażonego mięsa i wesoły trzask ognia. Już... Już dobrze... Zakryłem twarz rękoma i zacząłem cicho łkać.
  8. Pasiorson

    Problem z odpaleniem

    To kolega bersu tak jak i ja z resztą nie zauważyliśmy, że mapę ma w .rar Rozpakuj mapę z skompresowanego pliku i będzie git x D
  9. Pasiorson

    Problem z odpaleniem

    @Victorius33 od kiedy istnieje plik ELISIUM.vdf? Od samego początku publikowane były elisium_misc.vdf i elisium_scripts.vdf @Patricko jaka masz wersję gry? Językowo Zaraz siądę do kompa i cos poszperam. Możesz mi się odezwać na discordzie Pasioreq/Dżonej#3300
  10. Chwała i Bogactwo. No i kobiety, jak kto lubi...
  11. Pasiorson

    Problem z odpaleniem

    Nie tego data. Gothic 2 Noc Kruka/Data W głównym folderze z grą
  12. Pasiorson

    Problem z odpaleniem

    Jeśli użyłeś instalatora pobierz pliki i zainstaluj je ręcznie. Usuń wszystkie inne addony jeśli je posiadasz - innych serwerów, modyfikacji itp itd
×
×
  • Dodaj nową pozycję...