Skocz do zawartości
mbbyn hisan

Terenzo Moretelli

Recommended Posts

56Hqhwc.png?1

 

 

Przemoczony Terenzo otwarł z przytupem drzwi do karczmy i dziarskim krokiem skierował się w stronę stanowiska karczmarza. Deszczowa i ponura noc momentalnie zmieniła się pod wpływem atmosfery, która panuje w środku. Na twarzy Moretelliego pojawił się uśmiech. Omijając szerokim łukiem pijane pospólstwo przelotnie przyglądał się bójce w rogu lokalu. Opierając się znużenie o ladę rozpoznał przechodzącego obok osiłka, którego ostatnio ograł w karty do ostatniej sztuki złota. Po chwili przypomniał sobie o tym, że ich ostatnie spotkanie omal nie skończyło się tragedią. Pędem odwrócił głowę w drugą stronę udając ducha. Mięśniak nie rozpoznał go, najmłodszy z Moretellich odetchnął z ulgą i zaczął bacznie rozglądać się po wnętrzu znajomej mu karczmy. Terenzo posłał kilka zalotnych uśmiechów do panienki siedzącej przy stoliku nieopodal. Chwycił za leżący na ladzie kufel z piwem i spił część z środka. Oczywiście wiedział, że trunek należy do kogoś innego, jednak niezbyt się tym przejął. Odłożył naczynie na swoje miejsce i błyskawicznie poczuł dotyk na swoim ramieniu.


- Witaj przyjacielu! - rzekł donośnym tonem sporych rozmiarów mężczyzna, który rozpoznał chłopaka. Momentalnie ów człowiek ściągnął rękę z pleców Terenzo.
- Rodrigo! Dobrze cię widzieć. - rzekł będąc wyjątkowo pewnym swoich słów, pomimo że łgał jak pies.
- Masz tupet żeby pokazywać się tutaj po ostatniej burdzie. No, ale co tam. To nie moja sprawa. - mężczyzna kiwnął obojętnie ramionami.
- Hej, już wszystko jest w porządku. Nie ma się czego obawiać. - stwierdził krótko popijając ponownie piwo z obcego kufla.
- Jeśli tak twierdzisz… Słuchaj, może chcesz dosiąść się do mnie? Pogadamy, poznasz moją nową towarzyszkę i zagramy partyjkę w kości. - zaproponował mężczyzna, na którego twarzy zaczął rysować się wyraźny uśmiech. Moretelli momentalnie się ożywił, zauważył bowiem, że towarzysz chce się mu przypodobać ze względu na majętność ojca. Wiedział jak to wykorzystać.


Terenzo odpychając się od lady przeciągnął się instynktownie, po czym ruszył za swoim kompanem. Mężczyzna zaprowadził go do stolika, przy którym siedziała panienka, będąca jego wcześniejszym obiektem zainteresowań. Moretelli przechodząc za kobietą, musnął ją delikatnie po plecach, co nie umknęło uwadze jego znajomego.


- My się jeszcze chyba nie znamy, co? Terenzo. - Chłopak uśmiechnął się zalotnie i ucałował chichoczące dziewczę w rękę. Usiadł przed parą wymieniając wymowne spojrzenie z Rodrigo. Po chwili niezręcznej ciszy jego znajomy postanowił zawołać karczmarza.
- Hej, durniu! Podejdziesz tutaj? Ile mam na Ciebie czekać, co? - powiedział Rodrigo donośnym tonem do karczmarza, 
- Rodrigo, chyba nie uraczysz mnie i tej pięknej damy jakimś tanim szczochem. W mej rodzinie panuje tradycja, by damę na schadzce uraczyć najprzedniejszym gatunkiem wina. - wyrecytował Terenzo spoglądając głęboko w oczy kobiecie.
- Przynieście mi tutaj najlepsze wino jakie macie w piwniczce razem z trzema kieliszkami. - wydukał zauważalnie poirytowany Rodrigo.
Karczmarz zmęczony swoją pracą nawet nie wdawał się w zbędną dyskusję z swoim klientem, po prostu ruszył po zamówienie.
- No, to opowiadaj. Co u ciebie słychać, Terenzo? Jak radzi sobie twój ojciec, hm? - Rodrigo zapytał z grzeczności, wcale go to nie interesowało.
- U mnie jak zwykle, wiesz - szlajałem się po różnych ciekawych miejscach. Z moim ojcem wszystko w porządku. Nie musisz się o niego martwić, ten staruszek przeżyje pewnie jeszcze mnie i moich braci! - dodał Terenzo z uśmiechem pod nosem.


W międzyczasie karczmarz zdołał dostarczyć butelkę Agostina Marlot. Każdy rozlewając je do swoich kieliszków zaczął raczyć się trunkiem.
 

