Skocz do zawartości
Marcus

Wydarzenia

Recommended Posts

OCkZogT.png

Mgła i krew

 

Trwała noc, wiele godzin po opuszczeniu osady przez Jarla i jego wojowników, celem zbadania tajemniczego zjawiska, jakim była zbliżająca się gęsta mgła, której miały towarzyszyć - według doniesień Undabarskich zwiadowców - liczne, skąpane w gęstym pomroku sylwetki przypominające ludzkie, acz emanujące złowrogą aurą. Nie było żadnych wątpliwości, że była to armia nieumarłych. I tak już silny niepokój ludu, spowodowany targającą Undabarem klątwą i próbami przejęcia Świętego Gaju przez mroczne siły, narastał przez długą nieobecność Jarla Godbranda i jego świty. Obawiano się najgorszego...

 

Do osady, pod osłoną nocy, powróciła trójka wojowników z Eivarem Dzikim na czele. Zaczęli zbierać tych, którzy jeszcze nie spali oraz walić w drzwi domostw, w których światła już dawno wygasły. Wybudzeni mieszkańcy odziali się i wyszli na zewnątrz, podążając za grupą na środek placu. Mieszkańcy szeptali między sobą, zastanawiając się, co się dzieje. Mając jednak podejrzenia co do wieści, jakie mógł nieść Eivar, spoglądali na niego w milczeniu, gdy ten wchodził na podest. 

 

Eivar wyciągnął zza pleców okryty materiałem oręż, wyciągając go w obu dłoniach przed siebie. Był to miecz nikogo innego jak samego Jarla. 

- Jarl Godbrand poległ w bitwie Eivar rzekł głośno do zebranych. Na ich twarzach pojawił się smutek, przerażenie, niepewność, gniew i furia. U niektórych wszystkie te emocje zmieszane ze sobą, powodujące niebezpieczną reakcję. To było ostatnie, co chcieli usłyszeć w tych ciężkich chwilach. Undabar doprawdy był przeklęty i coraz więcej ludzi było gotowych się poddać temu marnemu losowi, w oczekiwaniu na ostateczny koniec. Blask Świętego Gaju wygasł, wielu wspaniałych wojowników Undabaru zginęło, a na tym nie miało się skończyć. Nieumarli kroczyli na królestwo Archolos i nie było wiadome, czy będzie można ich powstrzymać. Targająca Undabarem klątwa skutecznie osłabiła morale mieszkańców, jak i ich chęć do życia, a wieści o śmierci kolejnego Jarla miały to tylko pogorszyć.

 

Eivar spojrzał po swoich kompanach i po tracących siły, zebranych mieszkańcach, tarczownikach, wojownikach. Nie lubił wiele mówić, jednak nie był to czas na trzymanie języka za zębami. Tej nocy, teraz, bardziej niż kiedykolwiek indziej, Undabar potrzebował nadziei i siły. Chwycił za rękojeść trzymanego w dłoniach miecza i wbił go w podest, po czym zwrócił się do ludzi.

- To nie jest koniec. To nie jest czas na to, by poddać się mrocznemu losowi - Rzekł głośno i pewnie.

- To prawda, że los nie był dla nas łaskawy i straciliśmy wiele. Naszych braci, siostry, naszego przywódcę. Jednak mimo to musimy dalej walczyć

Gdzieś w tłumie odzywały się głosy podważające sens dalej walki i starań w tak fatalnej i stale pogarszającej się sytuacji, podczas gdy w tym samym czasie kilka męskich głów w milczeniu, trochę niechętnie, przytakiwało na słowa Eivara. 

- Nasi bracia i siostry oddali życie za Undabar, za to, byśmy mogli żyć i przeć do przodu - Kontynuował przemowę.

- Ta stagnacja, siedzenie za zamkniętymi drzwiami i czekanie na śmierć to nie jest właściwa droga. Nie tego oczekują od nas przodkowie. Może i Undabar jest przeklęty, może najgorsze jest wciąż przed nami. Musimy pamiętać jednak to, że to jest Undabar, płynie w nas krew wojowników, walka jest w naszej naturze - Coraz więcej głów podnosiło się, coraz energiczniej kiwając głowami na słowa Eivara, mówiąc między sobą i potwierdzając, że mówi dość sensownie.

