Skocz do zawartości

Slaani

Zasłużony
  • Liczba zawartości

    28
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

81 Neutralny

O Slaani

  • Urodziny 29.05.1991

Ostatnie wizyty

432 wyświetleń profilu
  1. Slaani

    Slaani Skórą Rusza

    Zrobiłem lwa (tekstura + drobne poprawki modelu 3d):
  2. Slaani

    komenda sprobuj

    Wpisywanie /los jest krótsze, szybsze, wygodniejsze i po prostu jest (to też jest argument, bo po co zmieniać coś, co już działa). Jeżeli już gmerać przy komendach, to od /sproboj, krótsze jest /proba, a jeżeli naprawdę sterujesz się poręcznością, to /test ma jeszcze mniej liter, a w dodatku wszystkie klawisze tekstu komendy są blisko siebie. Format, który proponujesz nie ma racji bytu - automatyczna komenda nie może uwzględniać kontekstu jej wywołania, bo skąd gra ma wiedzieć, czy akurat zachowujesz równowagę, próbujesz zadowolić prostytutkę zanim sfiniszujesz, czy też utrzymać bąka przed wypuszczeniem w towarzystwie... Jeśli już, to musiało by być: **Twoja postać odnosi sukces.** albo **Twoja postać ponosi porażkę.** z 50% szans na sukces. Ale co gdy masz większe albo mniejsze szanse niż 50%? Lepiej wpierw ustalić, że, np. 1-30 to sukces i losować 1-100.
  3. Slaani

    ✅[Winnica] Winiarnia Rycerska

    ♦ "Świetnie, Yomua, tak trzymać. Z Twojej poprzedniej partii wziąłem jedną butelkę do domu i poczęstowałem nią mojego ojca, Argusa. Gdybyś tylko widział, jak rozjaśniło się jego oblicze! Spojrzał na mnie, na kieliszek, a potem powiedział: 'Synu, Winiarnia Rycerska może wrócić do swojej świetności...'" ♦♦ Malakai przeczuwał, że ten wieczór nie przyniesie niczego dobrego. Był duszny, parny.. gęsty. Całkiem ciemne niebo przykryły czarniejsze niźli otchłań Beliara, rozciągnięte wzdłuż horyzontu gór chmury. Mężczyzna wracał teraz myślami do chwil sprzed paru godzin. Śpieszył się wtedy bardzo, pomykając miejskimi uliczkami, chcąc szybko wrócić do rodzinnego domu... Już wtedy czuł ten dziwny rodzaj nadprzyrodzonego, tłamszącego ducha niepokoju, tak jakby właśnie działo się coś złego. Dlatego gdy tylko dotarł do rodowego domostwa i zorientował się w sytuacji nie był zaskoczony. Prawie beznamiętnie wyszedł przed rezydencję i krzyczał o przysłanie medyka. W tej chwili ojciec rycerza sapał donośnie, co jakiś czas delikatnie postękując, najwyraźniej dręczony nieregularnymi, krótkimi atakami bólu. Leżał przykryty kosztownymi materiami na bogatym łożu, ustawionym w pokoju na piętrze. Malakai, siedząc na fotelu przystawionym do łoża, wyjrzał przez okno. Bladożółty, ledwie widzialny księżyc delikatnie oświetlał widok za oknem rodowego domu Harpii - plac przed zamkową bramą. Centrum wybrukowanej przestzeni zdominowane było przez wielkie, stare drzewo, w księżycowej poświacie przyjmujące upiorny wygląd, podobny do wielkiego, włochatego pająka, rozpostartego na wysokim pniu oraz rozchodzących się w każdym kierunku gałęziach. Parne powietrze wypełniał klekot i charkot nocnych ptaków ukrytych wśród liści drzewa. Malakai czuł, że coś nieprzyjemnego, dusznego, złowróżebnego wisi w powietrzu... Zupełnie jakby samo ptactwo zrównywało swój głos z nierównym oddechem jego rodzica. Skierował zmęczone oczy z powrotem do wnętrza pomieszczenia, zmartwionym spojrzeniem spoglądając na medyka pakującego swoje narzędzia. Wiedział co się dzieje jeszcze zanim lekarz postawił bezduszną diagnozę i zostawił mężczyzn samych ich własnemu losowi. Ten dzień.. ten wieczór.. zapowiadały to co miało nadejść. Ojciec Malakaia umierał. Był zbyt zmęczony, by nawet podzielić się ostatnim słowem, ostatnią mądrością z synem czuwającym u wezgłowia. Medyk w końcu wyszedł, zapowiadając, że po zapłatę zjawi się dopiero jutro, za dnia. Dziedzic klanu Harpii spoglądał z bólem na konającego Argusa, myśląc o tych ostatnich latach razem, o wszystkich problemach i troskach ojca. Oddech leżącego robił się trochę bardziej regularny ale wraz z nim terkot lelków nasilał się.. upiornie zrównywał z zaczerpywaniem przez starego mężczyznę powietrza. - Synu... Malakai energicznie zwrócił zaskoczone oblicze ku swojemu rodzicowi. Na twarz Argusa wstąpił gęsty pot, a oczy zaczęły świdrować sufit szalonym, rozbieganym wzrokiem. - ...Winnica.. ona jest.. hhhhrmph.. daj mi.. hhh.. Winnica... Nie można.. ehhh.. jej tak.. khy, khy... Hhrmmmmn... Natychmiastowo, przez okno do pomieszczenia jął dobywać się paskudny i upiorny, ptasi tryl, furkot. Na rycerzu włosy zaczęły się jeżyć i gęsia skórka stawać na karku, podczas gdy drzewo na placu pod zamkową bramą ożyło trzeszczącym, warczącym chórem lelków kozodojów, a oczy jego ojca zastygły wpatrzone w sufit, w przerażonym spojrzeniu... ♦♦♦ Wśród kręgów Górnego Miasta rozniosły się nowe wieści. Zaledwie parę dni temu, ku lekkiemu zaskoczeniu dla jednych, a przykremu spełnieniu oczekiwań innych, stary Argus Harpia wyzionął ducha. Ale o ile nie było to jakkolwiek wyjątkowe wydarzenie, towarzystwo wyższych sfer zelektryzowała świeża plotka dotycząca samej wiltmarskiej Winnicy – Malakai, jedyny spadkobierca interesu, chociaż ledwie pożegnał zmarłego ojca, właśnie pozbył się również całego rodzinnego biznesu. Mieszczanie bogatej dzielnicy mieli o czym rozmawiać i co krytykować. Klan Harpii otrzymał przybytek z królewskiego nadania i chociaż ostatnio Winnica nie radziła sobie zbyt dobrze, to właśnie dzięki wysiłkom oraz pieniądzom Argusa powróciła do funkcjonowania, przywracając miastu jeden z jego najbardziej charakterystycznych klejnotów. A teraz, niczym wzgardzony ochłap, została przekazana jakiemuś odszczepieńcowi z Wysp Południowych. Tak, to właśnie ta wieść nadawała całej historii skandalicznego zabarwienia, tak typowego dla ostatniego z rycerzy Harpii. Niejaki Yomua, jeden z pracowników obcego pochodzenia, których Argus zatrudnił parę miesięcy temu, zdobył zaufanie i szacunek dziedzica, ten bowiem bez żadnych ogródek sprzedał mu całość interesów, gdy Winiarnia tylko zaczęła wychodzić na prostą. Obywatele wyższych sfer nie dowierzali i wielokrotnie pukali się w głowę rozmawiając o takim obrocie spraw "Rycerskiej", w międzyczasie popijając lampkami jej nowych produkcji. Kimkolwiek był obcy południowiec.. potrafił fermentować naprawdę wyśmienite wino... ◊ Stało się, oddaję biznes pod skrzydła innego gracza, powitajcie @Urbaneq, nowego właściciela Winiarni Rycerskiej!
  4. Slaani

    Slaani Skórą Rusza

    Moje najukochańsze skarby, czyli potwory i zwierzęta Blady zębacz (zwyczajny i przywódca stada): Trawiasty zębacz (zwyczajny i przywódca stada): Pustynny krwiopijca: Tropikalny krwiopijca: Orientalny (ognisty) topielec (Work in Progress): Egzotyczna modliszka (polny pełzacz): Orientalna modliszka (polny pełzacz): Pustynny pełzacz:
  5. Slaani

