Skocz do zawartości
L-Drago

Lucius Crowley Steinfuhrer

Recommended Posts

Lucius Crowley Steinfuhrer

luciusz.png

Każdy ma dwie twarze którymi grają na przemian aby cię skrzywdzić, ale kiedy za gonisz ich do rogu w ten ujrzysz tą prawdziwą.

 

 


 

Pewnej burzowej nocy w domu rodziny Steinfuhrer, żona głowy rodu Ertharda Gertholda Steinfuhrera urodziła ich pierwszego syna o kruczoczarnych włosach. Gdy ojciec spojrzał na włosy dziecka, uniósł on go i nadał imię Lucius Crowley z domu Steinfuhrer. Dziecięce lata chłopaka nie dużo się różniły od innych potomków szlachty, nauka języka, kultury osobistej, sposobu ubierania, a także minimalna jak na dziecięcą głowę wiedza o polityce. Wszelkich podstaw z przeróżnych dziedzin nauk nauczył go jego wuj Hans który, mimo że nie przepadał za chłopakiem, to był on jednak świetnym nauczycielem. Kruk jednak, jak zaczęli mawiać na niego zarówno służący jak i pospólstwo miał dwie cechy które go wyróżniały od innych dzieci z dobrych domów, wigor i opamiętanie. Chłopak od małego nie próżnował, miał zapał do walki, a i predyspozycje, aby zacząć ćwiczyć więc wraz z wujem Johanem Ibrahim Steinfuhrerem jednym z najlepszych strategów wojennych na wyspie. Wuj nauczył go jak posługiwać się poprawnie klingą, taktyk podczas pojedynków, ale przede wszystkim ujawnił ukryty talent chłopaka do kuszy. Kruk był bardzo spokojny i opamiętany, gdy dzierżył broń, mimo że był dzieckiem dobrze wiedział, że dobycie jej może oznaczać czyjąś śmierć. Strzelał wyśmienicie, dobry wzrok oraz wrodzony spokój ducha i opamiętanie w stresujących sytuacjach były cechami, które pozwoliły mu rozwijać się wraz z wiekiem w dziedzinie kusznictwa.

Chłopiec od dziecka był raczej typem samotnika, prócz rodziców i wujów to od każdego się izolował, nie dopuszczał nikogo do swojej głowy, jak sam mówił. Martwiło to ojca, gdyż jako pierworodny miał on być spadkobiercą rodu po jego śmierci a ten nie dopuszczał do siebie myśli, że jego syn nie dorobi się potomka. Jednak był on bezsilny, chłopaka przez najbliższe kilka lat nie interesowało nic poza walką, niektórzy nawet zaczęli mówić, że mógł się w niej zakochać. Gdy już jako młodzieniec chadzał na bankiety to tylko i wyłącznie z przymusu, aby nie przynieść wstydu rodzinie i ojcu. Gdy tylko był w odpowiednim wieku zaciągnął się on do wojska co było już wiadome od pewnego czasu, że tak właśnie zadecyduje, w końcu po coś musiał przez tyle lat się wymęczać przy kukłach. Był to dobrze znany zwyczaj, aby synowie rodów szlacheckich dołączali do wojska albo nawet do samego zakonu jednak rodzina nie miał dobrych myśli o jego decyzji. Lucius jednak radził sobie świetnie, długie lata nauki oraz treningów z wujem przyniosły efekt, młodzieniec był szeroki oraz posiadał potężne wyrzeźbione plecy niczym pomnik jakiegoś herosa. Długie czarne włosy, które podczas bitew spinał w kucyk były jego znakiem rozpoznawczym, to przez nie właśnie każdy mówił na niego Crowley niżeli Lucius. Służył on na rodzinnej wyspie kilka lat aż do pewnego dnia, w którym poznał pewną kobietę w mundurze. Dama w zbroi nie była znanym widokiem, a już na pewno nie dla kruka, ale w sumie co go to obchodziło -Jeśli się nadawała to niech służy-Pomyślał. Na jednej z akcji zwiadowczych, w których Crowley się specjalizował został on sparowany z tą kobietą, której na imię było Eira. Jak później się dowiedział Eira pochodziła z nordmaru z klanu młota na wyspę przybyła aby zaciągnąć się do wojska, gdyż tam czuła się najlepiej -A nie w kuchni jak wasze kobiety-Powiedziała prześmiewczo.

