Skocz do zawartości
Durel

✅ [Łuczarz] Fleczer Lucius

Recommended Posts

FEG417H.png

 

Fleczerstwo nie jest prostym zajęciem. Wymaga ogromu poświęcenia, cierpliwości oraz ogromnej wiedzy. Trzeba znać rodzaje drzew, potrafić ocenić wilgotność materiału czy cierpliwie wyginać drewno. Przygoda Luciusa w tym fachu, zaczęła się w Myrtanie. Wychowywał się w dobrych warunkach - jego ojciec był właścicielem kilku gospód. Największa, znajdowała się w Vengardzie, tam również mieszkał wraz z rodzicami i to owym przybytkiem się zajmowali. Kolejne znaleźć można było w Faring, Trelis oraz Geldern. Byli oni bogatą rodziną, więc szlacheckie życie nie było Luciusowi w żadnym stopniu obce, a ze względu na posiadane dobytki, dość często podróżowali, co stało się pasją chłopca. Ojciec od zawsze powtarzał mu, aby robił to co daje mu szczęście, a próbując wychować go na dobrą oraz zaradną osobę, kazał znaleźć mu jakąś pracę, którą to wykonując będzie czuł się dobrze. I tak oto wędrował od jednego zakładu do drugiego, próbując odnaleźć samego siebie. Kowalstwo? Nieee, nie czuł się zbyt komfortowo podczas pracy ze stalą czy żelazem. Łowiectwo? Prawdę mówiąc, polowanie sprawiało mu przyjemność. Nigdy nie mógł zapomnieć tej satysfakcji jaką czuł gdy udało mu się zastrzelić pierwszego ścierwojada, smak jego mięsa, jak to mawiał, będzie pamiętał do końca swoich dni. Ale już wtedy czuł, że to nie jest dokładnie to co chciałby robić, a jednocześnie czuł jakąś więź do lasu, bronią którą się posługiwał - jego łukiem, który trzyma blisko siebie po dziś dzień. I wtedy pomyślał, aby pójść na czeladnika, do najlepszego łuczarza w całej Myrtanie, jak i możliwie na całym świecie - zwanego Daren. Jego zakład znajdował się w małej, nadmorskiej osadzie zwanej Ardea, i to właśnie w tym miejscu, zaczęła się jego prawdziwa przygoda. Jeszcze jako młody, bo dopiero 14 letni chłopak, został uczniem ów mistrza. Początki nie były łatwe, ale on w głębi serca czuł, że to jest to, co daje mu największe i najczystsze szczęście. Zaczynał jako typowy chłopak na posyłki - przynieś drewno od drwala, pozamiataj warsztat, dorzuć drwa do pieca, pilnuj aby drewno dobrze schło - wydawać mogło by się, że Daren znalazł sobie chłopaka do najnudniejszej roboty, jednak z czasem Lucius odkrył czemu służyły te zadania. Gdy kolejny raz szedł do drwala po drewno, coraz więcej rozróżniał gatunków drzew, a co za tym idzie wiedział które użyć, do odpowiednich łuków, kusz czy amunicji. Przy kolejnym sprzątaniu warsztatu odkrył, że z materiałem trzeba obchodzić się oszczędnie, dokładnie a kluczem do dobrej pracy, jest porządek i ład. Drwa w piecu, nadzorowanie sezonowania materiałów - to wszystko uczyło cierpliwości, dokładności oraz pozwalało poczuć jakąś więź do wykonywanej pracy. To jak traktował go opiekun, również tworzyło w jeszcze młodym chłopaku uczucie przywiązania do wykonywanego zawodu. A mistrz widział w swoim uczniu ogrom potencjału, widział jego pasję, czuł jego miłość do rzeczy które tworzył, a wiedział, że to jest podstawą dobrej pracy. Lata mijały, a Lucius po za nauką zawodu, podróżował po całej krainie poznając nowe sztuki, odkrywając dzieła z Nordmaru oraz Varantu, a w wolnym czasie wracał do domu rodzinnego, gdzie uczęszczał na różne bankiety oraz bale - ciesząc się życiem.

