Skocz do zawartości
Przenieś

Gabryjel Montoya

Recommended Posts

* z uwagi na fakt, że troszkę mnie poniosło (przy przypływie flow) podczas aplikowania na biznes, to kontynuuję historię opowiedzianą w tym temacie: https://elisium-roleplay.pl/forum/index.php?/topic/243-editkarczma-łeb-hydry-na-miejscu-chaty-cavalorna/

 

 

***

 

Mężczyźni popatrzyli po sobie. Wyższy wyszeptał - na Innosa, cóż to za odór. Niższy, bardziej krępy szepnął mu nad ucho - spokojnie, wiesz po co tutaj jesteśmy - po czym rozejrzał się po karczmie. Przy barze zauważył brodatego chłopa, wydawało mu się, że skądś go kojarzy - czy to nie aby jeden z moich pracowników? - zapytał siebie w myślach. Wyższy z mężczyzn podszedł do karczmarza i powiedział:

 

- My do Pana Gabryjela.

 

- A na czyje zaproszenie? - Zapytał nieufnie karczmarz.

 

Niższy z mężczyzn drżącą ręką wyjął zapieczętowaną kartkę, którą podał karczmarzowi. Po odczytaniu jej treści karczmarz powiedział:

 

- Do końca sali i w lewo przejściem, list okazać strażnikowi. w następnym pomieszczeniu prosto do drzwi na przeciwko, oto klucz, proszę tam wejść i poczekać.

 

Mężczyźni postąpili zgodnie z instrukcją karczmarza. Drugie z pomieszczeń było całe czerwone, chyba, bo Niższy z mężczyzn ze stresu nie potrafił się skupić i zapamiętać szczegółów. Gdy już znaleźli się w zamkniętym pomieszczeniu wyższy zapytał:

 

- Co ty wiesz o tym Gabryjelu?

 

- Same pogłoski, nigdy w życiu nie miałem z nim do czynienia - odpowiedział niższy - słyszałem tylko, że jest o ponad głowę wyższy od Ciebie, szerszy od strażnika którego mijaliśmy w gospodzie. Jego twarz podobno przypomina łuskową zbroję, takie ma plamy po odrze. Pogłoski chodzą, że był jednym z magnatów w Górniczej Dolinie, inne mówią, że walczył na wojnie z orkami. Niektórzy twierdzą, że to zbiegły mag wody, który miał dość ascetycznego życia. Po chwili przerwy ciągnął dalej - chodzą plotki, że zna każdego, ale i takie że tak naprawdę nie zna nikogo, słyszałem również pogłoski, że był zwykłym farmerem. A Ty coś o nim wiesz?

 

- Większość plotek się powtarza, ale jedna nie daje mi spokoju. Podobno tak naprawdę jeszcze jakiś czas temu był nikim, wyrzutkiem którzy wkręcił się do jakiejś organizacji przestępczej. Stopniowo awansował, aż w końcu zabił jej przywódcę, a pozostałych jej członków sprzedał straży miejskiej. Za otrzymane złoto wykupił tę ruderę, wykorzystał swoje znajomości żeby świadczyć usługi które tutaj świadczy. Przy tym zrobił sobie wielu wrogów.- powiedział wysoki rozglądając się na boki.

 

- Haha, ta plotka jest moją ulubioną - powiedział niski, szczupły mężczyzna wyłaniając się z cienia. Mimo, że był szczupły, a wręcz chudy, to dało się zauważyć zarys mięśni przez obcisły kaftan. Mężczyzna miał ciepły głos i bystre, zielone oczy, prosty nos. Długie włosy ciemnego blondu miejscami przepruszała już siwizna, choć on sam emanował wigorem. Z całego opisu jaki rysował się mężczyznom pasowały tylko blizny po ospie, które próbował zakryć nierównym zarostem. - Bardzo mi miło panowie, że zechcieliście przybyć w moje skromne progi, kupcy z Wiltmarku nieczęsto się tutaj pojawiają. Nie przejmujcie się, nie podsłuchiwałem was, dla mnie dyskrecja jest cnotą. Powiedzcie proszę co was tutaj sprowadza, że za spotkanie z wami ręczy sam kapitan Wiltmarkskiej straży miejskiej? - zapytał Gabryjel uważnie przypatrując się kupcom. Jego postać nie wzbudzała strachu, czuło się do niego nawet pewnego rodzaju sympatię, chociaż było i miejsce na szacunek.

 

- P-panie Gabryjelu - zaczął nieśmiele wyższy z kupców - bo to trochę delikatna sprawa - zawahał się przez chwilę - jest w mieście taki obwoźny kupiec, który to prowadzi handel godzący w nasz, hmm... "monopol".

