Skocz do zawartości
Pasiorson

Samotnik Frank

Recommended Posts

woD5Vxw.png?1
Hmm? Co tam mówiłeś? A, pytałeś się kim jestem. Nazywam się... Samotnik. Tak wiem, dziwne imię... Jak to "co mnie tutaj sprowadza?". Naprawdę interesuje cię moja historia? No dobra, ale przerwij mi jak zacznę cię nudzić.


   Urodziłem się na Kontynencie, w niewielkiej chatce należącej do alkoholika, lubującego się w kłusownictwie i jego wymizerowanej, sadystycznej żony. Tak, to własnie moi rodzice. Jedynym co lubili bardziej od znęcania się nad sobą nawzajem, było znęcanie się nade mną. Do dziś nie rozumiem czemu zdecydowali się mnie zatrzymać. Czasem mam wrażenie, że lepiej byłoby dla wszystkich, gdybym nie przyszedł na ten świat. 
   Chciałoby się powiedzieć, że lata mijały spokojnie. Niestety, wręcz przeciwnie. Gdy tylko podrosłem, nauczyłem się, że las jest bezpieczniejszym przytułkiem niż dom. Bywały tygodnie, w trakcie których raz czy dwa razy zaglądałem do domu, tylko po to żeby oberwać kijem lub patelnią. Przy tych okazjach rzadko zastawałem ojca. Zazwyczaj spędzał czas próbując zarobić i przepijając to co zdołał zarobić. Kiedy jednak przesiadywał w domu, moje ucieczki często kończyły się wcześniej niż bym chciał. Skurczybyk znał okolicę lepiej od zwierząt tam mieszkających. Zawsze potrafił mnie odnaleźć, nie ważne jak sprytnie próbowałem się ukryć. 
   I tak mi zleciało całe dzieciństwo. Jako kilkunastoletni już chłopak przeżyłem pierwszą odmianę w moim szarym, bolesnym życiu. W tamtym czasie często już samemu polowałem, a raczej kłusowałem. Zdobywałem pożywienie i materiały, które starałem się przeznaczać na siebie. Niestety, nawet chowając trofea w głuszy nie mogłem obronić ich przed ojcem, szabrującym wszystko w poszukiwaniu najmniejszego zarobku. Samemu nie mógł już polować, nieustanny odór alkoholu ostrzegał zwierzęta na milę wokół. Jego ręce trzęsły się jak piersi kurtyzany wyrabiającej tygodniówkę w przeciągu godziny. Nie tylko jego pokarał los. Matka osłabła jeszcze bardziej, pogorszył jej się wzrok. Nie była w stanie odróżnić mnie od ojca czy kogokolwiek innego. 
   Pewnego dnia wracałem do domu po dłuższym niż zwykle polowaniu. Sprawdziłem po drodze parę skrytek i zdziwiłem się, bo nie zauważyłem aby cokolwiek z nich zniknęło. Zbliżając się do domu czułem, że coś śmierdzi. Dosłownie i w przenośni. Podchodząc do drzwi zauważyłem wyłamane skoble i wydeptane ślady na ziemi. W pierwszym momencie sądziłem, że rodzice znowu się pobili. Matka pewnie zaryglowała się w środku, a ojciec próbował się dostać. Lecz gdy tylko uchyliłem drzwi i wpuściłem do ciemnego wnętrza smugę światła, zrozumiałem jak bardzo się myliłem. 
   Leżeli tam, obydwoje. Cali we krwi, ze zmasakrowanymi ciałami. Bezkształtne zwały mięsa i juchy równie dobrze mogły należeć do zwierząt. Nie dało się w nich dostrzec nic ludzkiego. Jednak ja dobrze wiedziałem, że to oni. Nie wiem ile stałem w progu, patrząc przez uchylone drzwi do środka. Nie czułem smutku. Było to coś w rodzaju zaskoczenia. Mój młody jeszcze umysł nie potrafił przyswoić tego do świadomości.
   Tak znaleźli mnie strażnicy miejscy. Ich kapitan od razu zabrał mnie stamtąd, przenocował u siebie i dopiero następnego dnia postanowił mi wyjaśnić co się w ogóle stało. Miał mnie za głupiego, miejskiego bachora, który w moim wieku ledwo co umie sklecić trzy zdania. Nie byłem jednak tak zacofany. Od razu przerwałem jego próby delikatnego przekazania informacji, stwierdzając "Zamordowali rodziców". Może nie brzmi to elokwentnie, ale wtedy zrobiło to na starcu wrażenie. Zrozumiał, że nie jestem taki jak inni.
Dopiero po kilku latach wróciłem do domu rodzinnego. Co się działo w międzyczasie zachowam dla siebie, ty i tak już dużo o mnie wiesz. Chatkę zastałem w ruinie, ale nie przeszkadzało mi to. W bardzo krótkim czasie zdołałem doprowadzić ją do porządku i zacząć jako tako samowystarczalne życie. Kłusowałem, sprzedawałem trofea, mięso jadłem. Te lata były najprzyjemniejszymi w moim życiu. Robiłem to co lubię i cieszyłem się spokojem. Nie miałem przyjaciół, do okolicznej wsi zaglądałem zawsze po zmroku, przemycając towary pod okiem straży. Więcej czasu spędzałem ze zwierzętami niż z ludźmi. Poznawałem przeróżne gatunki, także te bardziej agresywne. Zrozumiałem, że jedyne co potrzeba do przetrwania w tym świecie to trochę doświadczenia i łuk z garścią strzał. Było naprawdę przyjemnie. Dlatego właśnie musiało się to szybko skończyć.
   Ktoś we wsi mnie wydał. Prosta sprawa, pójść do straży i powiedzieć o kłusowniku. W tamtych czasach było to szczególnie ostro karane. Stwierdzili, że to sabotaż wysiłków wojennych, odbieranie żołnierzom i mieszkańcom pożywienia i strategicznym materiałów. Właśnie takie informacje zamieścili na listach gończych, które niesamowicie szybko rozprzestrzeniły się po okolicy. Musiałem więc uciekać, chyba samemu rozumiesz. Miałem tyle szczęścia, że straż przyszła po mnie gdy wracałem z polowania. Z łukiem w garści i torbą świeżego mięsa na ramieniu zbliżałem się do domu, gdy zobaczyłem ich między gałęziami. O wszelkich zarzutach dowiedziałem się oczywiście potem. Od razu bowiem rzuciłem torbę i puściłem się biegiem w las. Całe szczęście nie zauważyli mnie i nie wszczęli pościgu. Od tamtego czasu przemykałem się różnymi kniejami i dolinami, wzdłuż jezior i rzek aż dotarłem do morza. Idąc wzdłuż brzegu prędzej czy później musiałem dostrzec na horyzoncie stolicę. Nie zbliżając się do niej zdołałem załatwić sobie miejsce na tym pięknym okręcie. 