Pierwszy raz w życiu Kruk ujrzał kobietę równie waleczną, jak on sam, jeśli nie bardziej, była to osoba, która pała chęcią do walki tak samo, jak on. Po kilku kolejnych wspólnych akcjach zaczęli oni ze sobą rozmawiać oraz spotykać się w przeróżnych miejscach czy to jakaś karczma, czy to nawet gołe pole. Po raz pierwszy w życiu Lucius stracił swój chłód oraz opamiętanie, jak i jego grobowy spokój, to właśnie przy niej się śmiał, wstydził, zachowywał się jak nie on. Szpiedzy Ertharda, którym kazał się dowiedzieć kim jest ta kobieta, gdy usłyszał o raporcie i zachowaniu swojego syna nie mógł uwierzyć własnym sługom. Jednak wkrótce zdał sobie sprawę że to prawda, Lucius odszedł od służby wojskowej i zaczął uczestniczyć w życie polityczne swojej rodziny, chadzał na bankiety i opowiadał na nich najróżniejsze historie z wojska i wielu bitew. To właśnie wtedy zaczął spędzać dużo czasu ze swoją kochaną młodszą siostrą Ines, która zawsze podziwiała brata oraz jego żołnierskie wychowanie. Jednak nie tak długo po tej zmianie Lucis ogłosił rodzinie, że się żeni z Eirą oraz wyprowadza z domu, aby założyć z nią rodzinę. Ojciec był wściekły-Mój syn miałby spłodzić mego wnuka z jakąś barbarzynką?!-Krzyczał nieraz, gdy rozmawiał z braćmi. Oni jednak przekonali Ertharda, że może to jednak dobry pomysł skoro i tak nim jej nie poznał nie zamieniłby słowa do żadnej kobiety, bo jedyne co mu w głowie siedziało to walka i służba. Z trudem, jednak ojciec poddał się i posłuchał słów braci i nadał Eirze swoje błogosławieństwo i tak kilka dni później odbyło się huczne wesele, na którym Lucius i Eira zostali małżeństwem.

Nie zamieszkali oni jednak w rodzinnym domu Steinfuhrerów a w małej chatce, którą Lucius wybudował własnoręcznie w pobliskim lesie, uznał żę w ten sposób uszanuje on w jakiś sposób kulturę swej małżonki. Żyło im się bardzo dobrze, w lesie panowała cisza i spokój a na pieniądze nie mogli narzekać w końcu Lucius był pierworodnym rodu, a i otrzymał dobre wynagrodzenie z wojska. Nie minęło dużo czasu, gdy Eira zaszła w ciąże, Lucius, mimo że od kiedy poznał kobietę pragnął  tej właśnie chwili, był on jednak zmieszany albo raczej zagubiony. Stresował się, że nie będzie on dobrym ojcem przez to, jak potoczyło się jego życie za młodu i że nie da rady odpowiedzialności, jaka na niego wkrótce spadnie. Żona szybko mu jednak wybiła z głowy te myśli twierdząc-Gdybyś nie był w moich oczach materiałem na ojca to nigdy bym cię nie wzięła za męża-Mówiła zawsze cichym głosem.