 

- Wasz? To chyba raczej duopol - rzucił Gabryjel ironicznie - panowie, nie wiecie, że szerszy dostęp do usług wszelakiego rodzaju napędza gospodarkę miasta i dobrobyt mieszkańców? Czym Wy tam handlujecie, skoro na całe miasto jesteście jedynymi sprzedawcami? - zapytał podejrzliwie.

 

- Szanowny panie, raczy pan wybaczyć ale to nasza sprawa - zagrzmiał niższy - w pańskie sprawy się nie wpychamy, za to nie zgadzamy na to by ktoś godził w nasze interesy!

 

- Spokojnie, bo panu serce stanie, przy pańskiej wadze stres jest niewskazany - odparł ze spokojem właściciel karczmy - wnosząc po państwa stroju i poręczenia samego pana kapitana, wnioskuję, że panów kontakty są wystarczające do załatwienie tej sprawy.

 

- Nooo, jakby... - zaczął niepewnie wyższy - nie bardzo.

 

- Co to znaczy nie bardzo? - zapytał z nieskrywanym rozbawieniem Gabryjel.

 

- Ten kupiec zna sekretarza - rzucił przez zaciśnięte wargi grubszy z kupców - więc tutaj nasza moc sprawcza się kończy.

 

Na ułamek sekundy powietrze zgęstniało i zapadła grobowa cisza.

 

- To zmienia postać rzeczy, panowie oczywiście zrobię wszystko byście mogli rozwiązać swój problem, cena to 1000 sztuk złota, nie podlega negocjacjom - mina Gabryjela zastygła bez wyrazu - kwota ta stanowi 10% które pobieram za skorzystanie przez panów z usługi, cała usługa płatna będzie po wykonaniu, koszt 9000 sztuk złota, jeżeli usługa nie zostanie zrealizowana zwracam panom połowę kwoty, czy zgadzają się panowie na te warunki?

 

- I... ile? - zapytał mniejszy z kupców cały blady - a... a jaką daje pan gwarancję?

 

- Żadnej nie daję, muszę znaleźć człowieka który gotów będzie zadrzeć z jedną z najbardziej wpływowych osób na tej wyspie. Nikt panu nie da gwarancji, ale za mną przemawia najwięcej argumentów - odrzekł gniewnie właściciel karczmy - panowie, albo podpisujemy umowę albo uważam tę rozmowę za niebyłą, a zaproszenie anuluję.

 

- Oczywiście, podpiszemy - odrzekł wyższy.

 

- Proszę oczekiwać dalszych instrukcji, znajdę panów. Proszę oddać również klucz.

 

Kupcy złożyli podpisy pod umową, zapłacili i opuścili karczmę bez słowa. Gdy Gabryjel został sam w pomieszczeniu powiedział: - wyjdź Sancho, musisz dostarczyć wiadomość do odpowiedniej osoby - zza ciemnej kotary wyłonił się młody chłopak, miał nie więcej niż 18 lat - znajdź proszę Vito i zaproś go do mnie.

 

- W dniu dzisiejszym na Vito została nałożona ponowna kara, został wyproszony na 3 tygodnie - wyrecytował szybko młody chłopak. - ma bystry umysł - pomyślał Gabryjel - szkoda, że ucieka na kontynent.

 

- Zapłacił chociaż?

 

- Jak zawsze, proszę Pana.

 

- Dobra, muszę pomyśleć jak to rozwiązać, w międzyczasie myślałem o tym jak znaleźć zastępstwo na Twoje miejsce, na pewno nie chcesz zostać?

 

- Ja tak nie mogę, jak ojczyzna krwawi, ja muszę ... - zająknął się chłopak.

 

- Ojczyzna, tfu - splunął Gabryjel - zginiesz tam i po co ci to? Przecież obiecałem twojej matce, że się tobą zajmę. - pomyślał właściciel po czym powiedział na głos - zamówiłem ci prezent, odbierz go od płatnerza jak będziesz w mieście, idź również do kowala, tam też coś na Ciebie czeka. Weź te listy, rozdaj je wśród tych wszystkich uchodźców, najlepiej młodych, wybierz komu je chcesz wręczyć, ufam Ci. Jak znajdą do mnie drogę i przejdą selekcję to będę miał zastępstwo na Twoje miejsce. Nie trać czasu, idź...

 

- Dziękuję - rzucił niepewnie chłopak, schował listy do torby i wyszedł.

 

- Ehh, zginiesz ty chłopcze, zginiesz... - pomyślał Gabryjel

 

image.thumb.png.090c858f801d975c78c7f9d8fd8c2b9f.png

*art zapożyczony z internetów

***

 

Edytowane przez Przenieś

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Dodaj nową pozycję...