 

I tak mijał rok za rokiem, aż w końcu przyszedł czas zmian. Wojna z orkami była już rzeczą pewną, rodzinny interes z owego powodu zaczął upadać, a nie młody już Daren zaczął podupadać na zdrowiu. Przed Luciusem stał szereg decyzji - spełnić swe marzenia i podróżować dalej, tym razem po za granicami kontynentu, czy jednak zostać w Myrtanie i próbować ratować biznes. Kolejnym problemem było samo fleczerstwo - pytaniem było czy próbować sił w rynku Myrtańskim, który ze względu na nadchodzącą wojnę mógłby być dość problematyczny, czy jednak szukać nowych miejsc, gdzie rękodzieła przydadzą się innym ludziom. Mijał dzień za dniem, a jeszcze młody chłopak nie mógł podjąć decyzji, aż w końcu postanowił. Szalę przelała wiadomość, o dogodnościach jakie czekały podróżników na znamienitej wyspie Archolos, a dokładniej stolicy - Wiltmarku. I tak o to chłopak z zapasem złota popłynął w nieznane, gdzie czekała go zupełnie nowa przyszłość. Gdy dotarł do celu swej podróży, nie mógł uwierzyć swym oczom. Miasto nie było tym, co słyszał z dawnych opowieści. Nie było już tych wspaniałych winnic, nie było dostatku i dobrobytu, a wszystko to za sprawą jakiejś kryzysu gospodarczego, który dotknął sporą część populacji. Na szczęście Luciusa, podczas kryzysu splajtowali praktycznie wszyscy mistrzowie w dziedzinie łuczarstwa, a była to dobra okazja dla młodego chłopaka. Czym prędzej udał się on do gubernatora miasta, i z wielkim entuzjazmem otworzył swój pierwszy, własny biznes. Udało mu się wykupić średniej wielkości domek, w dzielnicy rzemieślniczej, w którym było już całe odpowiednie wyposażenie w postaci stołów, szopy w której można by było sezonować drewno, oraz z zapasem materiałów już gotowych do obróbki. Jednocześnie chłopak spisał odpowiednie umowy z miejscowym kowalem - od którego chciał kupować groty do strzał oraz bełtów jak i z myśliwymi, którzy mieli zająć się dostawą ścięgien, włosi i podobnych temu materiałów. I takie były to początki, ciężkie czy to nie ciężkie, Lucius dawał sobie radę. Znajdował pierwszych klientów, od myśliwych z którymi miał stałe układy, przez zwykłych obywateli, którzy chcieli mieć jakieś narzędzie do obrony własnego mienia, przez strażników, którzy to po części lubowali się w broniach dystansowych. Czas leciał, zakład się rozwijał, ale czegoś brakowało...

 

Chłopakowi brakowało najzwyczajniej w świecie rodziny - rodzice bardzo o niego dbali, tak jak i jego mistrz, przez co bliscy byli dla niego ważnym elementem otaczającego świata. Ale i w tym miejscu miał ogrom szczęścia, ponieważ pewnego dnia przechadzając się po ulicach miasta, natknął się na samego Hugo Moretelli, którego to poznał za dziecka podczas bankietów odbywających się w jednej z gospodzin w Myrtanie. Mężczyzna po krótszej rozmowie, poznał chłopca i z chęcią zgodził się na rozmowę, która odbyła się w domu Moretelliego. Czas leciał, a słowa płynęły niczym rzeka. W końcu nastąpił wieczór, a znużony chłopak udał się do swojego domu, gdzie przed zaśnięciem sprawdził jeszcze szopę z drewnem. Jednak to nie był koniec przygody z tą sławetną rodziną. Hugo, jak i reszta członków rodziny zaczęła odwiedzać młodego chłopaka, który czuł że odnalazł w końcu bliskie sobie osoby. Dni mijały, a chłopak coraz bardziej zbliżał się do rodziny, aż do momentu gdy został jej członkiem, co było dopełnieniem marzeń Luciusa.... I tak życie toczy się po dziś dzień, a każdy kolejny, wciąż zaskakuje nowymi wydarzeniami. 

qltS4ps.png

  • Like 6

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...