Przyszedł dzień narodzin dziecka, a na świat przyszła mała dziewczynka o czarnych włosach zupełnie jak jej ojciec. Lata mijały szczęśliwie młodym rodzicom a Lucius w międzyczasie zaczął pracować jako zwiadowca dla wojska, oficjalnie nie wrócił do służby jedynie świadczył im swoich usług, które ci cenili. Był to normalny dzień, kiedy wszystko jednak runęło w gruzach, Lucius zakończył swoją pracę jak co dzień zdając raport i ruszając do lasu w stronę domu. Nad lasem unosił się dym, który dobiegał ze znajomego mu miejsca, palił się jego dom a ze środka można było usłyszeć krzyki palonych żywcem kobiety i małej dziewczynki. Lucius wbiegł do zabarykadowanego od zewnątrz domu, by ratować swoją rodzinę jednak było już za późno, ogień pochłonął zarówno Eirę, jak i mała Veronica. Lucius nie dość, że utracił swoją rodzinne to i stracił połowę twarzy w pożarze, jego lewe lico było kompletnie spalone do mięśni, brak skóry oraz utrata oka oszpeciły i tak już nie najpiękniejszego mężczyznę. Cały dom spłonął, jedyne co się z niego ostało to Lucius i moneta którą podarowała mu żona tuż po ślubie, z jednej strony jednak była ona spalona, czarna niczym jego włosy a druga ostała się w miarę nienaruszonym stanie. Po tej tragedii Lucius zaczął popadać w obłęd i w coraz to bardziej chore myśli, miał nawet popełnić samobójstwie, ale uznał, że nie spocznie, póki nie znajdzie winowajców pożaru i nie zabije ich własnoręcznie. Powrócił on wkrótce do rodzinnego domu gdzie oszpecony przez pożar został przyjęty z powrotem do nich , od tamtego momentu Lucius stał się inny. Popadał w huśtawki nastrojów, w chwilę z pogrążonego rozpaczą męczennika zamieniał się w brutalnego oraz maniakalnego mściciela, który jedyne, o czym myślał to zemsta. Rodzinna jednak zapewniła mu swego rodzaju komfort i postanowiła pilnować niezrównoważonego woja, aby ten nie popełnił karygodnego błędu.

Pewnego dnia na swojej służbie zwiadowczej, którą dalej wykonywał, aby móc mieć jakieś źródło informacji, jak i zająć czymś swój skrzywdzony umysł natknął się na trop. Ponoć gdzieś w lesie ukrywał się ranny szef bandy najemników, która mogła być odpowiedzialna za pożar w lesie, mimo że był to tylko trop Luciuszowi to wystarczyło, ruszył on więc do lasu, który znał jak własną kieszeń i zaczął polowanie. Kruk po kilku godzinach szukania w końcu znalazł kulejącego i rannego najmite, który schronił się w jaskini przy ognisku. Między nimi rozwinął się dialog.

-Ty jesteś Rodrig, szef tej bandy?-Wskazał na martwe ciała.

-Ehh...Nie ma sensu kłamać, ta to ja i co aresztujesz mnie?-Zapytał ironicznie

-Twoja banda ostatnio miała akcję w tym lesie, mieliście spalić chatę?-Zapytał zakapturzony Luciusz.

-Nie wiem kurwa skąd o tym wiesz ale ta, to byliśmy my a co?-Zapytał trochę zmieszany.

-Kto wam zlecił to podpalenie?-Spytał z słyszanym w głosie gniewem.

-Nie wiem jakiś kupiec chyba, wyglądał na zamożnego, sporo płacił ale co cię tak to obchodzi?-Odrzekł pytając.

Lucius nic nie mówiąc jedynie zdjął swój kaptur ujawniając najemnikowi swoją twarz.

 

 

-O kurwa! To...byłeś ty, a ci w środku...Innosie dlaczego ja-Odpowiedział z panicznym lękiem w głosie.

Lucius zaczął się zbliżać do niego wolnym krokiem.

-Ej słuchaj to nie było nic osobistego...To nie ja to wszystko wymyśliłem ja tylko wykonywałem rozkaz-Zaczął skamleć odsuwając się w stronę ściany.

