Skocz do zawartości
Tales

Tales

Recommended Posts

Tales.jpg

 

   W stolicy Myrtany przyszedł na świat chłopiec, który dorastał w domu wysoko postawionego urzędnika. Niczego mu w życiu nie brakowało, jednak on zawsze miał za mało. Otrzymał edukację, pieniądze, zainteresowanie ze strony matki, a także szerokie grono przyjaciół, które zjednywał sobie giętkim językiem. Krasomówcze zdolności odziedziczył po ojcu, zupełnie jak swoją życiową dewizę: "Światem rządzi złoto, a zwłaszcza w dobrych rękach.", którą trzymał w sercu od wczesnego dzieciństwa. Prowadził hedonistyczny tryb życia, co jednak nigdy mu nie przeszkadzało. Wbrew stereotypowi "rozpieszczonej latorośli" potrafił uszanować pracę oraz dorobek ludzi, którzy uczciwie go zdobyli, chociaż sam dawno porzucił te drogę.

   Mając blisko osiemnastu wiosen uznał, że urzędnicza pensja to dla niego za mało, a i w polityce nie widział prawdziwych dochodów. Ciemna gwiazda nad jego bytem roztoczyła się, gdy poznał kościanego pokera. Prędko uznał, że to genialne! Już wtedy pracował nad swoją nową zabawką, ruletką. "Losem człowieka jest wola, jaką nadali mu najwyżsi."- mawiał. 

Jednakże ojciec, mniej zapatrzony w filozofię oraz religię, a bardziej w dobry trunek i papierkową robotę nie podzielił tego zdania, gdy pewnego wieczoru zwrócił się do niego syn.

 

- Tato.

- Synu.

- Doszedłem do wielkiego odkrycia. Wyobraź sobie..

- Ty nic tylko z głową w chmurach, jak zwykle. - odparł przechylając kieliszek mocnego trunku.

- Trzeba myśleć przyszłościowe ojcze. Spójrz. Zwą to kośćmi.

- Widzę, że anatomii ci jeszcze dobrze nie wpoili.

- Bogowie w tym tu rządzą. Tak to widzę i czuję. - kontynuował z ekscytacją w głosie.

- Bogowie to jedno, a hazard co innego. Łut szczęścia, ot co. No nic, czego mnie tym głowę zawracasz?

- To może być przełom. Gdybyś mógł mi pomóc zainwestować to zyski będą niebagatelne!

 

   Ojciec mu nawet nie odpowiedział swoim apodyktycznym tonem, lecz zbył nawet bardziej, niż inne jego przemyślenia. Tales zabrał kostki i odszedł, jednak zamiar go nie opuścił.

Grał jak najęty, a szczęście się go trzymała. Uzyskał niemałą sumę i dziękował trójcy bogów za ich łaskawość, aż przyszła zła passa. Wtedy też poczynił się do niemałego oszustwa, którym kantował okolicznych kupców, dając im nadzieję na wygraną. Tak dorobił się pieniędzy na pierwsze kasyno w Vengardzie. Opuścił rodzinę rok później, a słuch po nim wśród krewnych zaginął. "Rodzina nie jest niczym innym, jak wymuszoną relacją społeczną bez żadnych racjonalnych podstaw."- mawiał, po czym pytał znajomych: "Myślisz, że zaprzyjaźniłbyś się ze swym wujem albo ciotką, gdybyś ich spotkał na bazarze? Dokładnie.". Może miał w tym jakąś rację, może nie. Jednak sam w sobie nabrał takiego przekonania, co jak się potem okazało wspomogło jego wyrachowanie. Nieraz ludzie przepuszczali u niego majątek, zastawiając stodoły i inne cuda. On jednak uważał to za boską ingerencję i tak sobie tłumacząc, szedł przez świat.

   Gdy dorósł lat dwudziestu był już dobrze ustawionym mężczyzną. Jednak wciąż było mu za mało. Rozkochany w rozpuście, narkotykach, hazardzie ćmił kolejne fajki, zajadał kolejną szynkę i popijał kolejne kieliszki wina w doborowym towarzystwie, aż uznał że wejdzie w kolejny interesy. Zamtuzy oraz bagienne ziele. W tym celu poznał parę osób, które skontaktowały go z okolicznym półświatkiem. Ten fragment swego życia wolałby wymazać z pamięci.

   Doszło do sprzeczki interesów niemałego kalibru, bowiem Tales przespał się z synem jednego z hersztów. Musiał uciekać. Wziął złota ile uniósł i ruszył do Varantu, lecz cholerni bandyci nie dawali mu spokoju. Spędził parę miesięcy na pustyni zaciskając pasa. Poznał wtedy głód, ciężką pracę i polowe warunki. Poza gorącem doskwierał mu brzuszek, zła kondycja oraz braki w tytoniu. Otrząsnął się dość późno, ledwie a zaraz znaleźli go zabójcy owego herszta. Musiał znów uciekać, aż na Khorinis, gdzie kolejne miesiące spędził rozkręcając kościany interes wśród wyspiarzy. Jakże musiał być zaparty ten, co o spółkowaniu syna się dowiedział. Teraz, strwożony wizją śmierci Tales, w głowę zachodził, jak ludzie mogą być tacy nietolerancyjni. Sam był biseksualistą. W końcu uznał, że została mu ostatnia szansa. Najodleglejsza kraina, Archolos. Wypłynął na marnej łajbie z Khorinis, nikomu nie zdradzając swoich zamiarów. Ubrany jak biedny imigrant zarobkowy, co garść złota widział tylko w cudzej dłoni. Tak dotarł do Wiltmarku, a jego dalsze losy pozostały nieznane, nawet mściwemu prześladowcy.

Edytowane przez Tales

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites
Gość
Ten temat jest teraz zamknięty dla dalszych odpowiedzi.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...