Skocz do zawartości

Tales

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

22 Neutralny

Ostatnie wizyty

358 wyświetleń profilu
  1. Jest mi niezmiernie przykro pisząc pierwszą skargę na serwer, który uznawałem dotychczas za wyjątkowy pod wieloma kątami. Cieszyłem się myśląc, że powstał twór na jaki oczekiwałem wiele lat na wszelakich serwerach GMP i G2O. Ze względu na zaistniałą sytuację MG podczas mojego procesu sądowego, który odbył się dziś od godzinie 18:20, jestem zmuszony odejść i zamknąć kasyno. Poszedłem na niego wiedząc, że specjalnie odegrana postać sędziego, będzie całkowicie obiektywną i znającą podstawy prawa odegraną postacią. Wszyscy wiemy, że podburzyłem ludzi do strajku. Wszyscy też możemy się domyślać dlaczego? IC było to z czysto partykularnych powodów. Dochody kasyna spadały, co połączyło moją postać ze mną, gdyż i Tales i ja osobiście martwimy się sytuacją gospodarki. Gdy ów dowiedział się jakie są ceny wypytując niektóre osoby uznał, że nikogo nie stać na kasyno przez niską płacę i w oburzeniu podburzył ludzi. Wiemy to. Jednak IC nikt nie nie miał jak mi tego udowadniać tak, jak dziś zostało to zrobione. Postać sędziego zarzucała mi kłamstwo, proces oskarżenia oparto o jedno zeznanie. Straż, chociaż nie wiedziała że to ja i powinna traktować mnie tak, jakbym był zwykłym obywatelem w myśl zasady "praesumptio boni viri", która w czasach bliskich Gothicowi funkcjonowała w sądach. Postać sędziego odegrano nie patrząc na wszelkie zasady prawne udając niemrawo instytucję sądu, o którą prosiłem kapitana straży wiedząc, że nie można mi udowodnić winy i oczekując profesjonalizmu, którego na innych serwerach nie było. Mimo to, przypomnę, nie wiedząc czy to prawda straż uznała, że warto pobić człowieka z celi obok, by zeznawał przeciw mnie. Jednak ten wykrzyczał co innego na sali i potwierdził mi to na /pm. Powodem takiego działania może być tylko jedno. Chęć wymuszonego udowodnienia winy przez osoby, które IC nie znają mnie. Proszę o cofnięcie akcji, ukaranie członka ekipy, który dopuścił się tego zajścia wbrew brakom podstaw w RP. Post Scriptum: Sędzia powiedział IC, że większość strajku wskazała mnie. Gdy zapytałem OOC czy ich wyłapali, to powiedział, że się nie dowiem, a wszyscy wiemy, że nie, bo połowa się rozeszła, a drugą rozgonili mieczami.
  2. Tales

    ✅ NOMADA

    Moim zdaniem organizacja przestępcza powinna wymagać więcej, niż dwójki chcących zarobić koleżków. Na razie mogą grać nieoficjalnych bandytów, a jak IC zorganizują z siebie prawdziwą grupę to wtedy jak najbardziej. Tym bardziej, że aplikacje po starcie serwera miały lecieć bez żadnych bonusów, to też powinni też odegrać jak przejęli tę arenę ze wszystkimi tego konsekwencjami oraz pokazać jak im idzie prowadzenie nielegalnych walk. Podanie dobre, w moim odczuciu.
  3. Tales

