Skocz do zawartości
MysterAron

''Powódź''

Recommended Posts


''Kasto wojowników, zejdźcie ze ścieżki Ciemności i wystrzegajcie się gniewu boga [Adanosa], albo gotujcie na zapomnienie pośród wód jego powodzi''

Luźna translacja jednej z odnalezionych na wyspie Khorinis kamiennych tabliczek

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Barkaksh.thumb.png.3b4d06e73521e2ce56e39455fa318d9d.png

Port w Bakareshu, rok 809

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


   - Powódź, powódź, powóź... Tak jak cały dzień spędziłem słuchając waszych historii tak za każdym razem ten... Człowiek, lub Ci ludzie biorą w nich inną rolę - Ociężałe cielsko zmęczonego zarządcy jeszcze bardziej zatopiło się w zdobionym fotelu, dla siedzącego na przeciw niego uchodźcy z wyspy zdumiewające musiało być, z jak dobrych materiałów buduje się fotele w mieście ludu Beliara.

 - T-to...
- Najlepsze historyjki jakie dane mi było usłyszeć od paru dobrych lat, owszem. I rozumiem umilanie sobie czas ciężkiej żeglugi opowieściami, ale ja pytam o fakty i pytam o nie poraz ostatni. Co wydarzyło się w tym portowym miasteczku?
- T-t-to jest prawda, gdy orkowie przybyli... Ono już płonęło.

 Zarządca chciał warknąć na swego nowego niewolnika, ten jednakże wyglądał na całkowity wrak
- To przeczy wieściom przychodzącym od półno... - Tym razem to niewolnik urwał swojemu panu

 - Oni nie wiedzą! Ci, którzy dali radę dopłynąć na pierwszych łodziach, w-wtedy jeszcze w mieście było spokojnie, nie doszło do...
- Jedynej rzeczy, która w każdej z tych waszych opowieści jest choć trochę jednaka. Powtórz mi tą historyjkę...

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Ratusz w Khorinis, niecały tydzień po odpłynięciu Esmeraldy

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


  Ludność Khorinis rozdarta były paniką, ostatnie z łodzi wypełnionych po brzegi przerażeniem wypływały z miasta, ludzi nie interesowało jakie zagrożenia czekają ich na morzu, jednako nie interesowały ich ich żałosne zapasy na podróż. Ale miasto nie zostało całkowicie wyludnione, wręcz przeciwnie. Jedyne ulice wciąż nie zniszczone przez zdesperowanych mieszkańców zarezerwowane były dla najwyższej z miastowych klas. Górne miasto, wprawiając z pewnością samych bogów w zadumę, świętowało.

 

 

  - To miasto było moim domem przez czas tak długi, że sam nie wiem czy to mój sędziwy wiek czy też ''Czarny Rycerz'' utrudnia mi zapamiętanie pierwszych wspomnień z nim... - Wywód nagle się zakończył, zaś nowy sędzia wprowadził zamożnych w niezręczną ciszę by wreszcie po chwili smutnego zamyślenia, ocknąć się

 - W każdym razie, wznieśmy toast za gubernatora Lariusa i za nas, niech nasza łajba cieszy się łaską bogów na morzu, niech bogowie... Niech mają nas w opiece - Poklask był równie nerwowy co ludzie, zgrabnie jednakże zostało to ukryte przepiękną muzyką lutni wynajętych przez gubernatora grajków.

 

 

 Na piedestał wkroczył sam Larius, bezwstydnie okazując swe najdroższe szaty, ciesząc się wreszcie władzą, lub tym, co z niej pozostało. uniósł ręce ku publice, spoglądając na stojący daleko przed sobą majestat olbrzymiego posągu paladyna, po czym pierwsze kwieciste słowo jego przemowy zostało równie bezwstydnie przerwane, tak głośnym jak przedwczesnym, poklaskiem kogoś wśród publiki.

 

 

  - Chwileczkę, zacna gawiedzi. - łagodny acz donośny głos wyłonił się zza tłumu, Larius spojrzał weń i dostrzegł kogoś idącego w jego stronę, ubranego w łachmany pospólstwa, Kogoś kogo nie powinno być w takim miejscu i kto na pewno nie powinien nosić w dłoni zdobionego szklanego kielicha wypełnionego winem.