    Slaani Skórą Rusza

    "Normalne" ciała dla kobiet (projekt nad którym pracuję obecnie): Alternatywa dla domyślnych, nagich ciał kobiet albo ciał w stroju "dziwki Gomeza". Nie są bardzo ubrane, więc wciąż motywują do zdobycia ubioru (zbroi) ale nie wyglądają jak coś z haremu pod Barierą, tylko da się je podciągnąć pod stroje obywatelki/poszukiwaczki przygód.
  6. Slaani

    Slaani Skórą Rusza

    Stroje obywateli (tylko na Elisium) Męskie: Damskie:
  7. Hej, Jak zapewne większość monitorująca serwer Discord Elisium już kojarzy, od czasu pracy przy renderze do swojej biografii bawię się w tworzenie tekstur, "skórek", do Gothica. Ponieważ robi się tego dużo, a ja wierzę, że należy dzielić się takimi zasobami wewnątrz fandomu, postanowiłem założyć temat, w którym udostępniał będę tworzone przeze mnie skórki. Na razie wrzucam zrzuty ekranu z obleczonymi w tekstury modelami ale w przyszłości będę aktualizował temat, dzielił tekstury na sekcje i udostępniał pliki (na razie na życzenie, w przyszłości jako załączniki pobieralne w tym temacie). A tymczasem zapraszam do galerii poniżej.
  8. Slaani

    ✅[Winnica] Winiarnia Rycerska

    Winnica Rycerska szuka pracowników! ♦ Wśród plotkarskiej tłuszczy Górnego Miasta zawrzało. Podobno ta "stara harpia" z Winiarni Rycerskiej kompletnie oszalała. Otóż dwa dni temu, paru pracowników jego winnicy publicznie zrezygnowało z pracy dla starego Argusa. Powód? Stary rycerz w swym skąpstwie i chęci cięcia kosztów pozwolił sobie dorywczo zatrudnić kilkoro uchodźców z niesławnego Khorinis. To było za wiele dla uczciwych, porządnych parobków i warzelników, uderzało w ich godność oraz poczucie bezpieczeństwa w Winiarni. W końcu, jeśli wierzyć historiom docierającym z tej odległej wyspy, wśród osób opuszczających Khorinis kryło się wielu uciekinierów z górniczej kolonii karnej. Brak konkretnych wiadomości oraz niepokojące doniesienia na temat niektórych przybywających na Archolos uchodźców stały się idealnym poletkiem dla podsycających wyobraźnię, skandalicznych plotek. Co prawda niektóre głosy zwracały uwagę, że Malakai II niedawno ośmieszył i poważnie poturbował w pojedynku młodego rycerza, którego ojciec mógł śmiało podkupić pracowników Winiarni w akcie zemsty.. inni przypominali, że klan Wiltmarskich Harpii jest teraz ledwo utrzymującą tytuły zubożałą szlachtą, a więc pozostaje niewart rozmów przy bogatych stołach Górnego Miasta.. ale nawet jeżeli ród Argusa i Malakaia stracił dawny splendor, historia wciąż była na tyle dobra by cisnąć się na usta i myśli wyższych sfer. Jakakolwiek nie była by prawda, część mieszczan była wręcz zaintrygowana, czy aby rzeczywiście dojrzy wśród miejskich winorośli podejrzanych opryszków z kolonii karnej Khorinis. Cały ten szum sprawił, że północna brama miasta była tego poranka bardzo popularnym wśród obywateli miejscem. Z jednej strony, dystyngowana szlachta wynajdywała wydumane powody by "przypadkiem" przespacerować się pobliskimi ulicami, z drugiej, kilkoro spośród szukających sposobu na zarobkowanie mieszkańców Wiltmarku kompletnie szczerze i bez zażenowania zgromadziło się u bram ogrodów winiarskiego przybytku celem "wybadania sprawy". Ogrody rzeczywiście wyglądały na puste, przy kadziach nie szło przyuważyć nawet jednego pracownika, a z wnętrza budynku zdawało się dobiegać jakieś zamieszanie. Po dwóch kwadransach oczekiwania, wśród kilkorga zgromadzonych pod miejską winnicą ludzi zrobiło się już całkiem gwarnie. Wreszcie drzwi portalu Winiarni Rycerskiej rozwrały się, a w progu pojawiła się smukła sylwetka młodszego z właścicieli. Malakai wyszedł do gapiów i petentów pewnym krokiem, uzbrojony w głęboki, wiklinowy koszyk. Po drodze zmierzył taksującym spojrzeniem przechodzącą ulicą parę młodych szlachcianek. Dumnie urodzone dziewczęta spłonęły różowiutkim pąsem, czym prędzej umykając z uliczki, gdzie ktokolwiek mógłby je przyłapać na małostkowej ciekawości. - Cieszy mnie, że lud Wiltmarku tak szumnie interesuje się losami swej Winiarni! - obwieścił rycerz ze szczerym, choć niepasującym do jego zmęczonej twarzy, rozbawieniem. - Nie godzi się, by moi współobywatele stali pod drzwiami naszego przybytku o suchym gardle, zapraszam więc do środka - kończąc zdanie Malakai wydostał z koszyka butelkę w ciemnym szkle. Niektórzy może i byli w stanie wyczuć teraz w jego głosie nutę zażenowania ale zainteresowani prospektem zatrudnienia gapie rozochocili się widokiem antałka i przechodząc przez bramę winnicy sukcesywnie odebrali od gospodarza trzy butelki. Choć był to "Burgundowy Obłudnik", a nie żadna "Krew Jednorożca", nikt nie zamierzał krytykować najpopularniejszego wina Wiltmarku, zwłaszcza otrzymanego za darmo. Gdy każdy był już usadowiony przy stole wewnątrz budynku, młody Rycerz podjął: - Zapewne mogliście słyszeć już pogłoski albo przeczytać przybite przez nas ostatnio do miejskiej tablicy ogłoszenie. Tak, rzeczywiście poszukujemy pracowników, chętnych podjąć się zbierania winogron oraz pracy przy kadziach, szukamy też kogoś zdolnego nauczenia się pracy przy fermentowaniu wina. Nie, nie zatrudniamy żadnych kryminalistów, czy to tych spoza miasta, czy lokalnych, co nie znaczy, że zamkniemy drzwi przed przybyłymi z Khorinis albo Myrtany, chętnymi do pracy ludźmi. Zatrudnialiśmy wcześniej ludzi zarówno z Górnego jak i Dolnego Miasta, w naszej winnicy praca znajdzie się dla wszystkich. Szukamy robotników uczciwych i rzetelnych, a ci z was, którzy udowodnią swoje oddanie, mogą liczyć nie tylko na zarobek ale też ciepłe posłanie w przygotowanym dla robotników winiarni pracowniczym mieszkaniu w dolnej części miasta. Własny kąt będzie zdecydowanie lepszy niż noclegownia albo kompletny brak dachu nad głową, a jeżeli kogoś z was nie interesuje praca fizyczna, do prowadzenia mamy również księgi, jak i fermentację w beczkach w samym przybytku... Rycerz opowiadał o szczegółach pracy, a już po chwili jego wypowiedź przyjęła bardziej otwartą formę, pozwalającą zgromadzonym za zadawanie pytań. Część zgromadzonych wyszła w niedługim czasie, zadowolona z okazji do zaspokojenia ciekawości oraz zmierzenia się z darmową butelką wina. Część została by po wszystkim podejść do gospodarza i porozmawiać o swoich perspektywach... ◊ Poszukuję pracowników do winnicy. Oferuję waszej postaci miejsce do pracy, gdzie będziecie mogli przynajmniej tymczasowo zakotwiczyć swojego awatara, jak i zapewnić mu jakieś podstawowe zaplecze finansowe. Co prawda ceny, a więc i płace są jeszcze ustalane wśród administracji, mistrzów gry oraz pewnie osób prowadzących biznesy i produkcję dóbr, co oznacza, że na razie ciężko powiedzieć jak będą wyglądały zarobki ale mogę przedstawić trochę konkretów: Udostępniał będę zarówno role do pracy stałej (kucharze - warzelnicy, postacie o zdolnościach kucharskich, pozwalających skryptowo produkować wino), jak i dorywczej (zbieracze - najprawdopodobniej będę płacił stałą stawkę od zebranych kiści winogron). Możliwość zbierania owoców na polach w ogrodzie winnicy będzie objęta wyłącznością sprzedaży w Winiarni. Stali pracownicy (kucharz, zadeklarowani zbieracze, być może księgowy) otrzymają możliwość zakwaterowania w porządnym domu w Dolnym Mieście, z którego ich postacie będą mogły korzystać jak z własnego domostwa (przywracanie punktów wytrzymałości, miejsce do odgrywania mieszkania, miejsce na swoją skrytkę, dostęp do obsługi drzwi jak u właściciela). Dogadywać będziemy się dobrowolnie i przyjaźnie, zamierzam prowadzić biznes transparentnie dla graczy-pracowników, będziecie wiedzieć i mogli komunikować mi jeżeli cokolwiek nie będzie zgadzało się w systemie płac albo w prowadzeniu Winiarni, tak żebyśmy mogli z łatwością dopasowywać odgrywanie IC do waszych potrzeb OOC. Winiarnia powinna zapewnić jakieś opcje ciekawego odgrywania (każdy ma własną definicję słowa "ciekawe"). Po pierwsze będziemy mieć pewnie nielegalną konkurencję w postaci Zewu Undabaru, z tego może wyrosnąć kiedyś bardziej pogmatwana relacja, z jakimiś akcjami RP. Historia zakładu nawiązuje do kościoła Innosa, Urzędu Miasta, Rodziny Królewskiej, być może pojawią się u nas w odwiedzinach jakieś wyjątkowe osobistości, jak magowie, urzędnicy, czy rycerstwo. Biografia postaci właściciela i jej losy na serwerze mogą też przełożyć się na jakieś burzliwe przygody dla samego biznesu. Ostatecznie winnica będzie w dużej mierze polegać na swoich pracownikach, a więc nie będziecie tylko zbierać winogron i ciapać w kadzi cały dzień, przewiduję też jakieś załatwianie interesów, zakupów, dostaw, tworzenie nowych receptur, czy choćby pisanie razem historii w stylu tej o "pracownikach-uchodźcach" powyżej. Wreszcie, prawdopodobnie winnica otrzyma własne unikatowe przedmioty - wina z karty win, toteż uzyskacie dostęp do niedostępnych gdzie indziej trunków, zaś kucharz nauczy się unikatowej receptury (pozwalającej skryptowo albo poprzez odgrywanie produkować takież specjalne przedmioty). Zainteresowani ale niezdecydowani nie muszą się deklarować. Jeżeli jeszcze bawicie się koncepcją na swoją postać i nie macie zdefiniowanych preferencji, możecie spróbować zatrudnić się w winnicy IC albo po prostu spróbować IC sprzedać w Winiarni zebrane gdzieś indziej winogrona, jako metodę dorywczego zarobku. Zbierać każdy może, pamiętajcie tylko, żeby wyposażyć się w sierp. Raczej będziemy otwarci na współpracę z każdym typem postaci, jeżeli więc będziecie grać uchodźcą z Khorinis, człowiekiem bez własnego domu albo spoza miasta, praca w winnicy i dostęp do pracowniczego mieszkania mogą zapewnić Wam obywatelstwo. Zdecydowanych zainteresowanych proszę o zgłoszenia drogą PW/Discord, celem (dla mnie) sprawdzenia popytu na wyżej wymieniane stanowiska oraz (dla Was) zarezerwowania sobie pierwszeństwa stałej lub dorywczej roli w Winiarni Rycerskiej. Wystarczą mi 2-3 zdania opowiadające o waszej koncepcji na postać albo odnośnik do biografii.
  9. Slaani