Gdy doszli do ścianki Lucius zbliżył się do jego twarzy kucając przy nim i wyciągając monetę.

-Wiesz co to jest?-Zapytał pokazując mu monetę z jednej czystej i z drugiej spalonej strony.

Moneta?-Powiedział przerażony.

Tak, moneta wiesz do kogo należała? Do mojej żony która spłonęła w tamtej chacie- Powiedział zimnym głosem.

Błagam cię ja naprawdę nie…- Przerwał mu Luciusz kładąc mu palec na usta.

Ciiiii...To już jest nieważne. Zrobimy tak jeśli wypadnie czysta strona to oddam cię strażą, ale jeśli wypadnie spalona…-Nie dokończył już zdania i podrzucił monetę do góry. Po wirowała ona w powietrzu kilka razy i upadła na rękę kruka spaloną częścią.

Rodrig zaczął się wić w panice, jednak Luciusz złapał go za kark i zaciągnął do ogniska, które znajdowało się w jaskini. Przykucnął przy nim i powiedział-Każdy z nas ma dwie twarze, ta prawdziwa jednak ujawnia się gdy zostajesz przyparty do muru-Po tych słowach cisnął twarzą szefa rozbójników do ognia przypalając mu całą twarz i po krótkiej chwili zabijając go. Małym nożem odciął on spaloną głowę od reszty tułowia i nabił ją na pal przed jaskinią a następnie ruszył w stronę domu aby odpocząć.

 

 


Lucius Crowley Steinfuhrer jest 30 letnim mężczyzną który został zniszczony psychicznie przez tragedię w której zginęła jego żona i córka, płonąc żywcem. On sam został oszpecony zarówno na twarzy jaki i w środku, stał się na nowo zimnym a nawet lekko chorym psychicznie facetem który stawiał zemstę ponad wszystko inne. Jego skoki nastrojów mimo że zostały opamiętane to jednak nie stłumione a sam Lucius do dziś się leczy.  

 


 

Edytowane przez L-Drago
  • Like 1

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Historia była pisana wraz z innym gameplanem, więc proszę wybaczyć o możliwych błędach loreowych, ale wolałem dodać orginał niżeli bawić się w wymuszone poprawki.

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Cześć, jako, że lubię czytać czyjeś prace i często konstruktywnie je krytykować, to pozwolę sobie ocenić napisaną przez Ciebie biografię. 
Na wstępie zaznaczę, że jest to tylko i wyłącznie moja opinia, niepodyktowana niczym innym a neutralną oceną, nie znamy się i nie mam na celu Ci dopiec, a jedynie rzetelnie wskazać Ci błędy i dać kilka rad na przyszłość. Toteż nie obrażaj się, jeżeli napiszę coś nie do końca miłego - taki mam styl pisania i oceniania. Nie czuj się urażony przez nic co napiszę, bo nie taki mam w tym cel. No ale to tak gwoli wprowadzenia - zaczynamy.

 

4 godziny temu, L-Drago napisał:

Każdy ma dwie twarze którymi grają na przemian aby cię skrzywdzić, ale kiedy za gonisz ich do rogu w ten ujrzysz tą prawdziwą.

