Skocz do zawartości

ZFartem

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1 Neutralny

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

435 wyświetleń profilu
  1. Trelis... Forteca będąca cienką linią między bogatym w lasy, łąki, jeziora - Królestwem Myrtany, a południową wielką pustynią zwana Varantem- Królestwem Assasynów. Ja Asim Fadl Ulllach mieszkam na tej ogarniętej ciągłymi wojnami granicy. Nieprzejmujący się zbytnio dziejącym wokół chaosem... Myślący tylko jaką by tu ciekawą miksturę uwarzyć. Zawsze marzyłem, aby zostać alchemikiem. Tworzyć potężne wywary i ratować ludzi. Nie oczekiwałem jednak, że stanie się to tak szybko... Jak to właśnie miałem zwyczaju wracałem z Trelis trzymając w dłoni koszyk z chlebem, mlekiem, ziołami i kilkoma przyprawami, które kupiłem na miejscowym targu. Po drodze sprawdzałem każdą dziurę jaką się tylko dało, dotykałem każdego krzewu, drzewa czy też kamieni. Przechodząc obok stromej góry zarośniętej bluszczem usłyszałem głośny trzask dobiegający z gęsto rosnących chaszczy. Jedyne o czym myślał mój młody mózg to sprawdzić co to było nie martwiąc się o konsekwencje. Jak się później okazało to było najlepsze co mogłem zrobić w tamtej sytuacji... Wchodząc między gąszcz zobaczyłem ukrytą jaskinie, w której światło palonego ogniska rzucało cień zgarbionego mężczyzny na szorstką ścianę kopalni. Jakże by inaczej ciekawość wzięła górę nad rozumem i wszedłem głębiej, trzymając się blisko ściany. Nie zdążyłem się nawet wychylić, gdy usłyszałem stary, cichy głos: - Witaj Asim... Podejdź bliżej, robię coś, co na pewno cię zainteresuje - uśmiechnął się serdecznie. Młody ja sparaliżowany ze strachu, stałem wryty w ścianę, mając ciągle nadzieje, że starzec mnie nie usłyszał. - Chodź. Nie bój się - powiedział starzec - Wiem, że tam jesteś. Wiedząc, że nie mam szans, wyjrzałem i zobaczyłem jego laboratorium. Była to wielka grota, na środku której ulokowane było ognisko malujące na ścianach przeróżne obrazy w postaci cieni. Na krańcu pokoju było umieszczone bogato zdobione łóżko z baldachimem, a obok niego półki na których leżały mikstury, rośliny i dziwne dzbanki z galaretowatym czymś w środku. Nad paleniskiem na dwóch podporach wisiał duży, czarny kocioł w którym gotował się dziwnie pachnący wywar. Starzec siedział na mosiężnym krześle przed dużym, drewniany stanowiskiem alchemicznym. Przesunął on mniejsze krzesło do siebie nie odwracając wzroku od stołu oraz gestem zaprosił mnie do spoczęcia na nim. Nie wiem czemu, ale podszedłem i usiadłem na owym krześle. Wtedy dopiero zobaczyłem jego twarz - pełną zmarszczek i blizn. Najstraszniejsze jednak nie były skazy na jego obliczu tylko jego białe jak mleko oczy, które przenikały wszystko na co spojrzały. Jego ruchy były bardzo powolne, ale za to dokładne i precyzyjne. Nosił on znoszoną, czerwono-czarną szatę, blednącą w obliczu lat jej użytku. -Jestem Baszar... - uśmiechnął się - Zwróciła moją uwagę twoja ciekawość wobec alchemii. Co sprawia, że chcesz to robić? Zupełnie zaskoczony tym pytaniem wstałem i nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. -Skąd t- ty... - Wyjąknąłem. -Nieistotne jest skąd ja to wiem. Istotne jest co ty odpowiesz. - ton starca spoważniał - Ch-chiałbym ratować ludzi. Leczyć ich rany