    Zew Undabaru

    ♦ "Wypuszczenie na lokalny rynek mocnych i zaskakująco tanich, wysokoprocentowych trunków zaiste było ciosem w rozwiniętą winiarską gospodarkę..." ♦♦ Upalne słońce prażyło niemiłosiernie. Mężczyźni chwilowo wykorzystywali cienistą osłonę drzewa, stojąc wśród siedzących przy kadziach parobkach. Bzyczenie letnich owadów mieszało się z odgłosami systematycznego ciaptania zakończonych tłuczkami tyczek. Na twarzy starszego z mężczyzn, opartego na lasce niczym głaz, ledwie powstrzymywany przed runięciem w przepaść przez samotne drzewo, malował się wyraz bólu i niezadowolenia. Pracownicy uwijali się z niesamowitą jak na panujący gorąc sumiennością, najpewniej ze względu na niespodziewaną obecność szlachetnego właściciela winnicy. - Te, ech.. diabelskie upały.. ech, nie służą.. mi, jak kiedyś... - z wysiłkiem wymamrotał starzec. - Przykro mi to słyszeć, ojcze - odpowiedział młodszy ze szlachciców - miałem nadzieję, że dotyk słońca na twarzy sprawi, że poczujesz się lepiej. Mężczyzna uśmiechnął się cierpko, po czym niezdarnie uchwycił się ramienia syna, drugą ręką unosząc laskę przed postawieniem kroku. Zaczął kierować się ku budynkowi winiarni. Dopiero w środku, ożywczy chłód kamiennych ścian i zapach wypełnionych winem beczek tchnął w niego trochę życia. - Synu.. może i jestem teraz zniedołężniałym starcem, hmhm.. ale latarnia mego intelektu jeszcze nie zagasła. Umiem.. hm.. wciąż przeczytać księgi rozrachunkowe, które mi przynosisz, a.. ech, pachołkowie mają język w gębie i.. hem.. donoszą mi co się dzieje. Mamy w mieście.. konkurencję! - Wstyd nam się do tego przyznawać, ojcze, jeżeli tani bimber jest dla nas konkurencją... - dziedzic przybytku skrzywił twarz marszcząc nos. Ojciec puścił ramię syna i wykonał kilka kroków w głąb winiarni. W końcu machnął ręką w powietrze, w teatralnym, acz bezgłośnym geście niezadowolenia. - Myślisz.. khy, khy, że nie wiem? Ale tak już.. ech.. jest. Ludzie chcą pić. Ludzie potrzebują, hm, pić. I ludzie będą pić – emocje zdecydowanie udzieliły się starszemu mężczyźnie, który zaniósł się krótkim, prawie bezgłośnym kaszlem. - "Burgundowy...", khy, może i nie jest wytrawnym.. wysokiej.. hm, jakości trunkiem.. ale napędza cały nasz.. eech, interes. To wciąż niezgorszy smak, wart swojej ceny. Ale ludzie nie.. hem.. się nie znają i będą chlać ten.. diabli samo-.. samogon! Ekhm, aż nie oślepną! Hrm, hrm... Ktoś musi coś z tym.. z tymi... - Nazywają go "Zew Undabaru", ojcze.. spokojnie... - ...z tymi diablimi, nordmarskimi szczynami zrobić!!! ♦♦♦ Głuchą ciszę w kamiennym pomieszczeniu przerwał spotęgowany przez ciche echa chlupot nalewanej cieczy. Złocisty płyn z bulgotem napełniał wysokie, kamionkowe kubki. Kapitan straży wielokrotnie zarzekał się, że miód najlepiej smakuje w kamionce lub nawet czystszej glinie. - Twoja robota..? - mężczyzna w bordowo-złotym dublecie z powagą ważył w ręku kubek i zachwycał się pięknym kolorem trunku. - Moja, moja... Muszę mieć jakąś odskocznię, od tej roboty... - strażnik odsunął od siebie swoje naczynie i do ręki wziął butelkę przyniesioną przez swojego gościa. Rycerz naszedł go jeszcze gdy wracał z koszarów. Nie zdążył nawet zdjąć pancerza. - Nie trzeba było. - dodał po chwili, z nieco wymuszoną uprzejmością. Oglądał butelkę jeszcze przez krótki moment, po czym odłożył ją przy nodze od stołu. Nie było wiadomo jak długie miały być odwiedziny, jego dwójniak, choć przedni, mógł nie wystarczyć, toteż kapitan pozostawał rozdarty pomiędzy schowaniem wina, a odkorkowaniem go od razu. Gość jakby odgadł naturę rozterki, toteż odezwał się uśmiechając i unosząc dłoń w pojednawczym geście. - Nie kłopocz się Magnus! Nie zostanę długo. Widzę żeś zmęczony, nie chcę ci zawracać głowy po godzinach. Strażnik najwyraźniej czuł się swobodnie i w zasadzie nie widział w odwiedzinach aż takiej zawady. Leniwie zaczął odpinać klamry naramienników. - Powiem w czym rzecz, nie chcę ci tutaj kadzić ani ukrywać celu odwiedzin. Idzie mi o ten bimber, ostatnio coraz częściej spotykany w mieście. Ten tak zwany "Zew Undabaru". "A, więc to o to chodzi" pomyślał kapitan straży. Po chwili powtórzył myśl na głos. Też nie chciał kadzić, ani ukrywać lekkiej irytacji okolicznościami. Z łoskotem położył naramienniki na blacie, wychylił łyk miodu i zabrał się za majstrowanie przy okutym karwaszu. Nie patrząc na swojego gościa, zapytał; - Co się dzieje z tym "Zewem"? - W zasadzie, to o to chciałem zapytać. Prosiłeś mnie o jakiś dowód albo chociaż poszlakę wskazującą co jest nie tak, więc w międzyczasie odwiedziłem miejski urząd. Wypytałem tu i ówdzie, i teraz wiem już na pewno - nikt nie sankcjonował sprzedaży, nie jest opodatkowana. - To jeszcze nic nie znaczy, ktoś może po prostu pędzić samogon. Mnie też chcesz gonić o mój miód? - zażartował strażnik. Dowcip trochę poluzował gęstniejącą atmosferę. Gość zaśmiał się szczerze i wyraźnie odprężył. - Wiesz o co mi chodzi. I wiesz dlaczego tu jestem - żachnął się rycerz. - Wiem-wiem, słyszałem, że ze starym nie jest ci lekko - kapitan wychylił łyk miodu - ooch. Wybacz Malakai.. że nie jest lekko. To pewnie on cię do mnie tak gania. Dobra, słuchaj. Lubię cię, więc nie będę owijał w bawełnę: prosiłem niby o poszlaki, czy dowody ale ślepy ani głuchy nie jestem, wiem kiedy coś się dzieje w moim mieście... Malakai pił miód z zaciekawieniem obserwując strażnika odkładającego na stół drugi karwasz. - ...także zauważyłem nie tylko, że w obiegu jest tego sporo i ludzie się bardziej pijaczą ale też usłyszałem, że dostawy ustały... - Magnus wstał i odpinał pas, celem zdjęcia tabardu. "Mam ściągać kolczugę i śmierdzieć mu przeszywką, czy co?" zastanowił się, nie powtarzając tym razem swoich myśli na głos. - Ustały? - rycerz uniósł brwi w wyrazie szczerego zdziwienia. - Ano ustały - ciągnął strażnik - na mój gust.. uff - ściągnął tabard przez głowę, po czym materię przerzucił przez oparcie krzesła - to była jakaś mała banda w Dolnym Mieście. Skryli się z bimbrownią w jakimś z magazynów, a potem przy podziale zysków doszło do sprzeczki. Połowa pewnie gryzie piach, więc dopóki alkohol z powrotem nie krąży, a władze miasta nie zmuszają mnie do uganiania się za pieniędzmi z zaległego podatku, wybacz ale straż ma ważniejsze priorytety na ten moment. Wczoraj znowu ktoś zniknął, tym razem to był jakiś kowal.. no ale to akurat nie jest twoim zmartwieniem. - Racja, nie jest - uprzejmie przytaknął Malakai. Kapitan wyglądał na zmęczonego, toteż mężczyźnie wypadało się już zbierać. Zresztą, patrząc na ściąganą kolczugę, jeszcze kilka chwil i Magnus miałby do wyboru tylko wyprosić gościa albo zaoferować mu miejsce w kąpieli, toteż rycerz wstał by podziękować za gościnę i pozwolić przyjacielowi cieszyć się spokojnym odpoczynkiem.
