Skocz do zawartości
Slaani

Malakai II von Wiltmark, herbu Harpia

Recommended Posts

Herb.png.ab4f6e78438c1b7c6233d96fc411d4ac.png
~ "Szpony i kły!" ~

 
 

"Ten burdelarz i opijus? I stary chce mu oddać winnice? Chyba pokręciło go już do szczętu!"
 

♦♦
 

Widząc, że następny z gości czeka na wywołanie, herold wykonał kolisty ruch zdobioną w małą chorągiewkę laską, po czym fantazyjnie kręcąc nogą tupnął z impetem. Wraz z butem uderzającym w posadzkę, usta urzędnika rozwarły się, obwieszczając;

 - Sir Malakai II von Wiltmark, herbu Harpia, zaproszenie odbiera w imieniu swego ojca, Argusa I Ponurego von Wiltmark, herbu Harpia!
 

♦♦♦
 

Dźwięk krzyżowanej stali odbił się od murów do wnętrza dziedzińca. Po niewielkim tłumie poniósł się cichy pomruk zadowolenia. Młodzieniec nie ustępował ani na krok swemu starszemu oponentowi. Niektórzy mieli okazję widzieć go w akcji już wcześniej, również w tym tandemie i wiedzieli, że można spodziewać się po nim pięknej walki. Odziany w biało-błękitną brygantynę, ledwo opierzony rycerz był dla szlachty Wiltmarku niczym wschodząca gwiazda zbrojnych królestwa.

Po chwili brzęk rozległ się ponownie. Młodszy - Niebieski, był teraz w ataku. Formalna część pojedynku już się zakończyła. Można by rzec, że walczący mieli czas ocenić umiejętności przeciwnika i dostosować do siebie tempo... Jednak nie była by to pełna prawda. Młody szlachcic miał już niejedną okazję krzyżować ostrza ze swoim przeciwnikiem, nawet jeżeli dotychczas były to co najwyżej ostre sprawdziany. Dzisiejsze starcie wykraczało ponad zasady zwykłych ćwiczeń. Zepchnięty do defensywy oponent powolutku ustępował pola agresywnym cięciom Niebieskiego. Okryty pancerzem w bordowe i czarne pasy oraz ozdobnym hełmem garnczkowym, zwieńczonym wieńcem róż ze spreparowanym w hełmowy klejnot, paskudnie wyszczerzonym pyskiem harpii, prezentował się drapieżnie, niebezpiecznie, co kontrastowało z jego obronną postawą. Coraz gwałtowniejsze ataki młodego rycerza, zmuszały Bordowego do coraz szybszych ruchów, wzbijających labry hełmu w szarpane skoki.

Pojedynek.png.3c41f62d2174eeba8ef517ed7db1eb8a.png

Teraz znowu wycofał się ostrożnie na dwa kroki.. i niespodziewanie przeszedł do nagłej kontry! Ostrze miecza cięło po półkolu od dołu. To jednak było błędem. Niebieski jakby czekał na ten ruch. Przyjął klingę przeciwnika przekrzywionym bokiem miecza i taktycznym ruchem w bok. Kontratak Bordowego wytracił impet, po czym kolczo-płytkowa rękawica młodzieńca zamknęła się na broni tego z harpim hełmem. W tłumie narosło napięcie, a Niebieski kontynuował błyskawicznym sztychem w bok przeciwnika! Nie mniej gwałtownie, starszy rycerz odbił nacierające ostrze mocnym kopniakiem okutej stopy. Młody najwyraźniej nie spodziewał się takiej odpowiedzi, Bordowy wyszarpnął swój miecz z ręki współzawodnika i z niezwykłym tempem przeszedł w pełen obrót, wyprowadzając mocarne cięcie. Klingi grzmotnęły o siebie z wyjątkowo dźwięcznym impetem. Po zgromadzonej szlachcie poniosły się głośne wyrazy uznania ale też jęki niezadowolenia i zawodu. Walczyli trochę zbyt brutalnie, trochę zbyt ostro. Ruchy wykraczały poza dobry smak pojedynku. Tymczasem młody aż musiał się cofnąć. Jego przeciwnik preferował raczej walkę z dołu - co prawda tłumaczyło to szybkie wypracowanie reakcji na jego atak ale zwieńczenie jej cięciem z góry, z tak dewastującą siłą, przekroczyło oczekiwania chłopaka. Zwiększył dystans, pozwolił przejść pierzastemu do ofensywy. Przyjął pierwszy cios.. potem finta! Nie dał się zmylić i przyjął następny atak z pewnością doświadczonego fechmistrza. Wziął miecz Bordowego na jedną rękę, uwalniając drugą do nagłego ruchu! Szybko i niespodziewanie niczym atak przyczajonego węża, przygrzmocił okutą w stal pięścią w hełm oponenta. Zadzwoniło, starszy przeciwnik aż się zatoczył, a część rycerzy na dziedzińcu z trudem opanowało ciche parsknięcia i wesołe uśmieszki. Wiedzieli, że młody ma parę w łapach, a atak wręcz, z lewej strony był czymś nowym. Musiał naprawdę przygotowywać się do tej walki.