- Nie ważne jak ciężko jest czy ilu z nas poległo, póki my tu wciąż jesteśmy. Możemy uhonorować ich śmierć oraz uhonorować wolę naszych przodków - Być może wielu mieszkańców Undabaru zapomniało o duchach, może przestali wierzyć w to, że ta więź z przodkami wciąż istniała po tym, jak Święty Gaj utracił swój blask. Jednak nie można było stracić tej wiary, trzeba było wierzyć i walczyć. Coraz więcej ludzi w tłumie zdawało się przyjmować to do wiadomości, coraz głośniej i pewniej wymieniając między sobą słowa nadziei i otuchy.

- Jesteśmy silni, jesteśmy razem, i póki dbamy o siebie nawzajem, zło nam nie straszne - Podczas gdy większość tłumu przytakiwała energicznie, byli pośród niego ludzie, którzy nie pałali optymizmem, wciąż chowając urazę do Eivara, uważając go za hipokrytę, wspominając głośno o tym, jak 'dbał o swoich braci', gdzie ostatecznie została ich garstka. 

- To droga wojownika. To życzenie przodków. Żyjemy i umieramy po to, by reszta mogła żyć i przynieść na ten świat kolejne pokolenia. Żyjemy i umieramy za Undabar, za naszą przeszłość i naszą przyszłość - Mądre, budujące słowa, z którymi ci, którzy wciąż traktowali Eivara z pogardą nie chcieli się zgadzać, tak jednak zamilkli, być może dopuszczając do siebie tę prawdę, wciąż kręcąc mimo wszystko głową. 

Na to wszystko spoglądał z zainteresowaniem stary wieszcz gdzieś z góry. Cała ta niosąca nadzieję przemowa Eivara Dzikiego zdała się przykuć uwagę duchowych przewodników Undabaru, którzy tak samo jak on, a zapewne i bardziej, pragnących odbudowania dawnej siły tego ludu. Ostatecznie, po całej tej przemowie, morale mieszkańców znacząco urosło, co zapewniło jakąś iskrę nadziei na lepsze jutro. Lepsze jutro wymagało jednak ciężkiej pracy, wiele walki i niewątpliwie upuszczenia krwi. Klątwa wciąż była obecna, a nieumarli wciąż maszerowali skąpani w stopniowo postępującej przez królestwo mgle. 

Prawie pod koniec przemowy, Wieszcz powolnym krokiem zszedł na plac i stanął u boku Eivara. "Potrzebujemy nowego przywódcy, chłopcze" rzekł do mężczyzny, który w oczach Wieszcza wciąż był młodziakiem, przed którym była wciąż długa droga. "Prawisz mądrze, pokrzepiając serce ludu i podążasz drogą przodków. Poprowadź Undabar ku wschodowi słońca, nie pozwól, by pozostał w mroku". Eivar był całkowicie zbity z tropu, gdyż nie był ambitnym człowiekiem pragnącym władzy. Nie marzył o siedzeniu w fortecy ani tym bardziej zarządzaniu miastem. "W nadchodzących tygodniach wszyscy tu będą potrzebować twojego serca, siły i hartu ducha". Być może jednak był tym, czego teraz potrzebował Undabar w tych mrocznych czasach. Mógł nieść nadzieję i dawać siłę tym, którzy jej potrzebowali. Zresztą, kim był Eivar, by sprzeciwić się woli duchowego przywódcy Undabaru, który wypełniał i przekazywał innym wolę przodków? Szamani wiedzieli najlepiej, czego potrzebuje lud, i jeżeli szamani wierzyli, że Eivar Dziki był materiałem na przywódcę, to ten musiał to zaakceptować. Pośród tłumu było wielu, którzy ochoczo unieśli dłonie i topory w górę na słowa Wieszcza, w geście zaakceptowania Eivara jako nowego przywódcy. Było jednak niemalże równie wielu tych, którzy uważali, iż ten przyniesie Undabarowi zgubę, lub że po prostu się nie nadaje, jest za młody i brak mu doświadczenia, że powinien dalej siedzieć w dziczy, gdzie jego miejsce. Jednak i oni nie ośmielili się sprzeciwić słowom szamana i choć nie chcieli, choć zgrzytali zębami, to musieli zaakceptować to, co miało być wolą przodków.