  10. ~ "Szpony i kły!" ~ ♦ "Ten burdelarz i opijus? I stary chce mu oddać winnice? Chyba pokręciło go już do szczętu!" ♦♦ Widząc, że następny z gości czeka na wywołanie, herold wykonał kolisty ruch zdobioną w małą chorągiewkę laską, po czym fantazyjnie kręcąc nogą tupnął z impetem. Wraz z butem uderzającym w posadzkę, usta urzędnika rozwarły się, obwieszczając; - Sir Malakai II von Wiltmark, herbu Harpia, zaproszenie odbiera w imieniu swego ojca, Argusa I Ponurego von Wiltmark, herbu Harpia! ♦♦♦ Dźwięk krzyżowanej stali odbił się od murów do wnętrza dziedzińca. Po niewielkim tłumie poniósł się cichy pomruk zadowolenia. Młodzieniec nie ustępował ani na krok swemu starszemu oponentowi. Niektórzy mieli okazję widzieć go w akcji już wcześniej, również w tym tandemie i wiedzieli, że można spodziewać się po nim pięknej walki. Odziany w biało-błękitną brygantynę, ledwo opierzony rycerz był dla szlachty Wiltmarku niczym wschodząca gwiazda zbrojnych królestwa. Po chwili brzęk rozległ się ponownie. Młodszy - Niebieski, był teraz w ataku. Formalna część pojedynku już się zakończyła. Można by rzec, że walczący mieli czas ocenić umiejętności przeciwnika i dostosować do siebie tempo... Jednak nie była by to pełna prawda. Młody szlachcic miał już niejedną okazję krzyżować ostrza ze swoim przeciwnikiem, nawet jeżeli dotychczas były to co najwyżej ostre sprawdziany. Dzisiejsze starcie wykraczało ponad zasady zwykłych ćwiczeń. Zepchnięty do defensywy oponent powolutku ustępował pola agresywnym cięciom Niebieskiego. Okryty pancerzem w bordowe i czarne pasy oraz ozdobnym hełmem garnczkowym, zwieńczonym wieńcem róż ze spreparowanym w hełmowy klejnot, paskudnie wyszczerzonym pyskiem harpii, prezentował się drapieżnie, niebezpiecznie, co kontrastowało z jego obronną postawą. Coraz gwałtowniejsze ataki młodego rycerza, zmuszały Bordowego do coraz szybszych ruchów, wzbijających labry hełmu w szarpane skoki. Teraz znowu wycofał się ostrożnie na dwa kroki.. i niespodziewanie przeszedł do nagłej kontry! Ostrze miecza cięło po półkolu od dołu. To jednak było błędem. Niebieski jakby czekał na ten ruch. Przyjął klingę przeciwnika przekrzywionym bokiem miecza i taktycznym ruchem w bok. Kontratak Bordowego wytracił impet, po czym kolczo-płytkowa rękawica młodzieńca zamknęła się na broni tego z harpim hełmem. W tłumie narosło napięcie, a Niebieski kontynuował błyskawicznym sztychem w bok przeciwnika! Nie mniej gwałtownie, starszy rycerz odbił nacierające ostrze mocnym kopniakiem okutej stopy. Młody najwyraźniej nie spodziewał się takiej odpowiedzi, Bordowy wyszarpnął swój miecz z ręki współzawodnika i z niezwykłym tempem przeszedł w pełen obrót, wyprowadzając mocarne cięcie. Klingi grzmotnęły o siebie z wyjątkowo dźwięcznym impetem. Po zgromadzonej szlachcie poniosły się głośne wyrazy uznania ale też jęki niezadowolenia i zawodu. Walczyli trochę zbyt brutalnie, trochę zbyt ostro. Ruchy wykraczały poza dobry smak pojedynku. Tymczasem młody aż musiał się cofnąć. Jego przeciwnik preferował raczej walkę z dołu - co prawda tłumaczyło to szybkie wypracowanie reakcji na jego atak ale zwieńczenie jej cięciem z góry, z tak dewastującą siłą, przekroczyło oczekiwania chłopaka. Zwiększył dystans, pozwolił przejść pierzastemu do ofensywy. Przyjął pierwszy cios.. potem finta! Nie dał się zmylić i przyjął następny atak z pewnością doświadczonego fechmistrza. Wziął miecz Bordowego na jedną rękę, uwalniając drugą do nagłego ruchu! Szybko i niespodziewanie niczym atak przyczajonego węża, przygrzmocił okutą w stal pięścią w hełm oponenta. Zadzwoniło, starszy przeciwnik aż się zatoczył, a część rycerzy na dziedzińcu z trudem opanowało ciche parsknięcia i wesołe uśmieszki. Wiedzieli, że młody ma parę w łapach, a atak wręcz, z lewej strony był czymś nowym. Musiał naprawdę przygotowywać się do tej walki. Pojedynek wrócił do poprzedniego układu. Niebieski wykonywał szybkie, niespodziewane ataki, robił sporo sztychem, z nagłymi, zwinnymi wypadami w przód. Bordowy parował i unikał niczym tancerz ale wszyscy wiedzieli, że zaczął się już męczyć. Może ubranie hełmu do tej walki nie było najlepszym pomysłem. Obecnie pewnie wdychał już więcej własnego oddechu niż powietrza, miał ograniczone pole widzenia, no i otworzył swojemu przeciwnikowi cios w głowę. Ale każdy wiedział, że Malakaiowi chodziło o tę cholerną harpię na czubku. Dumny symbol rodu.. mimo, że hełm należał do jego pradziadka.. a wokół całej tej historii krążyły niespecjalnie przydające mu chluby plotki... Ponoć adekwatnym było, żeby trofeum zostało wykonane ze skrzydeł i głowy wiedźmy własnoręcznie ubitej przez noszącego hełm rycerza.. jak więc mężczyzna mógł pozwolić sobie na noszenie hełmu przodka... Nie było czasu na dywagacje i rozmyślenia, pojedynek trwał w najlepsze, a co poniektórym prawie umknął ostatni ruch biało-błękitnego młodzieńca. Silnym ciosem w miecz wybił w górę zaciśnięte na rękojeści ramiona przeciwnika. Zręcznie uwolnił lewą rękę i ponownie uderzył z całą swoją krzepą, tym razem w tors Bordowego. W tej samej chwili, szybkim zygzakiem wyprowadził lewą nogę za przeciwnika, potykając go. Rycerz herbu Harpia zwalił się na ziemię. Szczęśliwie zachował dość siły, by natychmiastowo przetoczyć się w bok, na klęczki, i zdążyć jeszcze przyjąć na broń następny cios stali Niebieskiego. Młodzian wyprowadzał uderzenia jedno za drugim, z coraz większą siłą. Skulony na klęczkach przeciwnik mógł tylko parować cios za ciosem, coraz bardziej schodząc do parteru. Nagle Niebieski grzmotnął ostrzem z jeszcze większą siłą, sprawiając, że miecz Bordowego z głuchym brzękiem uderzył w ziemię. - Trzeba było nie podejmować wyzwania, skoro nawet nie zostałeś jeszcze mężczyzną.. a teraz rozłupię ci tę maszkarną papugę, na twoim pustym łbie.. bękarcie. - wycedził arogancko rozweselonym głosem tryumfujący, młody rycerz. - Ty gnoju! Z krzykiem, Bordowy zerwał się w rozpaczliwy skok ku dominującemu przeciwnikowi. Co uważniejsi obserwatorzy zauważyli, że już wcześniej przygotowywał nogi do tego ruchu. Prostując się jak sprężyna objął Niebieskiego w pasie, kompletnie wytrącając go z równowagi. Ten, wściekły jak nigdy, cofał rękę do następnego, ostatecznego pchnięcia. Parę osób krzyknęło, widząc na co się zanosi. Rycerze wyrżnęli o ziemię ze strasznym hałasem. Młody uchwycił wolną ręką klejnot na hełmie oponenta i upadając zdarł mu go z głowy. Niestety sam również mocno uderzył w grunt potylicą i łokciem z uzbrojonego ramienia, co lekko go zamroczyło i pozbawiło siły ciosu. Pochylający się nad nim, starszy przeciwnik złapał jego dłoń z mieczem we własną rękę, a teraz wyszarpywał oręż leżącego. - Słyszałeś Malakai?! Przy tobie przynajmniej jestem mężczyzną, a ty.. niegodnym.. dzieciuchem... Chłopak musiał uderzyć się za mocno, bo obelgi przeszły w bełkot i majaczenia. Nabuzowany emocjami, Bordowy rycerz uniósł miecz przeciwnika oburącz. Poddenerwowani i przestraszeni obserwatorzy zaczęli krzyczeć, wstrzymywać oddechy, część rzuciła się ku walczącym... Malakai z całej siły przyrżnął płazem broni w czoło i nos leżącego oponenta, skutecznie go ogłuszając. ◊ Malakai jest młodym duchem mężczyzną, powoli zbliżającym się do swej 30 wiosny. Pochodząc z niezwykle honorowego klanu rycerskiego Harpii z Wiltmarku, od maleńkości dorastał wśród najwyższych standardów etosu rycerskiego, nasiąkając legendami i podaniami bardzo szanowanej w przeszłości rodziny. Każdy pierworodny dziedzic klanu przysposabiany jest by już w młodym