Taki wielki cytat, taki kolorowy i taki...pełen błędów. Zacznijmy od składni, zaczynasz zdanie stwierdzeniem, że każdy ma dwie twarze, odnosząc się do podmiotu w liczbie POJEDYNCZEJ, zaś później piszesz "którymi grają", o ile określenie "którymi" jest jak najbardziej poprawne, bo odnosi się do mnogości(dwie twarze), to stwierdzenie "grają" jest totalnie nielogiczne i złe składniowo, dlaczego? Prosta sprawa, która na pozór może wydawać się zawiła. Odnosisz się do wielu ludzi, ale przy pomocy unikalnego zwrotu "każdy", który jest podmiotem w liczbie pojedynczej, gdybyś określił podmiot jako "Wszyscy" to byłoby po sprawie i zdanie było w tym kontekście poprawne składniowo. Poza tym zdarzają się błędy interpunkcyjne, generalnie zwroty takie jak "Ty, Tobie, Twoje, Ciebie, Cię" powinniśmy pisać z wielkiej litery, ale nieważne. Rozbroiło mnie słowo "za gonisz" i wpadlem tutaj w niezłą zagwozdkę, bo zastanawiałem się czy przypadkowo kliknąłeś spację i ze słowa "zagonisz" zrobiło się "za gonisz", czy też po prostu nie znałeś poprawnej pisowni, dla swojego bezpieczeństwa, będę się trzymał tej pierwszej wersji, zwykłego przypadku. Ponadto w języku pisanym stosujemy poprawną formę "tę", a nie "tą" - forma "tą" jest dopuszczalna jedynie w języku mówionym zgodnie z ogólnoprzyjętymi zasadami, ale to marginalny błąd. Poniżej napiszę Ci jak podobny cytat powinien wyglądać pod względem składniowym - estetykę i kolorystykę pracy zostawię sobie na potem.

 

Cytat

"Każdy ma dwie twarze, którymi gra na przemian, aby Cię skrzywdzić. Jednak kiedy zagonisz ich do rogu, w ten ujrzysz tę prawdziwą."
lub
"Wszyscy mają dwie twarze, którymi grają na przemian, aby Cię skrzywdzić. Jednak kiedy zagonisz ich do rogu, w ten ujrzysz tę prawdziwą."


Przechodząc do dalszej części Twojej biografii stwierdzam, że masz cholernie wielki problem zarówno z interpunkcją(m.in. z poprawnym rozmieszczeniu przecinków w zdaniu), oraz ze składnią. Źle stawiasz przecinki, tam gdzie powinny być, nie ma ich. Zaś tam, gdzie nie powinno ich być, są. To samo z kropkami, stawiasz przecinek tam, gdzie powinna być kropka, a kropkę tam, gdzie na spokojnie mógłby widnieć przecinek. Cała praca jest naszpikowana tego typu błędami. Wybacz, ale nie spędzę kolejnych kilku godzin, na wypunktowywaniu Ci konkretnych przykładów, bo jest ich zwyczajnie ZA DUŻO. Podam Ci jednak kilka przykładów, gdzie widać to najwyraźniej.

 

Cytat

"Pewnej burzowej nocy w domu rodziny Steinfuhrer, żona głowy rodu Ertharda Gertholda Steinfuhrera urodziła ich pierwszego syna o kruczoczarnych włosach. Gdy ojciec spojrzał na włosy dziecka, uniósł on go i nadał imię Lucius Crowley z domu Steinfuhrer."

Dziwnie to jest skonstruowane, niby dobrze, ale jednak nie do końca mi to pasuje. 
Mogłeś np. zrobić to w ten sposób:
 

Cytat

"Pewnej burzowej nocy w domu rodziny Steinfuhrer, żona głowy rodu, Ertharda Gertholda Steinfuhrera, urodziła ich pierwszego syna. Chłopiec miał kruczoczarne włosy, gdy ojciec na nie spojrzał, uniósł go i nadał imię Lucius Crowley z domu Steinfuhrer."

 

4 godziny temu, L-Drago napisał:

"Gdy tylko był w odpowiednim wieku zaciągnął się on do wojska co było już wiadome od pewnego czasu, że tak właśnie zadecyduje, w końcu po coś musiał przez tyle lat się wymęczać przy kukłach."

Po raz kolejny powtarzasz podmiot, nie wiem po co. Piszesz "był w odpowiednim wieku" po czym kilka słów dalej dodajesz "zaciągnął się on". To totalnie niepotrzebny zabieg, który osobiście zniechęca mnie w jakimś stopniu do czytania. Tak samo widoczny jest tutaj brak interpunkcji, pierwsza część zdania jest w jednym ciągu, co sprawia, że ciężko się to czyta. W dodatku brak kropki przez zdaniem "[...] W końcu [...]" - to powinno być już nowe zdanie. 
 