    Tales

    W stolicy Myrtany przyszedł na świat chłopiec, który dorastał w domu wysoko postawionego urzędnika. Niczego mu w życiu nie brakowało, jednak on zawsze miał za mało. Otrzymał edukację, pieniądze, zainteresowanie ze strony matki, a także szerokie grono przyjaciół, które zjednywał sobie giętkim językiem. Krasomówcze zdolności odziedziczył po ojcu, zupełnie jak swoją życiową dewizę: "Światem rządzi złoto, a zwłaszcza w dobrych rękach.", którą trzymał w sercu od wczesnego dzieciństwa. Prowadził hedonistyczny tryb życia, co jednak nigdy mu nie przeszkadzało. Wbrew stereotypowi "rozpieszczonej latorośli" potrafił uszanować pracę oraz dorobek ludzi, którzy uczciwie go zdobyli, chociaż sam dawno porzucił te drogę. Mając blisko osiemnastu wiosen uznał, że urzędnicza pensja to dla niego za mało, a i w polityce nie widział prawdziwych dochodów. Ciemna gwiazda nad jego bytem roztoczyła się, gdy poznał kościanego pokera. Prędko uznał, że to genialne! Już wtedy pracował nad swoją nową zabawką, ruletką. "Losem człowieka jest wola, jaką nadali mu najwyżsi."- mawiał. Jednakże ojciec, mniej zapatrzony w filozofię oraz religię, a bardziej w dobry trunek i papierkową robotę nie podzielił tego zdania, gdy pewnego wieczoru zwrócił się do niego syn. - Tato. - Synu. - Doszedłem do wielkiego odkrycia. Wyobraź sobie.. - Ty nic tylko z głową w chmurach, jak zwykle. - odparł przechylając kieliszek mocnego trunku. - Trzeba myśleć przyszłościowe ojcze. Spójrz. Zwą to kośćmi. - Widzę, że anatomii ci jeszcze dobrze nie wpoili. - Bogowie w tym tu rządzą. Tak to widzę i czuję. - kontynuował z ekscytacją w głosie. - Bogowie to jedno, a hazard co innego. Łut szczęścia, ot co. No nic, czego mnie tym głowę zawracasz? - To może być przełom. Gdybyś mógł mi pomóc zainwestować to zyski będą niebagatelne! Ojciec mu nawet nie odpowiedział swoim apodyktycznym tonem, lecz zbył nawet bardziej, niż inne jego przemyślenia. Tales zabrał kostki i odszedł, jednak zamiar go nie opuścił. Grał jak najęty, a szczęście się go trzymała. Uzyskał niemałą sumę i dziękował trójcy bogów za ich łaskawość, aż przyszła zła passa. Wtedy też poczynił się do niemałego oszustwa, którym kantował okolicznych kupców, dając im nadzieję na wygraną. Tak dorobił się pieniędzy na pierwsze kasyno w Vengardzie. Opuścił rodzinę rok później, a słuch po nim wśród krewnych zaginął. "Rodzina nie jest niczym innym, jak wymuszoną relacją społeczną bez żadnych racjonalnych podstaw."- mawiał, po czym pytał znajomych: "Myślisz, że zaprzyjaźniłbyś się ze swym wujem albo ciotką, gdybyś ich spotkał na bazarze? Dokładnie.". Może miał w tym jakąś rację, może nie. Jednak sam w sobie nabrał takiego przekonania, co jak się potem okazało wspomogło jego wyrachowanie. Nieraz ludzie przepuszczali u niego majątek, zastawiając stodoły i inne cuda. On jednak uważał to za boską ingerencję i tak sobie tłumacząc, szedł przez świat. Gdy dorósł lat dwudziestu był już dobrze ustawionym mężczyzną. Jednak wciąż było mu za mało. Rozkochany w rozpuście, narkotykach, hazardzie ćmił kolejne fajki, zajadał kolejną szynkę i popijał kolejne kieliszki wina w doborowym towarzystwie, aż uznał że wejdzie w kolejny interesy. Zamtuzy oraz bagienne ziele. W tym celu poznał parę osób, które skontaktowały go z okolicznym półświatkiem. Ten fragment swego życia wolałby wymazać z pamięci. Doszło do sprzeczki interesów niemałego kalibru, bowiem Tales przespał się z synem jednego z hersztów. Musiał uciekać. Wziął złota ile uniósł i ruszył do Varantu, lecz cholerni bandyci nie dawali mu spokoju. Spędził parę miesięcy na pustyni zaciskając pasa. Poznał wtedy głód, ciężką pracę i polowe warunki. Poza gorącem doskwierał mu brzuszek, zła kondycja oraz braki w tytoniu. Otrząsnął się dość późno, ledwie a zaraz znaleźli go zabójcy owego herszta. Musiał znów uciekać, aż na Khorinis, gdzie kolejne miesiące spędził rozkręcając kościany interes wśród wyspiarzy. Jakże musiał być zaparty ten, co o spółkowaniu syna się dowiedział. Teraz, strwożony wizją śmierci Tales, w głowę zachodził, jak ludzie mogą być tacy nietolerancyjni. Sam był biseksualistą. W końcu uznał, że została mu ostatnia szansa. Najodleglejsza kraina, Archolos. Wypłynął na marnej łajbie z Khorinis, nikomu nie zdradzając swoich zamiarów. Ubrany jak biedny imigrant zarobkowy, co garść złota widział tylko w cudzej dłoni. Tak dotarł do Wiltmarku, a jego dalsze losy pozostały nieznane, nawet mściwemu prześladowcy.
  4. Tales

