Skocz do zawartości
Tales

Marta

Recommended Posts

Dziewczyna urodziła się w środkowej Myrtanie, w skromnej wiosce, wśród ludzi bez wygórowanych oczekiwać. Gdzie pochodzenie nie grało roli, bo każdy był równie nisko urodzony. W małej chatce, na skraju wsi, rozległy się krzyki dopiero co urodzonego dziecka, które mogłyby zwiastować radość, cieszenie się nowym członkiem rodziny. Jednak nie tym razem. Malwina, mama Martusi, zmarła podczas porodu. Był to wyjątkowy cios dla jej ojca, Zenona. Grabarza, który własnymi rękami musiał oddać swą małżonkę ziemi. Na tej opuszczonej przez bogów prowincji Marta nie miała łatwego życia. Wieść o tym, że Malwina nie przetrwała porodu rozeszła się, rzecz jasna, jak to bywa w takich miejscach. Dla wielu było to powodem, żeby patrzeć na nią spode łba. Przez całe dzieciństwo nie spotkała się z szacunkiem ze strony rówieśników, ani społeczności. Nawet w domu nie czuła się dobrze z ojcem, który popadał w coraz większe pijaństwo, co doprowadziło ich do zapaści finansowej. Chcąc zmienić swój los udała się wraz z przypadkowym woźnicą, miłym człowiekiem spotkanym na trakcie, do pewnego miasta, którego nazwa nie wybrzmi w tej opowieści. Tak uciekła z domu, mając zaledwie szesnaście lat.


Dotarłszy do miasta, pierwszy raz w swoim życiu, odczuwała zachwyt. Zeskoczyła z wozu i udała się do kilku prosperujących karczm, jednakże nie potrzebowano w nich żadnej dodatkowej pracownicy. Tak, gdy infantylne plany młodej, lekkomyślnej dziewczyny zawiodły, nastała noc. A ona nadal była w tym mieście, nadal ze skromną torbą przewieszoną przez ramię, nadal w skromnych ubraniach, które komicznie wręcz kontrastowały z najpodlejszą szatą ubogiego garncarza. Marta zatrzymała się na ławie, w południowej części miasta. Przyglądała się ludziom nocy, takim którzy dawali po sobie poznać, że dopiero zaczynają.. Aż jeden z takich ją przyuważył. I pewnie, bo jak inaczej podejść do takiej biednej osoby, podszedł i rzekł: "Co taka piękna panna robi o tej porze?" Pytanie niby retoryczne, a jednak nie. Zależy od strony, która z jednej zobaczyła dziwkę, a z drugiej cierpiącego mężczyznę. Obie perspektywy równie błędne, co prawdziwe.


Marta poszła z mężczyzną, który obiecał jej cieplejsze łóżko od drewnianej ławy. Była również głodna, bo żal jej było odbierać resztki jedzenia z domu staczającego się ojca. Następne miesiące minęły względnie szybko. Świętowała siedemnaste urodziny z przyjaciółką, Laylą. Był to też dzień w którym zdradziła jej dlaczego mieszka sama. Że jakoby nie posiada żadnego pochodzenia, a piękna izba w mieście nie wzięła się znikąd. 
"Puszczam się."- powiedziała z wyraźnym przyjęciem na twarzy, a później historia sama się opowiedziała. Layla znała Martę na tyle dobrze, by potrafić ją czuć. Wiedziała też czego jej brakuję. Potrafiła jej to dać. Dlatego w jej siedemnaste urodziny przestały się przyjaźnić. Pokochały się, a Layla spędzała z nią noce, bo chciała być przy niej. Prawdą jest, że Marta pośród swoich wszystkich bóli i zawiłości losu mogła poszczycić się urodą, która była wyjątkowa. Wyjątkowy błękit, niczym toń czystych wód w jej oczach miał głębię większą, niż typowa u zjawiskowych kobiet. W jej oczach panowały emocje, pewne rozbicie i smutek, którego nie można określić jednym spojrzeniem. A blond włosy, delikatne w dotyku. Jakby były reprezentacją całego jej ciała. Szczupłej, lekkiej, przywołująca skojarzenie z powiewem wiatru, który delikatnie muska twarz, jak dłoń Marty muskała szyję Layli przed pocałunkiem.


Nic nie trwa wiecznie, nawet miłość, a zwłaszcza miłość. Chociaż ta, była równie wyjątkowa, co jej historia. Być może dlatego trwa nadal?Marta zadaję sobie czasem to pytanie, ale nie myśli o sobie. Myśli o niej. I ukrywa emocję pod kolejnymi dawkami narkotyków, która zaczęła zażywać coraz częściej od kiedy Layla wyjechała do innego miasta. Obie były młode, jednak Layla była mniej niezależna. "A może nie chciała być?" Pomyślała Marta siedząc w oknie i obserwując krople deszczu, zatrzymane przed jej twarzą. Zażyła kolejną dawkę i zasnęła. Z przykrością spędzała dziewiętnaste urodziny bez nikogo. Starała się nie myśleć o tym wydarzeniu. Ale miała sen, retrospekcja przeniosła ją o równe 2 lata. Widziała Layle. Widziała siebie. Widziała kim była i kim mogła się stać, a później zbudziły ją uderzenia ćwieków o drzwi do jej izby. Ubrała się w pośpiechu ale nie wyszła. Nie mogła.

 

Niedługo potem, podczas pewnej nocy, utraciła świadomość pod wpływem silnych używek. Zbudziła się na statku, który jak się później okazało miał już za sobą kawałek drogi, a kursował na Archolos. Beznamiętnie przyjęła to do wiadomości. Obojętność po substancjach psychoaktywnych nie jest żadnym nowym odkryciem, jednakże w jej przypadku chodziło o coś jeszcze. O brak czegokolwiek w poprzednim życiu, za czym mogłaby tęsknić. Tak więc rzucona w wirze losowych wydarzeń nie myślała wracać do Myrtany. Osiadła w Wiltmarku, a jej historia pozostanie nieznana...

Kurtyzana.jpg

Edytowane przez Tales
  • Like 3

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites
Gość
Ten temat jest teraz zamknięty dla dalszych odpowiedzi.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...