i choroby. Czuję, że jestem do tego powołany. Że jest to moje przeznaczenie... -Przeznaczenie powiadasz... Może tak być... Może tak być... - dziadyga pogładził się po podbródku, po czym stwierdził- Słuchaj no, moje dziecko, mam ci coś do powiedzenia... Zza pazuchy wyciąga figurkę po czym stawia ją na stole. Przedstawia ona postać ze skrzyżowanymi mieczami oraz czaszką o kłach rozłożonych w różne strony. - Wiesz kto to jest? - zapytał Baszar. Asim poprzyglądał sie chwile figurce, lecz po chwili pokręcił głowa przecząco. - To jest Beliar... Bóg, dzięki któremu śpię na takim łóżku – wskazał na wygodnie wyglądające łóżko i uśmiechnął się rozbawiony – To dzięki niemu posiadłem wiedzę na temat alchemii. To on prowadził moje działania w trakcie eksperymentów i to dzięki niemu wykonałem wiele najznamienitszych mikstur. Bywa surowy, jednak docenia poświęcenie jakie mu okażesz. - Spojrzał na swoje kościste ręce i uśmiechnął się- Rozsiądź się wygodnie Asimie... Czeka nas długa rozmowa. I w taki sposób mały Asim poznał historię trzech Bogów, a także przygody samego Baszara Mijały lata... Asim z każdym rokiem stawał się coraz lepszym rzemieślnikiem. Starał się najmocniej jak mógł. Nigdy się nie spóźniał, był obowiązkowy, a z każdej krytyki wyciągał wnioski. Gdy Asim ukończył 24 lata, Baszar stwierdził, że niczego więcej już nie może nauczyć chłopaka. Niedługo po tym odszedł z tego świata w swoim ulubionym łożu z uśmiechem na ustach, jakby mówiąc: „Powodzenia synu. Niech Beliar ma cię w swojej opiece.” Młodzieniec, zgodnie z ostatnią wolą zmarłego, przeniósł ciało na pustynie i tam pochował wraz z figurką Boga zniszczenia, którą pokazał na ich pierwszym spotkaniu. Asim zapalił świece na grobie i powiedział: - Żegnaj mistrzu... - powiedział klęcząc przed grobem Baszara – To był zaszczyt być twoim uczniem... Niech Beliar ci to wynagrodzi... Kilka godzin później była już noc. Na dworze szalała burza na niebie co chwila widać było błyskawice. Asim spał w łóżku niespokojnie... Na czole widać było pot, a jego grymas twarzy wskazywał na to, że odczuwał straszliwy ból. Alchemik miał wizję... Wizje czterech ludzi spotkanych przypadkowo, ale odczuwających między sobą więź... Może przeznaczenie? Następnie stał się ptakiem... Leciał wysoko widząc z góry całą wyspę... Nagle huk grzmotu obudził rzemieślnika... Wstał powoli z łóżka po czym złapał się za głowę. W życiu żaden sen nie zapisał mu się w pamięci jak ten. Zapalił świece oraz rozpalił w kominku, wyjął wszystkie księgi i zaczął je przeglądać w poszukiwaniu opisu wyspy pasującej to tej z wizji. Pamiętał Wielkie miasto zbudowane w dolinie pośród gór, a wokół winiarnie... Mnóstwo winiarni. Szukał każdej informacji o takowej wyspie, nawet burza ucichła zaciekawiana. Przewertował już każdą książkę poza jedną... W kącie leżała stara zakurzona książka. Asim zgarnął kurz z niej po czym przeczytał tytuł: „Archipelag wschodni: Ziemie miodem i winem płynące”. Szybko otworzył książkę i od razu znalazł to czego szukał: - Archipelag wschodni... Archolos... Natychmiast zaczął pakować najpotrzebniejsze narzędzia alchemiczne i prowiant. Stanął u progu drzwi wziął głęboki wdech i wyruszył w stronę najbliższego miasta portowego...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...