    Larissa Milania

    Bardzo mi się podoba. Pod względem językowym nie mam nic do zarzucenia. Przemyślana oraz przyjemna w odbiorze, a do tego treściwa. Dobrze oddaje charakter bohaterki, który wzbudził moją ciekawość, co do dalszej historii.
  5. Powiedzieć, że to dobre to jakby nic nie powiedzieć.
  6. Tales

    Marta

    Dziewczyna urodziła się w środkowej Myrtanie, w skromnej wiosce, wśród ludzi bez wygórowanych oczekiwać. Gdzie pochodzenie nie grało roli, bo każdy był równie nisko urodzony. W małej chatce, na skraju wsi, rozległy się krzyki dopiero co urodzonego dziecka, które mogłyby zwiastować radość, cieszenie się nowym członkiem rodziny. Jednak nie tym razem. Malwina, mama Martusi, zmarła podczas porodu. Był to wyjątkowy cios dla jej ojca, Zenona. Grabarza, który własnymi rękami musiał oddać swą małżonkę ziemi. Na tej opuszczonej przez bogów prowincji Marta nie miała łatwego życia. Wieść o tym, że Malwina nie przetrwała porodu rozeszła się, rzecz jasna, jak to bywa w takich miejscach. Dla wielu było to powodem, żeby patrzeć na nią spode łba. Przez całe dzieciństwo nie spotkała się z szacunkiem ze strony rówieśników, ani społeczności. Nawet w domu nie czuła się dobrze z ojcem, który popadał w coraz większe pijaństwo, co doprowadziło ich do zapaści finansowej. Chcąc zmienić swój los udała się wraz z przypadkowym woźnicą, miłym człowiekiem spotkanym na trakcie, do pewnego miasta, którego nazwa nie wybrzmi w tej opowieści. Tak uciekła z domu, mając zaledwie szesnaście lat. Dotarłszy do miasta, pierwszy raz w swoim życiu, odczuwała zachwyt. Zeskoczyła z wozu i udała się do kilku prosperujących karczm, jednakże nie potrzebowano w nich żadnej dodatkowej pracownicy. Tak, gdy infantylne plany młodej, lekkomyślnej dziewczyny zawiodły, nastała noc. A ona nadal była w tym mieście, nadal ze skromną torbą przewieszoną przez ramię, nadal w skromnych ubraniach, które komicznie wręcz kontrastowały z najpodlejszą szatą ubogiego garncarza. Marta zatrzymała się na ławie, w południowej części miasta. Przyglądała się ludziom nocy, takim którzy dawali po sobie poznać, że dopiero zaczynają.. Aż jeden z takich ją przyuważył. I pewnie, bo jak inaczej podejść do takiej biednej osoby, podszedł i rzekł: "Co taka piękna panna robi o tej porze?" Pytanie niby retoryczne, a jednak nie. Zależy od strony, która z jednej zobaczyła dziwkę, a z drugiej cierpiącego mężczyznę. Obie perspektywy równie błędne, co prawdziwe. Marta poszła z mężczyzną, który obiecał jej cieplejsze łóżko od drewnianej ławy. Była również głodna, bo żal jej było odbierać resztki jedzenia z domu staczającego się ojca. Następne miesiące minęły względnie szybko. Świętowała siedemnaste urodziny z przyjaciółką, Laylą. Był to też dzień w którym zdradziła jej dlaczego mieszka sama. Że jakoby nie posiada żadnego pochodzenia, a piękna izba w mieście nie wzięła się znikąd. "Puszczam się."