Pojedynek wrócił do poprzedniego układu. Niebieski wykonywał szybkie, niespodziewane ataki, robił sporo sztychem, z nagłymi, zwinnymi wypadami w przód. Bordowy parował i unikał niczym tancerz ale wszyscy wiedzieli, że zaczął się już męczyć. Może ubranie hełmu do tej walki nie było najlepszym pomysłem. Obecnie pewnie wdychał już więcej własnego oddechu niż powietrza, miał ograniczone pole widzenia, no i otworzył swojemu przeciwnikowi cios w głowę. Ale każdy wiedział, że Malakaiowi chodziło o tę cholerną harpię na czubku. Dumny symbol rodu.. mimo, że hełm należał do jego pradziadka.. a wokół całej tej historii krążyły niespecjalnie przydające mu chluby plotki... Ponoć adekwatnym było, żeby trofeum zostało wykonane ze skrzydeł i głowy wiedźmy własnoręcznie ubitej przez noszącego hełm rycerza.. jak więc mężczyzna mógł pozwolić sobie na noszenie hełmu przodka...
Nie było czasu na dywagacje i rozmyślenia, pojedynek trwał w najlepsze, a co poniektórym prawie umknął ostatni ruch biało-błękitnego młodzieńca. Silnym ciosem w miecz wybił w górę zaciśnięte na rękojeści ramiona przeciwnika. Zręcznie uwolnił lewą rękę i ponownie uderzył z całą swoją krzepą, tym razem w tors Bordowego. W tej samej chwili, szybkim zygzakiem wyprowadził lewą nogę za przeciwnika, potykając go. Rycerz herbu Harpia zwalił się na ziemię. Szczęśliwie zachował dość siły, by natychmiastowo przetoczyć się w bok, na klęczki, i zdążyć jeszcze przyjąć na broń następny cios stali Niebieskiego.

Młodzian wyprowadzał uderzenia jedno za drugim, z coraz większą siłą. Skulony na klęczkach przeciwnik mógł tylko parować cios za ciosem, coraz bardziej schodząc do parteru. Nagle Niebieski grzmotnął ostrzem z jeszcze większą siłą, sprawiając, że miecz Bordowego z głuchym brzękiem uderzył w ziemię.

 - Trzeba było nie podejmować wyzwania, skoro nawet nie zostałeś jeszcze mężczyzną.. a teraz rozłupię ci tę maszkarną papugę, na twoim pustym łbie.. bękarcie. - wycedził arogancko rozweselonym głosem tryumfujący, młody rycerz.

 - Ty gnoju!