 -Nie mógłbym spóźnić się na to huczne przyjęcie, i och jak huczne ono jest... Tyle wina, ile dziś rozlaliście nie rozlało się na tym bruku przez ostatnią dekadę, gdybym nie był mądrzejszy pomyślałbym, że.. Bawicie się jakby miał by to być Wasz ostatni dzień w mieście!

 

 Zaczynając tym donośnym i radosnym akcentem mężczyzna wyszedł przed publikę stając naprzeciw gubernatora, cała gawiedź wpatrywała się w jegomościa jakby był orkowym wojownikiem gotowym do szarży, Larius chciał ukryć swoją reakcję, zachować twarz przy swoich ludziach, ale był na to zbyt wściekły. Ten nic nie warty pachołek właśnie przerwał przedstawienie, w którym wreszcie to On grał gubernatora. Najwyższy urzędnik zszedł nadnaturalnie wręcz szybko z piedestału, który tak długo dla niego ustawiano. 

 

 - Jak Ty tu wlazłeś? Jak?! - Nieceremonialnie chwycił go za łachmany, niemalże rozrywając materiał, po czym uzyskał swoją odpowiedź

- Panicza strażnik mnie wpuścił - Powiedziawszy to w tak miły i ciepły sposób na jaki tylko nie mógł sobie pozwolić, jegomość wręcz wlał w swoje gardło zawartość kielicha - to wino? Ah, Dostałem od twojego kelnera i jak dob...

 

  Larius stracił nad sobą panowanie, nie wiadomo czy z winy upojenia czy po prostu miał dość gierek jego nowego gościa. Każdy usłyszał głos rozbitego szkła. Pierwszy z ciosów wystarczył by obalić pachołka na podłogę, za pierwszym ruszyły kolejne, tworząc dla możnych wokoło brutalne widowisko wyrwane wręcz z dolnego miasta. Wszyscy stali w cichym szoku, wszyscy prócz grajków, którzy kontynuowali swój występ nie zatrzymując się choćby na chwilkę. Wreszcie rozum powrócił do gubernatora gdy usłyszał pisk młodej dziewczynki, dziecka które jeszcze chwilę temu bawiło się na nie zabarwionej krwią podłodze. Ten, kołysząc się na nogach, wstał, spoglądając na jego dłonie, wymalowane czerwienią jeszcze intensywniej niż drewno. Odszedł na parę kroków od, nadal leżącego, łachmaniarza i pochylił nad stołem. Jeden z kelnerów karygodnie odłożył tacę z winem na ziemię i podbiegł, pomagając wstać mężczyźnie. 

 

  Grajkowie niestrudzenie grali dalej w rytm tak bardzo nie pasujący do dramatycznej sceny...

 

  - S-Straż! Do mnie! - Wyłuskał zadyszaną resztką swego głosu, choć jego zamiarem był donośny krzyk. Krzyk, który i tak byłby niepotrzebny, jako, iż strażnicy byli już na miejscu oglądając przedstawienie wraz z resztą szanowanych obywateli. Łachmaniarz splunął krwią.

 - I jak d... I jak dobre jest to wino. Zaczynam myśleć, że dobrze trafiłem, gubernatorze. - Łagodny wcześniej głos teraz przypominał warczenie dzikiego warga, choć nadal można było wyczuć nienaturalnie ciepłe nastawienie do swego napastnika.
- Zabrać mi go sprzed oczu, w tej chwili! Moi drodzy, Ja.. - Larius błyskawicznie zaczął myśleć nad logicznym wyjaśnieniem tego błędu w jego zachowaniu, nad usprawiedliwieniem wybuchu niegodnego przedstawiciela najwyższego statusu szlachty. Odpowiedzi nie przyszły, jego umysł zaczęło zawracać coś innego...  

 

Muzyka.  Muzyka ciągle grała.