wieku chwycić za miecz i próbować dorównać chwalebnym przodkom wsławiając się męstwem, honorem oraz rozwagą, na których korona Wiltmarku mogła polegać od pokoleń. Jednym z tradycyjnych sposobów udowadniania swej wartości i dorosłości wśród dziedziców Harpii od stuleci była Próba Szponów i Kłów - rycerskie polowanie, podczas którego młodzian zapuszcza się w niedostępne górskie szczyty, wysoko postawione ruiny dawnych twierdz albo przestronne skalne kaniony, celem odnalezienia, a następnie zgładzenia prawdziwej, dzikiej harpii. To harpia jest mobilium zdobiącym herb klanu, a najznamienitsi spośród rodu, po pokonaniu wyjątkowo obmierzłych sztuk, kazali preparować ich głowy i skrzydła w miniaturowe trofea, stające się ozdobnym klejnotem na wierzchu hełmu. Obecny dziedzic i najmłodszy z rodu, również wyruszył na swoją wyprawę. Okryty pancerzem w barwach rodziny, jeszcze sprzed ich zmiany dwa pokolenia temu, niczym błędny rycerz z legend wziął z domu konia, giermka i począł rozbijać się po szlakach oraz górach Archolos. Wrócił dopiero pół roku później, w niezbyt fortunnych okolicznościach. Jego poszukiwania spełzły na niczym. Być może było to kwestią działalności jego ojca, babki, pradziadka i innych heroicznych członków rodziny.. ale miesiącami nie był w stanie odnaleźć żyjących harpii. A gdy wreszcie się to udało, wraz ze swym giermkiem, młodym Parcivalem, trafili do górskiego siedliska, będącego domem dla całej wspólnoty harpich siostrzyczek. Walczyli dość zażarcie, jednak niedoświadczony, rozleniwiony aroganckim stylem życia i dotychczas nieudolną tułaczką dał się poważnie zranić i wypchnąć ze skalnej półki na położoną w dole górską ścieżkę. Co prawda nie doznał trwałego okaleczenia, jednak jego towarzysz miał mniej szczęścia. Harpie dosłownie rozszarpały Parcivala, a jego zewłok zrzuciły wprost na pokonanego rycerza. Malakai uszedł z życiem tylko dlatego, że fruwające maszkary zadowoliły się zadanym mężczyznom cierpieniem, a na posiłek wybrały sobie ciepłą wątrobę i serce jego bojowego rumaka. Ośmieszony, bez wierzchowca, ani większości posiadanych dóbr oraz pośrednio odpowiedzialny za śmierć towarzysza, młodzieniec ledwo wrócił do miasta, bez dumy i bez honoru. Uprzednio Malakai był rozpieszczonym aroganckim młodzikiem. Szlachta i obywatele Górnego Miasta zapamiętali go jako nie znającego umiaru ani powściągliwości sympatyka trunków wszelakich oraz nie-przebierającego w towarzyszkach bawidamka, wielbiciela wiltmarckich ladacznic. Jakże zmienił się od czasu swej podróży. Od czasu gdy nie udało mu się dowieść męstwa w teście dorosłości spoważniał. Stał się stonowany, wstrzemięźliwy, prowadzi się bardzo godnie ale też żyje w ośmieszeniu. Ojciec Malakaia, Argus I Ponury, był znakomitym zbrojnym. Co prawda dziedziczenie było nieco bardziej skomplikowane w jego przypadku - pierworodną klanu Harpii była jego matka, babka Malakaia, dziadek chłopca pochodził z innej rodziny szlacheckiej. Nie przeszkodziło to jednak w kultywowaniu rodzinnej tradycji. Harpie bowiem, choć ekscentryczne, nigdy nie przejmowały się płcią dziedzica, a układ zawarty z władzami miasta i rodziną zięcia, przez wielce szanowanego wtedy ojca babki - Malakaia I, zapewnił kontynuację linii podle wytycznych przodków. Ostatecznie, z punktu widzenia rodu małżeństwo skończyło się jedynie zmianą barw rodu, z bordowo-czarnych, na bordowo-żółte. Dziadek Malakaia, zasłużył się względem Korony Wiltmarku zarówno za króla Borcha II, jak i Waymara I, co w połączeniu z wsławieniem się w walce przez samego Argusa sprawiło, iż krótko przed narodzinami syna, Sir Argus I herbu Harpia otrzymał z królewskiego nadania przez Borcha III wyłączne prawa do głównej winnicy w mieście. ◊◊ Wraz z narodzinami syna, Argus osiadł w mieście i począł zrywać z rycerską tradycją rodziny "na stare lata". Już sam fakt zainteresowania wykazywanego przez Malakaia względem zbrojnych i szlachetnych legend klanu, budził w nim niechęć. Mimo tego zawsze dawał swojej żonie wyperswadować sobie, że syn powinien mieć prawo podążać własną ścieżką. Po niechlubnym powrocie dziedzica, Argus jeszcze bardziej skupił się na interesach winnicy oraz usilnych próbach zwerbowania Malakaia do aktywnego udziału w jej działalności. Jednakże bez skutku. Syn nigdy za bardzo nie przepadał za winiarnią, a od kiedy Argus zaczął próbować pomóc mu znaleźć pocieszenie, nadać jego życiu innego sensu przekonując Malakaia do zerwania z wiernością archaicznej tradycji, mężczyzna zaczął wręcz nie cierpieć przybytku i najbardziej widziałby go sprzedać. Co więcej, usilne próby ojca sprawiają, że dziedzic jeszcze bardziej pragnie dowieść swojej sprawności. Zapewne impas trwałby w ten sam sposób aż do śmierci jednego lub drugiego ale sytuacja zmieniła się parę lat temu. Dożywając swoich 50 urodzin, matka Malakaia odeszła ze świata żywych we śnie. Dodatkowo zbiegło się to z jednym z najtrudniejszych okresów w działalności winiarni, od kiedy przejął ją ród Harpii. Przez konflikt z kościołem Innosa na tle winiarskich interesów, nazwa wraz z recepturą jednego z najprzedniejszych trunków - Ognia Innosa - musiały zostać oddane magom, wraz z pokaźnym odszkodowaniem. Zdruzgotany śmiercią żony, słysząc ile majątku przepadło i widząc jak już nadszarpnięta podbojami syna opinia rodziny pikuje w dół, Argus doznał wylewu. Od tego czasu jego zdrowie jest w opłakanym stanie, a przez zeszłe lata pogorszyło się do stopnia, w którym Argus nie wychodzi z domu i prawie nie opuszcza łóżka. Szlachta Wiltmarku plotkuje, że dni starego wiarusa są już policzone. Obecnie właścicielem oraz zarządcą winnicy jest ojciec. Na syna ma ona przejść dopiero gdy Argus odejdzie do Innosa. Z tego też powodu Malakai głównie nadzoruje prace, subtelnie udziela się w produkcji i pełni głównie funkcję reprezentacyjną, dopilnowując umów, pozbawiony całej decyzyjności. Teoretycznie. Teraz, gdy Argus jest schorowany i nie opuszcza domu, to Malakai zajmuje się prowadzeniem interesu. Z szacunku dla obojga rodziców, mężczyzna próbuje utrzymywać winiarnię powyżej opłacalności, rozdarty między rycerskim marzeniem, a powinnością względem biznesu. ◊◊◊ Ze względu na przykre doświadczenia, średnią opinię wśród szlachty oraz brak czasu wynikający z całkowitego pochłonięcia opieką nad ojcem, winnicą, polami winorośli, a także potrzebie rycerskiego treningu, Malakai pozostaje kawalerem. Ma dość przystojną twarz, ongiś rozpaloną zuchwałą iskrą Wiltmarckiego kochanka, dziś jednak zmęczoną i ponurą niczym oblicze ojca z jego walecznych lat. Nosi podgolone naokoło głowy blond włosy, z dłuższym wierzchem i grzywką opadającymi na lewą część czoła. Jest dobrze zbudowany, a przy tym zachowuje smukłą sylwetkę. Choć nikomu ich nie pokazywał, jego plecy i tors naznaczone są bliznami po starciu ze stadem harpii. Jako człowiek religijny, modli się regularnie, choć kościołowi Innosa za złe ma konflikt winiarski ze swym ojcem. Zniechęcenie to nie przeszkadza mu jednak okazjonalnie czytać skłaniających do refleksji ksiąg kapłanów i filozofów głównych nurtów kościoła ognia. Zazwyczaj spotkać można go w zwyczajowym, szlacheckim surducie, w