Z krzykiem, Bordowy zerwał się w rozpaczliwy skok ku dominującemu przeciwnikowi. Co uważniejsi obserwatorzy zauważyli, że już wcześniej przygotowywał nogi do tego ruchu. Prostując się jak sprężyna objął Niebieskiego w pasie, kompletnie wytrącając go z równowagi. Ten, wściekły jak nigdy, cofał rękę do następnego, ostatecznego pchnięcia. Parę osób krzyknęło, widząc na co się zanosi. Rycerze wyrżnęli o ziemię ze strasznym hałasem. Młody uchwycił wolną ręką klejnot na hełmie oponenta i upadając zdarł mu go z głowy. Niestety sam również mocno uderzył w grunt potylicą i łokciem z uzbrojonego ramienia, co lekko go zamroczyło i pozbawiło siły ciosu. Pochylający się nad nim, starszy przeciwnik złapał jego dłoń z mieczem we własną rękę, a teraz wyszarpywał oręż leżącego.
 - Słyszałeś Malakai?! Przy tobie przynajmniej jestem mężczyzną, a ty.. niegodnym.. dzieciuchem...
Chłopak musiał uderzyć się za mocno, bo obelgi przeszły w bełkot i majaczenia. Nabuzowany emocjami, Bordowy rycerz uniósł miecz przeciwnika oburącz. Poddenerwowani i przestraszeni obserwatorzy zaczęli krzyczeć, wstrzymywać oddechy, część rzuciła się ku walczącym...

Malakai z całej siły przyrżnął płazem broni w czoło i nos leżącego oponenta, skutecznie go ogłuszając.
 

Ozdobnik.png.69cfe87c1d65db87930be2056c1d5213.png


 

Malakai jest młodym duchem mężczyzną, powoli zbliżającym się do swej 30 wiosny. Pochodząc z niezwykle honorowego klanu rycerskiego Harpii z Wiltmarku, od maleńkości dorastał wśród najwyższych standardów etosu rycerskiego, nasiąkając legendami i podaniami bardzo szanowanej w przeszłości rodziny.
Każdy pierworodny dziedzic klanu przysposabiany jest by już w młodym wieku chwycić za miecz i próbować dorównać chwalebnym przodkom wsławiając się męstwem, honorem oraz rozwagą, na których korona Wiltmarku mogła polegać od pokoleń. Jednym z tradycyjnych sposobów udowadniania swej wartości i dorosłości wśród dziedziców Harpii od stuleci była Próba Szponów i Kłów - rycerskie polowanie, podczas którego młodzian zapuszcza się w niedostępne górskie szczyty, wysoko postawione ruiny dawnych twierdz albo przestronne skalne kaniony, celem odnalezienia, a następnie zgładzenia prawdziwej, dzikiej harpii. To harpia jest mobilium zdobiącym herb klanu, a najznamienitsi spośród rodu, po pokonaniu wyjątkowo obmierzłych sztuk, kazali preparować ich głowy i skrzydła w miniaturowe trofea, stające się ozdobnym klejnotem na wierzchu hełmu.

Obecny dziedzic i najmłodszy z rodu, również wyruszył na swoją wyprawę. Okryty pancerzem w barwach rodziny, jeszcze sprzed ich zmiany dwa pokolenia temu, niczym błędny rycerz z legend wziął z domu konia, giermka i począł rozbijać się po szlakach oraz górach Archolos.
 

Wrócił dopiero pół roku później, w niezbyt fortunnych okolicznościach. Jego poszukiwania spełzły na niczym. Być może było to kwestią działalności jego ojca, babki, pradziadka i innych heroicznych członków rodziny.. ale miesiącami nie był w stanie odnaleźć żyjących harpii. A gdy wreszcie się to udało, wraz ze swym giermkiem, młodym Parcivalem, trafili do górskiego siedliska, będącego domem dla całej wspólnoty harpich siostrzyczek. Walczyli dość zażarcie, jednak niedoświadczony, rozleniwiony aroganckim stylem życia i dotychczas nieudolną tułaczką dał się poważnie zranić i wypchnąć ze skalnej półki na położoną w dole górską ścieżkę. Co prawda nie doznał trwałego okaleczenia, jednak jego towarzysz miał mniej szczęścia. Harpie dosłownie rozszarpały Parcivala, a jego zewłok zrzuciły wprost na pokonanego rycerza. Malakai uszedł z życiem tylko dlatego, że fruwające maszkary zadowoliły się zadanym mężczyznom cierpieniem, a na posiłek wybrały sobie ciepłą wątrobę i serce jego bojowego rumaka.
Ośmieszony, bez wierzchowca, ani większości posiadanych dóbr oraz pośrednio odpowiedzialny za śmierć towarzysza, młodzieniec ledwo wrócił do miasta, bez dumy i bez honoru.
 