Dokąd płynę? Nie wiem. Wysiądę na jakiejś ładniejszej, zarośniętej wyspie. Nie znam świata. Nie znam własnego kraju. Cudem się wydostałem. Teraz zaczynam nowe życie...

 

Spoiler

Witam serdecznie czytelników mojej drugiej biografii. Przedstawia ona opowieść Franka, samozwańczego Samotnika. Będzie to postać zapasowa, którą mam zamiar umilić sobie rozgrywkę w momentach gdy druga postać, Giorno, skazana będzie na grę bez pozostałych członków rodziny. Bycie postacią zapasową wcale nie oznacza dla Franka kompletnego zapomnienia. Będę się starał nim własnie wchodzić w interakcje z osobami, z którymi na drugiej postaci byłoby to ciężkie (zważywszy chociażby na jej charakter czy "wyższy stan społeczny". 

Mam nadzieję, że lektura się podobała. Jej ogólnikowość i mała doza informacji jest zamierzona. Chcę, aby ta postać była rozwijana w trakcie interakcji z innymi graczami. To wtedy ludzie dowiedzą się co dokładnie wydarzyło się rodzicom czy co robił Frank w "międzyczasie" od ich zabójstwa, do powrotu do domu.

Jeśli masz jakieś zastrzeżenia, podziel się nimi w komentarzu! Chętnie poczytam słowa krytyki.

 

  • Like 6

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites
22 godziny temu, Pasiorson napisał:

Kłusowałem, sprzedawałem trofea, mięso jadłem.

a z chlebkiem?

supi kp, az sam zaloze postac zapasowa zeby grac rp z twoja postacia zapasowa

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Temat do archiwizacji. Nadeszła zmiana planów związanych z rozgrywką. Pozdrawiam, dziękuję i przepraszam za kłopot.

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Dodaj nową pozycję...