 

Ta ciężka noc skropiona krwią Godbranda i wielu odważnych wojowników Undabaru zakończyła się ukoronowaniem nowego, najmniej oczekiwanego przywódcy. Eivar Dziki stał się nowym Jarlem i miał za zadanie poprowadzić swój lud. Nikt nie wie, co przyniesie jutro, pewnym jest jednak, że Undabar się nie ugnie, póki w żyłach ludu płynie gorąca krew wojowników.

  • Like 2
  • Thanks 2

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

810450464_Pochwek.png.9fbafa28c9595ba976a8c246089c99a5.png

Pożegnanie Wodza

 

Wieści o śmierci Jarla Godbranda rozeszły się po królestwie Archolos niczym fala, i niczym strzała, uderzając w serca tych, którzy go znali, lub przynajmniej słyszeli o jego osiągnięciach. Zebrali się więc nie tylko wojownicy i mieszkańcy Undabaru, ale i lud oraz możni Wiltmarku, wszyscy chcący złożyć hołd poległemu wodzowi Undabaru. 

 

Szamani, choć w dużej części wycofani z życia osady, wspierający lud wojowników wyłącznie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebował, zebrali się razem, by uroczyście pożegnać Jarla i pomóc jego duszy dołączyć do przodków. Ich inkantacje można było zasłyszeć już z dala, wchodząc na teren Świętego Gaju późnym już wieczorem. Żaden z nich, otaczających kamień w centrum kręgu, nie zwrócił uwagi na przybyłych, kontynuując swe modły. Ponieważ ciało Jarla nie zostało odzyskane, pochówek odbył się z udziałem jego ostrza, w którym wierzyło się, że istnieje cząstka jego duszy. 

 

Uroczystość pochówku była prowadzona przez Jarla Eivara Dzikiego, który po swej budującej, krzepiącej serca przemowie, żegnając swego wodza, usunął się na bok, pozwalając jego braciom również powiedzieć kilka słów. Pożegnali swojego lidera, ojca, brata, przyjaciela, a do tych pożegnań dołączył również możny Wiltmarku, co było pewnym zaskoczeniem.

 

Ostrze Jarla Godbranda zostało ostatecznie dokładnie owinięte przez szamanów w zdobiony materiał, a następnie umieszczone w pustym grobie, który został zasypany przez Jarla Eivara, kończąc tym samym rytuał pochówku. Nie był to jednak koniec spotkania, gdyż w wielkiej hali Undabaru czekała uczta dla wszystkich zebranych. 

 

Stoły zastawione były jedzeniem - najeść się można było chlebem, mięsiwem i serem. Nie brakowało oczywiście starki do zwilżenia gardeł i rozluźnienia ciał. I tak dwa zebrane pod dachem Jarla ludy prowadziły aktywne dyskusje, zamykając je tematem tajemniczej mgły i hordy nieumarłych, które były z resztą powodem, dla którego wszyscy ostatecznie zebrali się w jednym miejscu. Pojawiła się iskra nadziei, rozwiązanie mające pomóc wyeliminować zagrożenie. I tak oto w halach Undabaru zdecydowano o połączeniu sił w walce z siłami ciemności. Kolejne starcie z nieumarłymi było teraz wyłącznie kwestią czasu...

  • Like 3

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites

Cmentarz.png.fef375050830ca910a9df40500f0ea5b.png

Zjednoczeni Przeciwko Złu

 

Nadszedł czas, by stanąć do walki z nieprzyjacielem i stoczyć ciężką walkę nie tylko o Undabar, ale i całe Archolos. Grupa dzielnych wojaków, Odin, Kiyotaka i Denis, pod wodzą Jarla Eivara Dzikiego, poczyniła przygotowania do walki, ostrząc swój oręż i wyposażając się w odpowiednie zbroje, mające zwiększyć ich szanse przetrwania. Mieli w końcu stanąć do boju nie z ludźmi, a ze sługami demonów. Należało wyekwipować się w najlepsze wyposażenie, przygotować wyżywienie i oczywiście wznieść modły do przodków, by ci byli dla wojowników łaskawi.