Uprzednio Malakai był rozpieszczonym aroganckim młodzikiem. Szlachta i obywatele Górnego Miasta zapamiętali go jako nie znającego umiaru ani powściągliwości sympatyka trunków wszelakich oraz nie-przebierającego w towarzyszkach bawidamka, wielbiciela wiltmarckich ladacznic.
 

Jakże zmienił się od czasu swej podróży. Od czasu gdy nie udało mu się dowieść męstwa w teście dorosłości spoważniał. Stał się stonowany, wstrzemięźliwy, prowadzi się bardzo godnie ale też żyje w ośmieszeniu.

Ojciec Malakaia, Argus I Ponury, był znakomitym zbrojnym. Co prawda dziedziczenie było nieco bardziej skomplikowane w jego przypadku - pierworodną klanu Harpii była jego matka, babka Malakaia, dziadek chłopca pochodził z innej rodziny szlacheckiej. Nie przeszkodziło to jednak w kultywowaniu rodzinnej tradycji. Harpie bowiem, choć ekscentryczne, nigdy nie przejmowały się płcią dziedzica, a układ zawarty z władzami miasta i rodziną zięcia, przez wielce szanowanego wtedy ojca babki - Malakaia I, zapewnił kontynuację linii podle wytycznych przodków. Ostatecznie, z punktu widzenia rodu małżeństwo skończyło się jedynie zmianą barw rodu, z bordowo-czarnych, na bordowo-żółte. Dziadek Malakaia, zasłużył się względem Korony Wiltmarku zarówno za króla Borcha II, jak i Waymara I, co w połączeniu z wsławieniem się w walce przez samego Argusa sprawiło, iż krótko przed narodzinami syna, Sir Argus I herbu Harpia otrzymał z królewskiego nadania przez Borcha III wyłączne prawa do głównej winnicy w mieście.
 

Winiarnia.png.855d5386726d976e89f062780abdcd14.png
 

◊◊
 

Wraz z narodzinami syna, Argus osiadł w mieście i począł zrywać z rycerską tradycją rodziny "na stare lata". Już sam fakt zainteresowania wykazywanego przez Malakaia względem zbrojnych i szlachetnych legend klanu, budził w nim niechęć. Mimo tego zawsze dawał swojej żonie wyperswadować sobie, że syn powinien mieć prawo podążać własną ścieżką. Po niechlubnym powrocie dziedzica, Argus jeszcze bardziej skupił się na interesach winnicy oraz usilnych próbach zwerbowania Malakaia do aktywnego udziału w jej działalności. Jednakże bez skutku. Syn nigdy za bardzo nie przepadał za winiarnią, a od kiedy Argus zaczął próbować pomóc mu znaleźć pocieszenie, nadać jego życiu innego sensu przekonując Malakaia do zerwania z wiernością archaicznej tradycji, mężczyzna zaczął wręcz nie cierpieć przybytku i najbardziej widziałby go sprzedać. Co więcej, usilne próby ojca sprawiają, że dziedzic jeszcze bardziej pragnie dowieść swojej sprawności.
Zapewne impas trwałby w ten sam sposób aż do śmierci jednego lub drugiego ale sytuacja zmieniła się parę lat temu. Dożywając swoich 50 urodzin, matka Malakaia odeszła ze świata żywych we śnie. Dodatkowo zbiegło się to z jednym z najtrudniejszych okresów w działalności winiarni, od kiedy przejął ją ród Harpii. Przez konflikt z kościołem Innosa na tle winiarskich interesów, nazwa wraz z recepturą jednego z najprzedniejszych trunków - Ognia Innosa - musiały zostać oddane magom, wraz z pokaźnym odszkodowaniem. Zdruzgotany śmiercią żony, słysząc ile majątku przepadło i widząc jak już nadszarpnięta podbojami syna opinia rodziny pikuje w dół, Argus doznał wylewu. Od tego czasu jego zdrowie jest w opłakanym stanie, a przez zeszłe lata pogorszyło się do stopnia, w którym Argus nie wychodzi z domu i prawie nie opuszcza łóżka. Szlachta Wiltmarku plotkuje, że dni starego wiarusa są już policzone.
 