- powiedziała z wyraźnym przyjęciem na twarzy, a później historia sama się opowiedziała. Layla znała Martę na tyle dobrze, by potrafić ją czuć. Wiedziała też czego jej brakuję. Potrafiła jej to dać. Dlatego w jej siedemnaste urodziny przestały się przyjaźnić. Pokochały się, a Layla spędzała z nią noce, bo chciała być przy niej. Prawdą jest, że Marta pośród swoich wszystkich bóli i zawiłości losu mogła poszczycić się urodą, która była wyjątkowa. Wyjątkowy błękit, niczym toń czystych wód w jej oczach miał głębię większą, niż typowa u zjawiskowych kobiet. W jej oczach panowały emocje, pewne rozbicie i smutek, którego nie można określić jednym spojrzeniem. A blond włosy, delikatne w dotyku. Jakby były reprezentacją całego jej ciała. Szczupłej, lekkiej, przywołująca skojarzenie z powiewem wiatru, który delikatnie muska twarz, jak dłoń Marty muskała szyję Layli przed pocałunkiem. Nic nie trwa wiecznie, nawet miłość, a zwłaszcza miłość. Chociaż ta, była równie wyjątkowa, co jej historia. Być może dlatego trwa nadal?Marta zadaję sobie czasem to pytanie, ale nie myśli o sobie. Myśli o niej. I ukrywa emocję pod kolejnymi dawkami narkotyków, która zaczęła zażywać coraz częściej od kiedy Layla wyjechała do innego miasta. Obie były młode, jednak Layla była mniej niezależna. "A może nie chciała być?" Pomyślała Marta siedząc w oknie i obserwując krople deszczu, zatrzymane przed jej twarzą. Zażyła kolejną dawkę i zasnęła. Z przykrością spędzała dziewiętnaste urodziny bez nikogo. Starała się nie myśleć o tym wydarzeniu. Ale miała sen, retrospekcja przeniosła ją o równe 2 lata. Widziała Layle. Widziała siebie. Widziała kim była i kim mogła się stać, a później zbudziły ją uderzenia ćwieków o drzwi do jej izby. Ubrała się w pośpiechu ale nie wyszła. Nie mogła. Niedługo potem, podczas pewnej nocy, utraciła świadomość pod wpływem silnych używek. Zbudziła się na statku, który jak się później okazało miał już za sobą kawałek drogi, a kursował na Archolos. Beznamiętnie przyjęła to do wiadomości. Obojętność po substancjach psychoaktywnych nie jest żadnym nowym odkryciem, jednakże w jej przypadku chodziło o coś jeszcze. O brak czegokolwiek w poprzednim życiu, za czym mogłaby tęsknić. Tak więc rzucona w wirze losowych wydarzeń nie myślała wracać do Myrtany. Osiadła w Wiltmarku, a jej historia pozostanie nieznana...
  7. Wśród parunastu imigrantów, których przeróżne powody ściągnęły na Wschodni Archipelag, znalazł się jeden młodzieniec, Talesem zwany. Ów mężczyzna miał za sobą historię, którą niósł w sobie jak brzemię zgrozy, spoczywające na jego duszy. W przeciwieństwie do innych podróżnych nie uchylił nawet rąbka tajemnicy, mimo długich wieczorów na pokładzie, mimo że jest człekiem rozmownym ponad miarę oraz towarzyskim. Strach, który zmotywował jego podróż do Wiltmarku, wynikał z jego podłej