 

Późnym wieczorem, przygotowani już wojownicy opuścili twierdzę i udali się na punkt zbiórki, gdzie mieli spotkać się z wojskami Wiltmarku pod dowództwem Kapitana Johannsena. Podczas gdy Undabarczycy byli w pełni świadomi, że mogą spotkać swojego druha na polu bitwy, nie umniejszyło to zaskoczenia, gdy ten objawił im się na drodze do celu. Jarl Godbrand, w formie nieumarłej skorupy zawierającej cząstkę świadomości i woli dawnego wodza stanął przed nimi, a wojaków ogarnął pewien niepokój. Mimo iż tarczownicy byli gotowi rzucić się do walki z dawnym Jarlem i wyeliminować potencjalne zagrożenie, Eivar zachował jednak jasność umysłu i zamiast podejmować pochopne decyzje, spróbował się z nim porozumieć. Choć z trudem, udało mu się potwierdzić, że Godbrand, choć był teraz przeklętym nieumarłym, wciąż stał po stronie śmiertelnych i wciąż w tej skorupie obecna była jego świadomość, choć stłamszona i stopniowo osłabiana przez tego, kto próbował go kontrolować. Eivar mimo trudności wydobył z niego upragnione odpowiedzi i grupa zrozumiała, że cała wola Jarla skupiała się na powstrzymaniu natarcia hordy żywych trupów wychodzących spoza gęstej, diabolicznej mgły. Jego jedynym celem było powstrzymanie nieumarłych, co też czynił bardzo skutecznie, wlewając całą swoją furię w każdy zadany cios, zalewając ziemię kośćmi nadchodzących przeklętych. Z jednej strony wieść o tym, że nieumarły Godbrand wciąż stał po ich stronie, była dobrą nowiną. Z drugiej strony jednak oznaczało to, że dusza dawnego Jarla nadal nie była wolna. By to skorygować i pozwolić Godbrandowi odejść do przodków, należało zniszczyć źródło tego zła, tego kto odpowiadał za wskrzeszanie umarłych. Eivar zdecydował, by nie wchodzić w drogę swojemu wodzowi, pozwalając mu kontynuować jego walkę, samemu oczekując na siły Wiltmarku. Nie było sensu pchać się w nieznane, gdyż mogło to skutkować pewną śmiercią.

 

Minęło kilka chwil, nim liczne wojsko z miasta przybyło na miejsce spotkania. Byli pośród nich żołnierze, medycy, a nawet i magowie. Był to silny oddział, który pod dowództwem Kapitana Johannsena był przygotowany na najgorsze. Eivar przekazał kapitanowi i jego ludziom wieści o niespodziewanym sprzymierzeńcu walczącym na wzgórzu, a z kolei mag ognia podzielił się informacjami o potężnej runie, mającej być w stanie zniszczyć herszta kontrolującego hordę. Ten mag musiał być chroniony za wszelką cenę. Gdy wszyscy byli doinformowani i gotowi do boju, cała zjednoczona grupa ruszyła do natarcia, używając magicznego amuletu do rozproszenia czarnej mgły. Ich oczom ukazały się sylwetki licznych, chodzących kościotrupów i gnijących, chodzących trucheł. Pośród nich byli nie tylko zwykli siepacze, ale i nieumarli władający mroczną magią. 

 

Skutecznie przebijano się przez kolejne zastępy sił nieprzyjaciela, a pomiędzy kolejnymi starciami magowie i medycy zajmowali się rannymi, przywracając ich do pełni sił. Nikt nie miał zostać w tyle. Każdy człowiek się liczył, i wszyscy razem parli do przodu, niszcząc nieumarłych i zbliżając się do źródła czarnej magii kontrolującej hordę. 

