Skocz do zawartości

ullashong

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    13
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

38 Neutralny

Ostatnie wizyty

307 wyświetleń profilu
  1. ullashong

    No dzień dobry

    Miłego dnia
  2. ullashong

    Zil Alramal

    Postać martwa.
  3. ullashong

    Zil Alramal

    Kiedyś byłem zwykłym dzieckiem z rodziną i domem. Mój ojciec był prostym kupcem matka zaś zajmowała się domostwem. Mieszkałem w wiosce niedaleko Bragi. Żyłem sielankowym życiem aż do pewnego wydarzenia. W 797 r. nastąpiła inwazja Myrtańczyków na Warant. Armia króla Rhobara II zaatakowała mieszkańców pustyni. Nasza wieś była pierwszą ofiarą tej wojny. Byłem wtedy w wieku dziesięć lat. Dzień, w którym nastąpił atak zaczął się całkiem niewinnie. Ot proste obowiązki domowe i nauka. Niestety mrok nocy przyniósł ze sobą niewiadomą zagładę. Na początku było cicho. Siedziałem i ogrzewałem się przy piecu. Matka zamiatała pokój od ciągle wlatującego do domu kurzu, ojciec zaś gdzieś wyszedł... Nie interesowało mnie to w tamtym czasie. Nagle dało się usłyszeć hałas i harmider gdzieś z okolicy północnej części wioski. Nie długo po tym w drzwiach pojawił się Rabih – przyjaciel rodziny. Miał ranę na ramieniu, której kurczowo się trzymał. Na ciele widoczne też były rosnące, ciemne, czerwone plamy, a jego twarz była cała brudna, przepocona i w grudach piachu. Wyglądało to tak, jakby upadł zanim tutaj przybył. Zadyszany w końcu wykrzyknął: „Fatima! Ahmad! Uciekajcie stąd! To... Żołnierze... Myrtany!”. Każde słowo wypowiadał już z trudem. Matka chciała jeszcze o coś spytać, jednak Rabih tylko głucho zaprzeczył ruchem głowy. Złapała mnie stanowczo za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. W drzwiach minęliśmy opierającego się o framugę rannego druha. Ten czując moje spojrzenie zwrócił swój wzrok w moją stronę i przelotnie się uśmiechnął, jakby mówiąc: „Nic mi nie będzie. Biegnij młody” Wybiegliśmy z domu i zastaliśmy widok grozy i zniszczenia. Pola wokół płonęły. Siłą wyciągano ludzi z domostw... Tych zaś, którzy próbowali walczyć zabijano na miejscu. Wszędzie słychać było krzyki i lamenty... gdzie nie gdzie pojawiały się także odgłosy walki... Biegliśmy ile sił w nogach. W pewnym momencie zaczęliśmy słyszeć świsty szybujące tuż nad naszymi ramionami. Usłyszałem jakieś przekleństwa gdzieś w oddali, jednak nie zatrzymywaliśmy się... Poleciała druga i trzecia strzała. Ostatnia zakończyła się głuchym dźwiękiem. W tym momencie też moja rodzicielka upadła... Obróciłem się zobaczyć co się stało, jednak ta tylko krzyknęła: „Biegnij Ahmad, biegnij”. Biegłem... Strach dodawał mi sił... Nie wiem czemu nie słyszałem kolejnych dźwięków, jednak nie myślałem, wtedy o tym... Tylko biegłem wprost na środek pustyni. Nie wiem ile dokładnie trwała moja tułaczka po pustyni. Ciągłe pragnienie, głód i ból, zadawany przez promienie słoneczne całkowicie przyćmiły mój umysł. Krok za krokiem... krok za krokiem... Nie myślałem gdzie idę... Nie wiedziałem co robię... Nie zastanawiałem się co się ze mną stanie. Po prostu parłem na przód potykając się co chwilę. Beliarowi jedynemu jestem wdzięczny za moje przetrwanie... To on zsyłał na mnie deszcz w najtrudniejszych chwilach... To on dał mi siłę do dalszego marszu... To on sprowadził na mnie ratunek... Na widok kształtu człowieka ukazującego się na horyzoncie upadłem wyczerpany. Obudziłem się w ciemnej i ziemnej komnacie na prostym sienniku. Obok mnie siedział człowiek z zakrytą twarzą i odezwał się spokojnie: -Witaj Zil Alramal.- odezwał się nieznajomy – Ćśśś... Odpoczywaj. Jesteś teraz w Aistijar. Wiem skąd pochodzisz, jednak odtąd jest to nieważne... Ważne jest to, że Beliar dał ci przeżyć, a więc ma dla ciebie jakiś cel... Tutaj nauczysz się jak być doskonałym narzędziem dla naszego Boga i narodu. Od tego momentu moje życie zmieniło się nie do poznania. Rygorystyczna nauka, trening oraz dyscyplina to wszystko co robiłem w ciągu dnia. Wszystko to, aby stać się godnym wyznawcą Mrocznego Boga. Codziennie budziłem się wczesnym rankiem na szkolenia z krycia i skradania się. W południe ćwiczyłem walkę mieczem, od razu po tym zaś były ćwiczenia ze strzelania z łuku... to wszystko musiałem robić w czasie, gdy upał najbardziej doskwiera. Po kilku godzinach odbywały się lekcje z geografii oraz dyplomacji. Nauczyciele zawsze powtarzali, że informacje są groźniejszą bronią niż ostrze. Po tym następowały modły do Beliara i czas odpoczynku. Nie było już śladu z Ahmada... teraz nazywam się Zil Alramal. Po sześciu latach treningu wypuszczano uczniów na okres próbny do bardziej doświadczonych infiltratorów. Zostawali pod ich skrzydłami tak długo,aż mistrz uzna, że są już gotowi do samodzielnego działania. Jeśli jednak uznano, że taki uczeń nie nadaje się w szeregi infiltratorów to pozbywano się takich ludzi. Tak właśnie przedstawia się moja dotychczasowa historia...to będzie już dwudziesty rok mojego życia i wyruszam na swoją pierwszą misję. Na wyspę Archolos...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...