barwach czerwieni i żółci, gdy pomyka między rodzinnym domem w Górnym Mieście, winnicą, czasem też gdy wybiera się doglądać pól z winoroślą pod miastem. Jest człowiekiem dobrze ułożonym, kulturalnym, skromnym, a w relacjach towarzyskich nieco płochliwym. Względnie kojarzy wstydliwe plotki, którymi lubią raczyć się co złośliwsi członkowie wyższych sfer miasta, w dodatku na głowie ciążą mu problemy z interesami winiarni i zdrowiem ojca. Nieszczególnie przepada też za popularnym wśród szlachty przezywaniem go "Harpią", a Argusa "Starą Harpią", jednak ma świadomość, że kiedyś było to bardzo chlubnym w Wiltmarku przydomkiem, a negatywnych walorów nabrało głównie za sprawą jego własnych czynów. Jego niespełniona Próba Szponów i Kłów jest dla niego bardzo drażliwym tematem, zwykle ucinającym wszystkie rozmowy. Naturalnie, ulubionym towarzystwem Malakaia jest rycerstwo i dwór królewski Wiltmarku. Zazwyczaj czuje się bardzo dobrze wśród swojej komraderii. Niestety, ostatnimi czasy jego pozycja wśród kompanów od miecza pogorszyła się znacznie. Liczne plotki i złośliwości opowiadane przez Wiltmarcką szlachtę zdołały przeniknąć także do kręgów rycerstwa, wytwarzając pewne napięcia i animozje względem klanu Harpii. Dodatkowo niektórzy wiążą Malakaia z odpowiedzialnością za śmierć jego giermka, Parcivala, a także z konfliktem z kościołem Innosa - jak wiadomo, problemy z magami ognia nie przydają popularności w wyższych sferach. Koniec końców, niejasnym zrządzeniem losu, wśród nielicznych rycerzy miasta pojawiły się pogłoski o legendarnym sposobie sprawdzania dojrzałości wśród dziedziców herbu Harpii. Najbardziej nieżyczliwi powiązali ze sobą przykre fakty i nazywają Malakaia "dzieciuchem", "niesprawdzonym" lub po prostu "niemęskim" by go sprowokować, tłumacząc jakoby ich zdaniem nie potwierdził, że stał się dorosłym mężczyzną, podle reguł własnej rodziny. Mężczyzna każdą zniewagę tej rangi podjął w pojedynku, a ze względu na swoją sprawność oraz wykorzystywanie plotek głównie przez młodzików, rycerzy mniej szanowanych, czy też takich, którzy lepiej radzą sobie mląc jęzorem niźli mieczem, do tej pory zdołał za każdym razem obronić własne imię i godność. Sytuacji nie poprawia jednak fakt, że Malakai straciwszy ekwipunek na swojej wyprawie obecnie korzysta z odkurzonego z domowej piwnicy ekwipunku pradziada, z krzykliwym hełmem bohatera włącznie. Szczęśliwie wpasował się idealnie w rozmiary przodka, aczkolwiek hełmowy klejnot ze spreparowanego trofeum zdawał się tylko potwierdzać i podjudzać wstydliwe plotki. Na swoją niekorzyść, mężczyzna coraz bardziej emocjonalnie znosi drwiny i ataki, czując, że z każdym dniem oddala się od rycerskiej wspólnoty. Z tego względu ostatni pojedynek jaki stoczył, był bardzo osobistym, a za razem brutalnym, co nie przydało mu popularności w oczach kolegów, choć okazało się niezwykle rozrywkowym dla królewskiego dworu i szlachty. Ostatecznie, za okaleczenie w niezbyt honorowej walce jednego z rycerskich pupili, Malakai znajduje się teraz poniekąd na liście "czarnych owiec" wśród zamkowego otoczenia. ◊◊◊◊
  11. ♦ "To ma być Sangre Unicorna? Ten sikacz?! Co ta stara harpia sobie wyobraża! Tak zepsuć ukochany trunek Wiltmarku?!" ♦♦ Ze stukotem grubego szkła, starszy mężczyzna odłożył butlę na stół. - I taki właśnie był koniec "Ognia Innosa". Teraz jedyne prawo do nazwy i receptury mają ci cholernicy w czerwonych togach... A my mamy zmieniony skład i "Łzy Smoka". Toż to śmieszne jest.. zbiory znowu były średnie, w dodatku nie jesteśmy, no nie jesteśmy synu w stanie osiągnąć tej samej jakości co nasi poprzednicy.. zostało nam jeno kilkanaście butel starej "Krwi Jednorożca", a nowe partie będą mogły niedługo śmiało stawać obok "Burgundowego Obłudnika", na stołach pospólstwa, jak tendencja się utrzyma... Eeech, boli mnie serce na samą myśl o tym, wiesz? - Wiem, ojcze. - Na pewno się nie napijesz? Ze staruszkiem, dla zdrowotności? - Nie, ojcze. I Tobie też już na dzisiaj wystarczy.. dla zdrowotności. ◊ Archolos! Wyspy archipelagu wschodniego słynące ze swych pięknych, słonecznych pól winorośli! A cóż zwykło się robić z zebranym winem..? No, wino.. oczywiście... Stara Winiarnia, czyli najstarsza i najbardziej prestiżowa winnica miejska w Wiltmark, ma długą historię. Grunt powiedzieć, że tłoczono w niej najbardziej prestiżowe i szanowane wino, znane w każdym zakątku świata, który słyszał o trunkach z Archolos. Zarówno ekskluzywna, wytrawna "Krew Jednorożca", jak i bardziej pospolity ale też wysoko ceniony "Burgundowy Obłudnik", o słodkiej, lekko wiśniowej nucie, to wina szeroko znane, od wieków popijane przez mieszkańców stolicy, doceniane również jako towar eksportowy. Ale czasy się zmieniają.. jakość wina też.. a razem z nimi losy wiltmarskiej winnicy. Zapisy dawnych mistrzów winiarstwa nie zachowały się w idealnym stanie. Utrzymywanie odpowiednich procesów fermentacyjnych, proporcji i technik uzyskiwania idealnego smaku były zazdrośnie strzeżoną tajemnicą. Gdy więc głowa rodziny zmarła przed przekazaniem tajników wiedzy, a zapiski stopniowo ginęły zalane winem, kradzione przez konkurencję, gubione przez niekompetentnych ludzi, spalone w pożarach, a potem zalane w powodzi, oferowany produkt fermentacji znacząco odbiegał od legendy, która też sama zmieniała smak z biegiem lat. Już poprzedni właściciel doświadczył pewnych problemów z utrzymaniem jakości trunków. Wpłynęło to niekorzystnie na interesy winnicy, a wraz z mijającymi latami na znaczny spadek jej prestiżu. Dodatkowo jego jedyny syn kompletnie odmawiał przejęcia rodzinnego biznesu, nad sprawy przyziemne wyżej ceniąc duchowe objawienie. Dobry ojciec oczywiście nie chciał powstrzymywać dziecka na obranej drodze, także wykazał się hojnym mecenatem podczas jego wstępowania na drogę nowicjatu. Gdzieś w tym wszystkim z winiarni, na rzecz kościoła Innosa zaginęła jedna z najważniejszych ksiąg wiltmarskiego mistrza winowarstwa. Miasto zawiedzione stanem swojej najcenniejszej winnicy parokrotnie próbowało reanimować jej działalność, jednak bez skutku. Można rzec, że najlepsze roczniki Sangre Unicorna zamknęły się jedynie w tych najdawniejszych butelkach. Ostatecznie, wraz ze śmiercią właściciela Stara Winiarnia przeszła na własność miasta i upadła. Chociaż istniały jeszcze szanse uratowania przybytku, władze Wiltmarku bardziej skłonne były niekontrolowanej grabieży najlepszych roczników z piwnic, raczej niż próbami reaktywacji i tak już odbiegającej od oryginału produkcji. ◊◊ Sytuacja zmieniła się dopiero po wielu latach, za króla Borcha III, który z wdzięczności za zasługi wojenne dwóch pokoleń wiltmarskiej rodziny rycerskiej oddał winnicę na własność ówczesnej głowie rodu. Bogaty, dumny i przedsiębiorczy mężczyzna, Argus I herbu Harpia, znany ze swego przydomka Ponury, nie próżnował. Od krótkiego czasu sam również został ojcem, postanowił więc przekształcić winiarnię w dobrze prosperujący interes, pomnażający bogactwa rodziny na przyszłe pokolenia. Pierwsze próby.. nie należały do udanych. Nie mniej upór, oddanie i powoli topniejące zaplecze finansowe pozwoliły rycerzowi odrestaurować