- Rozpoznajesz smak? - spytał Rodrigo.
- Naturalnie, ulubione wino mojej matki. - stwierdził krótko Moretelli.
- Dawno się nie widzieliśmy, musimy nadrobić zaległości. - mówiąc to facet wziął do ręki kilka kości i wypił łapczywie niewielką ilość wina, która pozostała w jego naczyniu.
- Będę uprzejmy, zaczynaj. Muszę się w końcu jakoś odwdzięczyć za ten trunek. - rzekł Terenzo z cwaniackim uśmiechem na twarzy, po czym puścił oczko do kobiety siedzącej po drugiej stronie stolika.
- Cholera! Masz szczęście, że to tylko para jedynek. Rzucaj. - powiedział poddenerwowany Rodrigo przekazując kości do Terenzo. Wykładając swój mieszek na stół zaczął kontynuować - No więc, o jakich ciekawych sytuacjach mówiłeś?
- No wiesz… Byłem z moim ojcem na bankiecie, zamożni ludzie. Stare towarzystwo, wino też nie najlepszej jakości. I jeszcze te wymuszone rozmowy. To nie dla mnie. - wymieniał po kolei Moretelli rzucając przy tym kościami.
- Cholera! Nic się nie zmieniło, dalej masz więcej szczęścia niż rozumu. Trudno będzie mi przebić trzy szóstki. - mężczyzna zebrał szybko kości. 
- Z tym trzeba się urodzić. Przy okazji podróży z ojcem udało mi się zarobić trochę pieniędzy, wiesz? - kontynuował kokietując skrycie kobietę naprzeciwko.
- Tak? Opowiadaj, opowiadaj. - skupiony na kościach mężczyzna nie zauważył zalotów kierowanych do swojej towarzyszki.
- Podałem się za wpływowego człowieka w tamtych okolicach, udało mi się wyłudzić sporo złota. Potem się rozpłynąłem, sam wiesz jak to działa. - zaczął wychwalać się młodzian aby zaimponować panience, co jak widać zaczęło działać. Dziewczyna zaczęła bardziej pochylać się w stronę amanta niż swojego znajomego, który siedział przy jej boku.
- Spróbuj przebić to. - powiedział Rodrigo przebijając poprzedni wynik szczęśliwym rzutem kośćmi.


Terenzo chwycił za butelkę z winem i dolał go najpierw do kieliszka kobiety, potem do swojego. Chwycił powoli za kości i wykonał rzut. Niepocieszony ilością oczek, które udało mu się wyrzucić zachował swoje żale dla siebie i zacisnął mocniej zęby. Jego kompan przyglądnął mu się uważnie i zaśmiał się cicho pod nosem.


- Jak widać moje szczęście się skończyło, no cóż. - młody Moretelli wyłożył na stół napęczniały mieszek i odłożył go na środku. Dopił powoli wino delektując się znanym mu bardzo dobrze aromatem.
- Musiałeś uznać moją wyższość, to było nieuniknione. - stwierdził Rodrigo z cynicznym uśmieszkiem chcąc sprowokować kolegę.
- Najwidoczniej tak, nie będę płakał po tym złocie. Należało ci się. - oburknął Terenzo z wymuszoną obojętnością.
- Wracając do twojego wyjazdu, udało ci się przywieźć ze sobą jakąś dziewkę? Zarobiłeś sporą sumkę, to idzie w parze z powodzeniem. - mężczyzna stwierdził wprost niezbyt przejmując się swoją kobietą.
- Czekam na tą jedyną, wiesz? - rzekł młodzian nieco ironizując.
- Mhm. Uważaj, bo ci uwierzę. - odparł żartobliwie jego kompan.

Terenzo ponownie chwycił za butelkę, lecz poczuł, że została prawie cała opróżniona.
- Rodrigo, mógłbyś zamówić coś jeszcze? Zaschło mi trochę w gardle. Nie widzę tutaj karczmarza, pewnie będziesz musiał po niego iść na tyły.


Kompan spojrzał na niego podejrzliwie i po chwili przytaknął głową. Odpychając się powoli wstał od stołu i poszedł w stronę zaplecza karczmy. Najmłodszy z braci Moretellich nie zastanawiając się wykorzystał chwilę i zgarnął obie sakwy z pieniędzmi wyłożone na stole. Wstał powoli od stołu i z szarmanckim uśmiechem zebrał zdziwioną, acz chętną kobietę ze sobą. Oboje wyszli z lokalu wraz z złotem.


- To co Pan mówił, to była prawda? - zapytała nieśmiało kobieta prowadzona przez Terenzo, przerywając tym samym ciszę.
- Wiesz, bella mia, wielu pomyśli że to historia łgarza. Otwarte umysły wiedzą jak było na prawdę, w szczególności ci którzy mnie poznali. Bo przecież bym was nie okłamał… Prawda?

 

  • Like 5
  • Thanks 1

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Bardzo przyjemnie się czytało, graficzka niczego sobie. btw niezły z Ciebie babiarz pozdrawiam, dobra kp.

  • Like 2

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...