Obecnie właścicielem oraz zarządcą winnicy jest ojciec. Na syna ma ona przejść dopiero gdy Argus odejdzie do Innosa. Z tego też powodu Malakai głównie nadzoruje prace, subtelnie udziela się w produkcji i pełni głównie funkcję reprezentacyjną, dopilnowując umów, pozbawiony całej decyzyjności. Teoretycznie. Teraz, gdy Argus jest schorowany i nie opuszcza domu, to Malakai zajmuje się prowadzeniem interesu. Z szacunku dla obojga rodziców, mężczyzna próbuje utrzymywać winiarnię powyżej opłacalności, rozdarty między rycerskim marzeniem, a powinnością względem biznesu.
 

◊◊◊
 

Ze względu na przykre doświadczenia, średnią opinię wśród szlachty oraz brak czasu wynikający z całkowitego pochłonięcia opieką nad ojcem, winnicą, polami winorośli, a także potrzebie rycerskiego treningu, Malakai pozostaje kawalerem. Ma dość przystojną twarz, ongiś rozpaloną zuchwałą iskrą Wiltmarckiego kochanka, dziś jednak zmęczoną i ponurą niczym oblicze ojca z jego walecznych lat. Nosi podgolone naokoło głowy blond włosy, z dłuższym wierzchem i grzywką opadającymi na lewą część czoła. Jest dobrze zbudowany, a przy tym zachowuje smukłą sylwetkę. Choć nikomu ich nie pokazywał, jego plecy i tors naznaczone są bliznami po starciu ze stadem harpii.
Jako człowiek religijny, modli się regularnie, choć kościołowi Innosa za złe ma konflikt winiarski ze swym ojcem. Zniechęcenie to nie przeszkadza mu jednak okazjonalnie czytać skłaniających do refleksji ksiąg kapłanów i filozofów głównych nurtów kościoła ognia.
 

Zazwyczaj spotkać można go w zwyczajowym, szlacheckim surducie, w barwach czerwieni i żółci, gdy pomyka między rodzinnym domem w Górnym Mieście, winnicą, czasem też gdy wybiera się doglądać pól z winoroślą pod miastem. Jest człowiekiem dobrze ułożonym, kulturalnym, skromnym, a w relacjach towarzyskich nieco płochliwym. Względnie kojarzy wstydliwe plotki, którymi lubią raczyć się co złośliwsi członkowie wyższych sfer miasta, w dodatku na głowie ciążą mu problemy z interesami winiarni i zdrowiem ojca. Nieszczególnie przepada też za popularnym wśród szlachty przezywaniem go "Harpią", a Argusa "Starą Harpią", jednak ma świadomość, że kiedyś było to bardzo chlubnym w Wiltmarku przydomkiem, a negatywnych walorów nabrało głównie za sprawą jego własnych czynów.
Jego niespełniona Próba Szponów i Kłów jest dla niego bardzo drażliwym tematem, zwykle ucinającym wszystkie rozmowy. 
 