przeszłości. Młody Tales wykazywał od zawsze przedsiębiorczość, prawie tak wielką jak zamiłowanie do pieniądza. Z tego względu uderzał w najbardziej dochodowe interesy, zakładając zamtuzy, szulernie i to nawet w jednym. Zaczynał skromnie od małych turniejów kościanego pokera. Stosował specjalne kostki, wydrążone od środka i wypełnione galem. Ilekroć chuchał bądź pocierał kostką w dłoni nagrzewał ów metal, a ten przelewał się zgodnie z jego wolą w wydrążonych tunelach. Szuler prędko się dorobił na otworzenie pierwszego interesu. W ciągu lat wypracował własny majątek, który teraz pozostawia. Dopływając do miasta miał przy sobie ledwie ćwiartkę życiowego dorobku. Tyle ile było mu potrzebne, by zaczął od nowa, z dala od starych problemów. Od jego prześladowców, którzy ciągnęli za nim, aż do Khorinis. Bowiem tam też zbiegł wcześniej z Varantu. Do którego z kolei zbiegł z ojczyzny, Myrtany. Tak, Tales nadepnął na odcisk niemałej grupie wpływowych ludzi z półświatka. Zaczął od współpracy, która układała się pomyślnie. Z czasem jednak powstawały napięcia, aż pewne wydarzenia, w których niemal zginął, przelały czarę goryczy. Teraz zaczyna od nowa, choć bardziej obeznany w temacie. "Nazwę swój dobytek Diament Wiltmarku"-pomyślał Tales w drodze do miejskiego urzędu. Jak pomyślał, tak zrobił. Zapraszam do oceny i dziękuję za wszelkie uwagi.
  8. Użyłem składni sprzecznej, elementami, z aktualną ze względu na chęć nawiązania do kultury wiejskiej oraz archaicznej budowie zdania. A propos błędów kardynalnych to powinieneś spytać pani, a nie panią, od polskiego i nie zaczynać zdania od "No"
  9. Stwórzcie sensowną ekonomię.
  10. Nieopodal miasta można cieszyć oczy rozległymi polami i zielenią folwarku niejakiego Talesa Sarkozi.. Połacie ziemi obrośniętych są pszenicą. Z poletek wyrastają rzepy, a obok pasą się owce. Jadąc w stronę miejskiej zabudowy zdarza się spotkać rolnika lub pasterza, którzy serdecznie się uśmiechną i zaoferują nieraz jaja lub marchewkę, po korzystnej cenie. A gdyby ktoś zmarzł bądź zgłodniał zawsze może liczyć na pracę, łoże, miskę zupy z rąk właściciela ziemskiego. Życie na farmie mija na wiejskiej codzienności. Ato ktoś popracuję w polu, by później iść sprzedać plony w mieście, gdy kto inny leżąc na trawie pilnuję Betsy i reszty owieczek. A atmosfera iście przyjemna, bo zarządca wyrozumiały i lubi się zabawić ze swymi. Gdy gwiazdy wschodzą wysoko, a prace wszelkie skończone, do miasta się lubi udawać by wypić trochę. Folwark Sarkoziego to istny kawał roboty. Wielu ludzi do pracy i dbanie o dochody. Jak wilcy jakieś zwierzę naraz ukatrupią, ktoś biegnie do myśliwych dać nagrodę sutą, a jak bandyci zastukają kamaszami to właściciel sam bierze swój stary miecz, jeszcze po wojnie na której służył, by stanąć im naprzeciw w obronie swej ziemi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...