 

 - Wy naprawdę chcecie odpłynąć bez tych wszystkich ludzi, prawda? - Gubernator odwrócił się, tylko jeden z trzech obecnych strażników pognał w stronę nieproszonego gościa, młodzieniec o niezasłużonej jeszcze randze, duma jednego ze szlachciców obecnych na przedstawieniu, chcący pewnikiem wykazać się odwagą. Podniósł na poranionego mężczyznę rękę i mocno chwycił za ramię, tylko po to by chwilę potem po przyjęciu rozdarło się o wiele więcej pisków.
W moment szkło kielicha znalazło się w gardle strażnika. Był to istnie makabryczny widok, gdy trzymając za kawałek szkła jedną, za włosy drugą ręką, powoli opadał z nadal mocno trzymającym go strażnikiem na ziemię i nie przestając patrzeć mu prosto w oczy nie przerywał swej wypowiedzi.

 

 - Ostatnia z łodzi, stworzona przez mieszkańców rynsztoku, w którym teraz umierają. Ile, ile dostali ich poświęcenie? Jaka jest wartość ich życia? Ile takich idealistów musi umrzeć byście przyznali się do tego, że chcieliście uciec bez nich? - Człowiek, teraz ubrudzony już nie tylko swoją krwią spoglądał głęboko w oczy strażnika aż ten w parę chwil wyzionął ducha i puścił go z objęć. Z miną widocznej dezaprobaty, powstał i spojrzał na przerażonego gubernatora. Szloch małej dziewczynki przerwał kolejną porcję cichego szoku gawiedzi. Wschodząca gwiazda wieczoru wyszeptała pod nosem, stając obok grajków 
- Myślę, że mam już swoją odpowiedź. Teraz czas na..

 

..Muzyka przestała grać.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Podziemia Khorinis, noc wcześniej

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


- ..Powódź? Co to za idiotyczny przydomek? - donośnie burknął  jeden z obecnych na spotkaniu członek gildii złodziei, na co reszta organizacji zareagowała gromkim śmiechem.
- W sam raz dla takiego szaleńca
- Nie jestem szalony, nie jestem.

 Uśmiech w mało naturalny sposób wykrzywił się gdy domniemany szaleniec usłyszał próbę nadania mu nowego przydomku.
- Mam gdzieś twoje imię. Weźcie go na bok i trochę podtopcie - słysząc to, ''powódź'' w mig wstał osłaniając się za krzesłem przed jednym ze zbirów.
- A, ah! Przemyśl to, czym wasze szefostwo może wam zapłacić, a czym ktoś kto ma cały ich skarb.
- Jak trudne będzie znalezienie takiej kupy złota. Nikt nie będzie pracował dla dziwaka.. - To w jaki sposób zbir stanął w miejscu chwytając za swą bródkę sprawiało odwrotne wrażenie, sam dziwak wszedł szefowi w zdanie.


- ..Ludzie pracują dla pieniędzy, ale nie zmienia to faktu, że, moi drodzy, potrzebuję was.

 Szefostwo usiadło przy stole, prawie nikt nie ukazał nerwów, w które wprawiała ich wizja ich organizacji bez ''funduszy''. Jednakże nieopanowany członek gildii zerwał się ze stolika by spróbować wyciągnąć zeń informacje samemu. Dwa kroki i nieprzyjemny odgłos łamanego karku, z ciemności pokoju wyłonił się człowiek z blizną, żaden z obecnych członków gildii nie rozpoznał go, każdy poczuł niepokój słysząc pozbawione życia ciało w moment zderzające się z zimnym kamieniem, nawet ukryty dotąd napastnik był widocznie zawiedziony sytuacją. Chwilę później do pokoju wkroczyli kolejni nieznani. 
- Potrzebuję was, ludzi przepełnia nienawiść i strach. Tym drugim operowaliście kiedyś mistrzowsko, nie mogliście zapomnieć wszystkiego... Wiem, że też chcecie stąd odejść, nie chcecie być zapamiętani jako kolejne ofiary orkowych najeźdźców.

Spojrzał jeszcze raz na najważniejszych członków gildii

- Czy mamy umowę?