Cytat

co było już wiadome od pewnego czasu, że tak właśnie zadecyduje

Tej składni też nie rozumiem, strasznie źle złożone zdanie według mnie. Napiszę Ci jak ja bym to widział.
 

Cytat

"Gdy tylko osiągnął odpowiedni wiek, zaciągnął się do wojska, wszak od dawna było wiadomo, że to zrobi. W końcu po coś musiał tyle lat trenować walkę mieczem z kukłami. "


Podsumowując i dodając kilka rzeczy odnośnie estetyki. 
Rozumiem, że dialogi mają się wyróżniać, ale nie rób tego w ten sposób, nie rób z pracy jakiegoś festiwalu tęczy - wszystko innym kolorem. 
Zostań przy jednym kolorze, ewentualnie manipuluj np. kursywą, czy też czcionką, jeżeli nie wiesz w jaki sposób pisać dialogi, to zajrzyj na przykład do mojej biografii. Wydaje mi się, że nieskromnie mówiąc, jest dosyć solidnie napisana i praktycznie pozbawiona jakichkolwiek błędów. Dodatkowo czcionka jest strasznie wielka, co już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, jakby pisał to jakiś dzieciak, bo dzieci często myślą w ten sposób "o, będzie kolorowo, duże, fajnie, fajnie". Historia jest dla mnie też bardzo typowa, motyw iście z "Punishera", no żona z córką mi umarli, jestem potężnym mścicielem, zabiję każdego kto stanie mi na drodze hurr durr, pomieszało mi się pod kopułą bla, bla. Generalnie chodzi o motyw bohatera pokrzywdzonego przez życie, po jakiejś dosadnej stracie w postaci najbliższej rodziny owładniętego przez chęć zemsty, bardzo powszechne, aż do "porzygu" takich biografii się naczytałem w życiu. Polecam zainwestować w ciekawszą historię, będzie się lepiej ją czytało, ale to tylko moje zdanie. 
Ja na przykład w swojej biografii nie szarpnąłem się na jakąś ckliwą, rodem z filmu historię. Postawiłem na realną, w miarę ciekawą opowiastkę i pykło. Tobie sugeruję to samo. 

NAJWAŻNIEJSZA RZECZ - opisujesz, że Twoja postać jest oszpecona i wygląda podobnie do "Two- Face'a" z uniwersum DC. 
Upewnij się, że na serwerze jest dostępna taka TEKSTURA TWARZY, bo inaczej może być trochę kiepsko immersyjnie to odgrywać. 
Niby możesz ustawić poprzez opis postaci "Ma wypaloną połowę twarzy", ale gwarantuję Ci, że dużo osób nie zwróci na to uwagi.
To by było na tyle ode mnie, mam nadzieję, że weźmiesz moje słowa do serca, zamiast się obrażać, bo to była konstruktywna krytyka w najczystszej postaci.

Pozdrawiam
 

  • Like 1

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

No co ja mogę powiedzieć, kolega nade mną już wszystko wyjaśnił, ale oprócz tego ja natknąłem się na jeszcze inny, ciekawy błąd logiczny.  Otóż napisałeś na końcu, że jeżeli po rzucie monetą wypadnie czysta strona to nie zabijesz faceta, ale gdy wypadnie już spalona to go zabijesz, no i właśnie... Napisałeś, że moneta upadła NA Twoją rękę spaloną częścią, czyli logiczne myśląc tak naprawdę wypadła czysta strona. Nie wiem, czy był to umyślny zabieg, czy też nie, ale wydaje mi się, że popełniłeś tutaj po prostu błąd i zabiłeś gościa, kiedy to on powinien przeżyć. 

Pozdrawiam :) 

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites
Gość
Ten temat jest teraz zamknięty dla dalszych odpowiedzi.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...