Naturalnie, ulubionym towarzystwem Malakaia jest rycerstwo i dwór królewski Wiltmarku. Zazwyczaj czuje się bardzo dobrze wśród swojej komraderii. Niestety, ostatnimi czasy jego pozycja wśród kompanów od miecza pogorszyła się znacznie. Liczne plotki i złośliwości opowiadane przez Wiltmarcką szlachtę zdołały przeniknąć także do kręgów rycerstwa, wytwarzając pewne napięcia i animozje względem klanu Harpii. Dodatkowo niektórzy wiążą Malakaia z odpowiedzialnością za śmierć jego giermka, Parcivala, a także z konfliktem z kościołem Innosa - jak wiadomo, problemy z magami ognia nie przydają popularności w wyższych sferach. Koniec końców, niejasnym zrządzeniem losu, wśród nielicznych rycerzy miasta pojawiły się pogłoski o legendarnym sposobie sprawdzania dojrzałości wśród dziedziców herbu Harpii. Najbardziej nieżyczliwi powiązali ze sobą przykre fakty i nazywają Malakaia "dzieciuchem", "niesprawdzonym" lub po prostu "niemęskim" by go sprowokować, tłumacząc jakoby ich zdaniem nie potwierdził, że stał się dorosłym mężczyzną, podle reguł własnej rodziny.
Mężczyzna każdą zniewagę tej rangi podjął w pojedynku, a ze względu na swoją sprawność oraz wykorzystywanie plotek głównie przez młodzików, rycerzy mniej szanowanych, czy też takich, którzy lepiej radzą sobie mląc jęzorem niźli mieczem, do tej pory zdołał za każdym razem obronić własne imię i godność. Sytuacji nie poprawia jednak fakt, że Malakai straciwszy ekwipunek na swojej wyprawie obecnie korzysta z odkurzonego z domowej piwnicy ekwipunku pradziada, z krzykliwym hełmem bohatera włącznie. Szczęśliwie wpasował się idealnie w rozmiary przodka, aczkolwiek hełmowy klejnot ze spreparowanego trofeum zdawał się tylko potwierdzać i podjudzać wstydliwe plotki. Na swoją niekorzyść, mężczyzna coraz bardziej emocjonalnie znosi drwiny i ataki, czując, że z każdym dniem oddala się od rycerskiej wspólnoty. Z tego względu ostatni pojedynek jaki stoczył, był bardzo osobistym, a za razem brutalnym, co nie przydało mu popularności w oczach kolegów, choć okazało się niezwykle rozrywkowym dla królewskiego dworu i szlachty. Ostatecznie, za okaleczenie w niezbyt honorowej walce jednego z rycerskich pupili, Malakai znajduje się teraz poniekąd na liście "czarnych owiec" wśród zamkowego otoczenia.
 

◊◊◊◊
 

Spoiler

Podziękowania i prawa autorskie:

  • Piranhi Bytes za Gothica i świetne, kanciaste, pełne charakteru modele, użyte w ilustracjach wraz z oficjalnymi grafikami z gry.
  • Jaskrowi i całej ekipie Elisium za realizację tego znakomitego projektu. Jestem pod nieustającym wrażeniem ogromu pracy i poziomu prezentowanego przez Elisium. Chapeau bas! W tekście wykorzystałem również oficjalny screenshot winnicy oraz oficjalne ramki Elisium.
  • Leonidasowi (Deyfre) za motywację. (Nieświadomie zapewnie) postawił przede mną wyzwanie napisania najlepszej biografii jaką zdołałem wykrzesać, celem szarpnięcia się na tytuł rycerski. Tak Deyfre, ostatecznie nasza rozmowa o stanie rycerskim stała się dla mnie wyzwaniem - sprawdzianem czy zdołam napisać dostatecznie dobry tekst, by administracja zdecydowała się zezwolić mi na ten tytuł 🤪
  • He-manowi, który pomimo naszych drobnych animozji zachęcił mnie do przełamania się i spróbowania zmierzenia z renderami modeli z Gothic w Blenderze.
  • Doomer Wojakowi, bo to on zmusił mnie, żeby siąść do Blendera i nie odpuszczać zanim nie wyprodukuję jakichś elementarnych efektów. Dzięki, kolego.
  • Internetowi za dostępne przez Google grafiki, z których tam sobie pokradłem różne elementy do fotomanipulacji.
     


 

  • Like 10
  • Thanks 1

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...