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


 Żaden ze złodziei nie spodziewał się jak krwawo zakończyć mogło się to przyjęcie, grajkowie, służba i nieliczna straż razem rzucili się na bezbronną szlachtę, od strony drzwi wtargnęli mieszczanie, upici wściekłością, mieli broń lecz nawet mimo podżeganej agresji tylko nieliczni potrafili jej użyć. Nie, kiedy szlachcianki trzymające swoje dzieci błagalnie patrzyły im prosto w oczy próbując przebić się przez ową blokadę. Lecz ta została już utworzona, a ludzie z tyłu nie meli okazji do spojrzenia swym ofiarom w oczy. Ci bezsilni mogli tylko patrzeć jak z tyłu muzycy zalewają drewnianą posadzkę błękitną krwią. Krzyki wreszcie ucichły. Członek zespołu z blizną chwycił za kubrak gubernatora, gotowego na najgorsze...


 Gdy było po wszystkim, spóźnieni lecz nawet bardziej rozgoryczeni mieszczanie zerwali z niego drogie odzienie i przywiązali do majestatu paladyna, jak jakąś ofiarę dla orkowego rajdu. W domach podsycony został ogień, lecz prawdziwie zniszczeni zostali ostatni mieszkańcy miasta.
Patrzący na nowe przedstawienie członkowie gildii złodziei ku ich nie małemu zdziwieniu.. Byli następni. 

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Nadzorca wstał ze swego zdobionego fotela, kiwając głową i poprzedzając swój wywód ziewnięciem.

 - I mówisz, że Ci ludzie zostawili część rozszalałego tłumu, sprzedali Ciebie i resztkę waszej małej gildii w zamian za zapasy by ostatnim Khorinijskim statkiem popłynąć z resztą gdzieś na południe? Ah... Nie wierzę w ani jedno twoje słowo, ale brakowało mi takich dziwaków w mojej rodzince. Prawdziwy los Khorinis każdemu jest już od jakiegoś czasu znany i nie była to kilkuosobowa katastrofa naturalna.

Paru niższą rangą asasynów wyprowadziło szalonego złodzieja z pokoju, nadzorca napalił w fajce pokoju po ciężkim dniu, ani trochę nie przejmując się powodzią na środku pustyni.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

 

OOC: Możliwe, że zostanie wprowadzonych kilka zmian.

Jako, że historia zahacza o dział z historią Khorinis, na podstawie której jest pisana (choć postarałem się o jak najmniejszy haczyk aby nie było najmniejszych sprzeczności z fabułą, uwzględniając ten epizod jako ostatnie dni Khorinis przed przybyciem orków) może być prawdziwa ale równie dobrze może być w dużej części wymysłem jakiegoś kreatywnego niewolnika jeśli sprzeczną rzeczywiście okaże się być. Lariusa też nie mogłem sobie odpuścić jako, że to tak bardzo niedoceniona postać w uniwersum. Za znalezienie każdego błędu będę oficjalnie dawał ciastka, bo jak to zwykle bywa biografia była pisana dość chaotycznie. 

Ach i gwoli jasności to pod żadnym nie jest jakaś postać typu: ''Wejdź ze mną i z moimi znajomymi w interakcje to na każdym możliwym kroku naszej wspólnej gry będę próbował Cię zabić po to, by Ci ową grę zepsuć lub dodać sobie jakieś punkty do ''bycia szalonym'' i potem kłócić się o jakąś, najpewniej z mojej strony, żałosną akcję na forum przez kolejne 3 dni, postać jest po prostu mniej stabilna lecz na pewno nie na pierwszy, drugi czy dziesiąty rzut oka i chcę tego użyć by interakcja z innymi graczami była dla nich ciekawa, ale odpuściłem sobie dodawanie tutaj jej cech, nacechowana jest nieco bardziej rozległą historią, niż tymi skrawkami, którymi się dziś tutaj podzieliłem i z jak to z wieloma kartami tutaj bywa, zachowuje dużo na czas gry. Dziękuje za lekturę tym, którzy znaleźli dla tego temaciku czas. Do zobaczenia w grze!

Edytowane przez MysterAron
  • Like 1

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...