 

Wreszcie, po ciężkim boju i dotarciu do samego cmentarza, grupa stanęła przed osobnikiem będącym źródłem tego wylewającego się na Archolos zła. Niestety, w tym momencie i tak niestabilny już Godbrand stracił resztki kontroli nad swoim ciałem, teraz stając się w pełni pod kontrolą nieprzyjaciela i stając u jego boku jako jego czempion, obok drugiego, będącego niegdyś żołnierzem Wiltmarku. Teraz przed obrońcami królestwa Archolos stała trójka nieumarłych, herszt i jego czempioni. Gdy wreszcie doszło do ostatecznej walki, prędko stało się jasnym, że zwykła broń nie była w stanie zadać im krzywdy. Jedynie mag ognia i jego runa miały być w stanie pokonać wroga, tak więc wojownicy przyjęli na siebie uwagę herszta i jego dwóch czempionów, walcząc z nimi, podczas gdy mag wykorzystał energię magicznej runy, by stopniowo osłabić i wreszcie zniszczyć tych nadzwyczaj wytrzymałych wojowników ciemności. Ciężki bój, za sprawą odważnych, pełnych zaparcia i siły obrońców królestwa, skutkował pokonaniem nieprzyjaciela.

 

Herszt nieumarłych został zniszczony, a wraz z nim pokonani zostali jego czempioni, którzy mogli na chwilę odzyskać jasność swojego umysłu, na moment przed ostatecznym odejściem z tego świata. Jarl Eivar, nie marnując czasu, pożegnał Godbranda osobiście, nim ten zamknął ostatecznie swe oczy, a jego dusza dołączyła do przodków. Był wolny i mógł wreszcie zaznać spokoju. 

 

Jarl Eivar upewnił się, że jego tarczownicy byli cali i zdrowi. Na szczęście, poza lekkimi obrażeniami i zdarciem pancerza, wojownicy Undabaru nie odnieśli żadnych strat. Niestety, jak dowiedział się od kapitana Johannsena, wdzięcznego Jarlowi za wsparcie Undabaru, jeden z żołnierzy Wiltmarku odniósł śmiertelne obrażenia. Jednak zwyciężyli. Zjednoczony Wiltmark i Undabar, wspierając siebie nawzajem, pokonali zło, które zagrażało królestwu Archolos.

 

Jarl zarządził zabranie ciała Godbrana, by móc go tym razem należycie pochować w Gaju. Gdy grupa dotarła do miasta, była ku ich zaskoczeniu przywitana - choć to pewnie zbyt duże słowo - przez szamanów, gotowych na pochowanie ciała wodza. Oczekiwali, jakby wiedząc, co się stało i czekając na powrót wojaków ze zdobionym całunem. Szamani w milczeniu ruszyli do Gaju, a Eivar i jego wojownicy za nimi. Na miejscu, Undabarczycy raz jeszcze, ostatecznie pożegnali się z wodzem, nim unieśli jego owinięte przez szamanów w całun ciało i umieścili je w dole razem z jego wiernym ostrzem. Gdy dół został zakopany, Eivar zabrał grupę przed wielką halę Undabaru, by przekazać im pewne nowiny. Cała trójka, która brała udział w tej wielkiej bitwie, walcząc zacięcie z niezwykłą odwagą, zaparciem i oddaniem, została wzniesiona słowami Jarla niemalże do rangi herosów. Od tego momentu Odin, Kiyotaka oraz Denis, nie byli już tarczownikami, a urośli do rangi Drengr, stając się prawdziwymi wojownikami Undabaru, mającymi zapisać się w historii swojego ludu jako ci, którzy stanęli do walki w imię swego ludu, w imię przodków, prawdziwie spojrzeli śmierci w oczy i wyszli z tego starcia nie tylko cało, ale i zwycięsko.

 

Teraz na powrót, uspokojony lud Undabar mógł zająć się bardziej przyziemnymi sprawami, odbudową i rozwojem, choć niemalże pewne było, że wkrótce miało dojść do starcia z ziemskimi, śmiertelnymi sługami sił ciemności, Asasynami...

  • Like 2

Podziel się tym postem


Link to post
Share on other sites
Gość
Ten temat jest teraz zamknięty dla dalszych odpowiedzi.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...