winnicę, znaleźć parobków na pola winorośli, a wreszcie, z mijającymi sezonami, rozpocząć produkcję wcale niezgorszego wina. Winiarnia Rycerska rozpoczęła swoją pracę, wciąż jednak była w ogonku konkurencyjnych producentów. Do czasu... Nie wiadomo czy szczęściem, czy też łaską Innosa, Argus Ponury po paru latach działalności, kompletnym przypadkiem natrafił na ukryty dział piwnic. To w nich znalazł niezrabowane zapasy jakże słynnej ongiś "Krwi Jednorożca", a także księgi winowarskie, z pomocą których odtworzył obecnie najpopularniejsze wino Wiltmarku, "Burgundowego Obłudnika". Niestety, pomimo wielu lat prób i testów, mężczyźnie nie udało się odtworzyć legendarnej Sangre Unicorna, nie mniej osiągnął pewien poziom maestrii, pozwalający w miarę solidnie przypominać dawny smak. Nowa "Krew Jednorożca" może nie jest tak wybitną jak dawne roczniki, chociaż z mijającym czasem stała się coraz bardziej doceniana, aż wreszcie zagościła na stołach większości domów w Górnym Mieście. Gdy interes kręcił się już całkiem porządnie, a produkcja mogła przejść w większej mierze na zaufanych pracowników, dla nowego właściciela przyszedł moment na eksperymenty z wykorzystaniem niepełnych notatek dawnych mistrzów. Niedługo po tym powstało nowe arcydzieło. Niesamowicie wytrawnego smaku, rozgrzewający wermut, który smakował jak gdyby miał w sobie nadprzyrodzony płomień. Wspaniały trunek zyskał nie mniej znakomitą nazwę - "Ogień Innosa". I tak gdy Argus zaczynał się starzeć, a jego syn dorastać, wina Rycerskiej Winiarni odzyskały znaną z historii popularność, choć jak się wkrótce okazało, była to świetność bardzo krucha. Chociaż finanse rodziny wciąż utrzymywały się na poziomie stawiającym ich ponad stan, winnica pożarła swój trybut pieniędzy aby dotrzeć do ówcześnie funkcjonującego kształtu. Obroty z wina zaczęły powolutku zwracać poniesioną inwestycję. Ale właśnie wtedy dla klanu herbu Harpia miał nadejść ponury niczym przydomek właściciela los. Działo się to nie od razu i początkowo Argus nie spodziewał się problemów jakie na niego czyhają. Kłopoty zaczęły się od syna Argusa, Malakaia. Młodzian wybrał się na samozwańczą wyprawę rycerską, wzorem znanych mu z opowieści przodków, ojciec zaś nie szczędził pieniędzy na jego rynsztunek. Po wielomiesięcznej nieobecności powrócił ranny, ograbiony i bez towarzysza, który powierzył mężczyźnie własne życie, a ten nie zdołał go uratować. Zaledwie parę lat później, gdy ogień plotek nie zdołał jeszcze zgasnąć, w niejasnych okolicznościach, we śnie zmarła małżonka rycerskiego winowara. A gdyby problemów i stresu wynikających z sytuacji rodzinnej było mało, na winnicę spadł najcięższy cios. Z pewnego odległego klasztoru na południowych krańcach Archolos, o długiej winowarskiej tradycji, do władz Wiltmarku wpłynęło zażalenie. Otóż majestat kościoła Innosa domagał się przywrócenia swych odwiecznych praw, zaprzestania bluźnierstwa względem bogów, a także spłaty olbrzymich strat z tytułu nadużycia wcześniej wspominanych, wyłącznych praw klasztoru. Jak się okazało, winowajcą krzywd kościoła była właśnie Winiarnia Rycerska. Na podstawie zapisków i receptur posiadanych w klasztornej księdze winowarstwa oraz oczywistego powiązania z kultem Innosa, magowie ognia domagali się wyłącznych praw do produkcji, wraz z dystrybucją "Ognia Innosa". Być może oskarżenie potraktowane było by jak fraszka, przez obecnie urzędującą regentkę, gdyby nie fakt, że goszczący w mieście wysłannik z południowych winnic kościoła powołał się na księgę przechowywaną przez gildię lokalnie. I rzeczywiście, receptury petentów bazowane były na pradawnych odpisach sporządzonych w skryptorium kościelnej biblioteki, właśnie w Wiltmarku, gdzie całe pokolenia temu wraz z trybutami wnoszonymi przez nowicjuszy, na zakurzonych półkach wylądowała księga zawierająca wiltmarckie tajniki fermentacji. Całość procedowania przeciw zagubionemu Argusowi odbyła się błyskawicznie, następnie mężczyzna był zmuszony nie tylko pozwolić nowicjuszom opróżnić znamienitą część zasobów winiarni ale również słono zapłacić za "straty" poniesione przez "cały zakon". ◊◊◊ Po ciosach, które otrzymała winnica, budżet działalności zapadł się, a to odbiło się na klasie oferowanych win. "Burgundowy Obłudnik" słabł z roku na rok. Argus zdawał się rozumieć problem, więc adekwatnie obniżał też cenę, aż w końcu "Burgundowy Obłudnik" z racji przystępności oraz nieco lepszego niż najgorsze wina w mieście smaku stał się najpopularniejszym trunkiem winiarni, teraz już codziennie widywanym na ulicach Dolnego Miasta. Nowa "Krew Jednorożca" co prawda utrzymywała cenę jednak jakościowo również nie radziła sobie najlepiej, przez co obecnie powoli odchodzi ze szlacheckich stołów. "Ogień Innosa" w całości zniknął z winiarskiego przybytku. Co najgorsze stres, strata małżonki, straty pieniężne i na dobrym imieniu rodziny odcisnęły się takim piętnem na poczciwym właścicielu, że dostał on wylewu, który przypłacił ciężką hospitalizacją w domowym łożu. Od tego czasu jego zdrowie jest w opłakanym stanie, a przez lata pogorszyło się do stopnia, w którym Argus nie wychodzi z domu i prawie nie opuszcza łóżka. Szlachta Wiltmarku plotkuje, że dni starego wiarusa są już policzone, a dawni sympatycy przezywają go dzisiaj "starą Harpią", która "zniszczyła najlepszy trunek Wiltmarku". Obecnie "Burgundowy Obłudnik" jest jedyną nadzieją i realnym zarobkiem winiarni. Ze względu na niską cenę jest bowiem, za razem, chętnie kupowanym, chętnie przezywanym też przez wyższe sfery jako "harpia jucha". Jakiś czas temu winnica wprowadziła co prawda "Łzy Smoka" będące próbą innego podejścia do dawnego opus magnum Argusa, jednak nieżyczliwi wprost nazywają ją "średniej klasy podróbą Ognia Innosa" albo "wytrawną harpią juchą". Ze względu na stan zdrowia właściciela, prowadzenie interesu leży teraz na barkach syna, który nie ma do winnicy takiego serca jakim darzył ją ojciec. Co prawda Malakai pełni raczej funkcję reprezentacyjną, doglądając prac w budynku i na polach winorośli oraz dobijając interesów z przybytkami pragnącymi zaopatrzyć się w wina "ze Starej Winiarni" ale musi mierzyć się z nowymi problemami winiarni. Jedną z największych takich trudności okazał się tak zwany "Zew Undabaru", tani bimber znajdujący drogę do karczm, tawern i pijalni Wiltmarku cokolwiek podejrzanymi sposobami. Utrzymujący wypłacalność winnicy "Burgundowy Obłudnik" zaczął przegrywać w popularności z niezwykle niskiej ceny, zręcznie omijającym podatki samogonem. W dobie zagrożenia interesów Malakaiowi zdarza się podarować butelkę lub dwie ze starych partii, celem poprawienia relacji z kluczowymi personami w mieście, jak i właścicielami wahających się nad przyjmowaniem bimbru przybytków. Najpewniej stan tego biznesowego impasu oraz niskiego zaangażowania syna utrzymywał będzie się tylko do czasu, aż Argus I Ponury herbu Harpia nie wyzionie ducha w swoim łóżku. Wtedy pełne prawa własności, wraz z decyzyjnością przejdą na dziedzica klanu, który jak plotkują wiltmarczycy "zapewne z biznesem poradzi sobie gorzej niż poprzedzający Harpie właściciel". ◊◊◊◊
  12. Slaani

    Spis sugestii oraz problemów

    Gryzie się z możliwością włamywania i kradzieży. Raczej drzwi na klucz powinny być. Udokumentowanie akcji RP z włamywania do drzwi czyjegoś domostwa mogło by dać złodziejowi duplikat klucza drogą obsługi administracyjnej. Albo po prostu drzwi bez kluczy, za to ostro reagująca na domokrążców straż. Potencjalnie każdy jeden nieproszony gość powinien być traktowany jak włamywacz który wyłamał zamek. +1 dla drogowskazów. Też bym chętnie widział w tle radośnie gaworzących NPCów, jednak z nimi jest taki problem, że gdzieś się potem muszą podziać w nocy itd. Okradanie graczy jedynie za ich zgodą jest raczej intencjonalnym. Wątpię, żeby to zmieniali. To też zachęca mechaniczne buły do DMa. A tak jak z innych graczy nie ma ani expów, ani przedmiotów, to nie opłaca się ich bić, poza zwykłym griefingiem. Admini dawali już wielokrotnie znać, na różnych kanałach komunikacyjnych, że fabuły jest zaplanowane dużo. Nawet questy ponoć są juź na forum napisane, tylko tymczasowo są schowane, żeby nie robić bałaganu dopóki gracze nie oswoją się z serwerem. Nie martwił bym się tym aspektem.
  13. Slaani

    Popijemy, zobaczymy.

    Wypicie zbyt dużej ilości alkoholu mogło by kończyć się również rzuceniem na postać efektu zaklęcia "Sen", oczywiście bez wizualnej otoczki czaru, sama animacja i wyłączenie z gry.
  14. Slaani

    Gwardziści NPC

    Myślałem o tym, że strażnik NPC nie tylko zabija bestię ale również "neutralizuje" delikwenta który rzeczone stworzenie ściągnął do miasta.
  15. Slaani

    Nie tylko błędy i zażalenia...

    Propsuję "papier + narzędzie do pisania". W ostateczności mógłby to być zwykły węgiel (rysik). Można by ograniczyć uprawnienia do zrywania ogłoszeń do autora ogłoszenia, Mistrzów Gry, zarządcy tablicy i straży miejskiej..?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...